Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Dehumanizacja między wódką, a zakąską. Eksperyment postępującego wykolejenia i adaptacji w tym człowieka. Diagnoza degrengolady bez recepty. Nic, co ludzkie. 9

Dehumanizacja między wódką, a zakąską. Naturalistyczny obraz chronicznego bólu z powodu marazmu codzienności, pełen impulsywnych emocji, a ostatecznie wyrwania jednostce jakiejkolwiek podmiotowości. Doskonała i przeszywająca swoim dokumentalnym charakterem całkowita atrofia uczuć i niemalże bez ingerowania, jak gdyby w świat przedstawiony, nie ustawiony bezwzględny obraz braku szacunku do wartości życia ludzkiego, gdzie moralność nie przejechała przez granicę tej wiecznie, ciemnej przestrzeni jakiegoś enigmatycznego instytutu przeprowadzającego badania. Jednak w centrum uwagi jest eksperymentowanie jednych na drugich i odnajdywanie się w tych amoralnych korytarzach ciężkiej, gęstej i oblepiającej rzeczywistość. Kino, które nie chce nas zostawić w spokoju, które obłazi nas z każdej strony i ogłusza swoją diagnozą społeczną oraz wieloma scenami na długi czas. Zamknięcie oczu nie pomoże, opary alkoholu otępiają, ale nie na tyle by znieczulić ciężar jakim dzieli się z widzem te uniwersum cierpienia.

Podążamy od początku za tytułową bohaterką Nataszą obserwując bardziej jej egzystencje, niż życie. Codzienna powtarzalność jej pracy jako bufetowej, którą dzieli z młodą, pełną energii i swoistej niewinności koleżanką Olgą przenika się z odwiedzinami grupy mężczyzn pracujących przy tajnym i zagadkowym projekcie naukowym z dumą, dla ojczyzny. Natasza po godzinach nie odmawia sobie alkoholu, zaprasza koleżankę do wspólnego spożywania, jednak to nie ma nic w sobie ze wzajemnego wsparcia, celebrowania końca zmiany, czy spokojnej degustacji i relaksu. To pokaz sił ze strony dominującej starszej koleżanki, mobbingującej której frustracja miesza się z rezygnacją. To co robi wobec współpracownicy w tym zadymionym lokalu, ale też poza nim, kiedy spotykają się na imprezie prócz wyłapywania jakiś epizodów uczuciowości, jest tłamszeniem entuzjazmu wobec życia i spontanicznej ekspresji Olgi. Przekornie, to co robi wobec koleżanki w pewnym momencie zostanie zastosowane wobec niej samej.

Dau. Natasha to zaklęte rewiry, pełne pułapek w surowych, ale umeblowanych ogromną amplitudą emocjonalną przestrzeniach. Niemalże, jak gdyby bez obecnego narratora z ludzi na bieżąco wypływały emocje i reakcje na sytuacje. Skupienie się i ciasne pokazywanie relacji Nataszy z Olgą nie obiecuje ani przez chwilę wpuszczenia jakiegoś światła, tylko raczej chwilami wsparcie we wspólnym wyparciu. Tylko to Natasza wydaje się być tą zahartowaną w rzeczywistości, dotkniętą, w spontanicznych dialogach opowiadającą o tragizmie miłości. Bohaterka bez większej wiary w inne życie nie poddaje się, a raczej próbuje ocucić nieadekwatnie do stanu rzeczywistego radosną Olgę. To jest upojenie i prześwietlenie bez wystawienia recepty w stylu kina Aleksieja Bałabanowa i Wojciecha Smarzowskiego. Bez żadnej taryfy ulgowej, pit stopu w referowaniu determinizmu życia jednostek, budowania niepokoju w nas i nieprzewidywalności w sortowaniu ludzi. To postaci, które nie żyją, a w pewnym momencie próbują przetrwać.

Reżyser doskonale bez romantyzowania cierpienia zamyka nas w tej izolatce ze smolistymi emocjami, nie zapraszając do współpracy przy filmie ani nie pozwalając nam na widzenie ze słowem nadzieja. Ona jednak się wychyla, ale w bardzo bezlitosnym, brudnym i zdegenerowanym wydaniu, kiedy Natasza zaczyna wchodzić w grę, pazurami wbijać się w namiastkę człowieczeństwa na wyginięciu albo takiego kształtu jaki jest wyłącznie możliwy, w tak niekorzystnych warunkach. Przecież nie może odmówić, ale stara się wykorzystać swoją umiejętność manipulacji i siłę charakteru w kontakcie z władzą. Bohaterka wie, że ręki się na nią nie podnosi, bo się ją straci. Te studium wykolejonego świata jest chropowate, pozostawia gorzki posmak na języku i pokazuje, że jednostka będzie próbowała przystosować się do każdych warunków, jeżeli nie będzie miała wyjścia.

DAU. Natasha jest przeżyciem bezkompromisowym i brutalnym w narracji i formie hipnotycznej, bez chwili zawahania. To świat, gdzie szczęście jest fantazją, a bezpieczeństwo luksusem. W połączeniu z archaiczną formą, taśmą 35mm i długimi sekwencjami nie daje nam odsapnąć od tej zdeformowanej rzeczywistości… albo świadectwa, jaka jest, kiedy Ją całkowicie spenetrujemy i rozbierzemy do naga. Doświadczamy tutaj próby uświadomienia nam, że zwyrodnienie jest codziennością, niczym w Szczęście Ty moje Siergieja Łoźnicy, gdzie karuzela przemocy psychicznej, nie tylko fizycznej dawno już nie próbuje się zatrzymać i zachować balansu z odprężeniem albo szansą na samokontrolę w życiu. Granica pomiędzy potworami, a ludźmi zostaje mocno zamazana albo po prostu już uległa cuchnącemu rozkładowi. Nic, co ludzkie.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…