John (Viggo Mortensen) wiedzie szczęśliwe życie w Los Angeles, gdzie mieszka razem ze swoją rodziną. Kalifornia to przyjazny i otwarty dla wszystkich świat, zupełnie inny niż dom rodzinny Johna, w którym wciąż mieszka jego ojciec – farmer przywiązany do ziemi i konserwatywnych wartości. Kiedy Willis (Lance Henriksen) zaczyna podupadać na zdrowiu, przenosi się do Los Angeles, by zamieszkać z Johnem. Czy ojciec i syn, których od lat dzieli wszystko, będą potrafili porozumieć się i zaakceptować dzielące ich różnice?
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Jaki ojciec taki nie syn, intymna historia o presji kanonów płci. Uleczyć zranioną tożsamość. Nosić brzemię społecznej i kulturowej normy i zrozumieć, że najbliższy jest najdalej. 7

Intymny zapis, bez wykoncypowanej dramaturgi skomplikowanej relacji ojca z synem, a ku zaskoczeniu - ojca z samym ze sobą, z pojęciem męskości, z przymusem wywiązywania się z krzywdzącej, bo ciasnej i jednoznacznej społecznej umowy. Jeszcze jest czas przewrotnie, szczerze, bez nadmiaru również o poczuciu próby zrozumienia i od środka dudniących uczuć prowadzi opowiadanie, bez rozrachunku, a humanistycznie, chwilami się jednak jąkając w kreacji świata, wniosków, tez i postaci. Ale autentyczność, jak wygasa nienawiść i żal, kiedy już nie czekasz na słowo "przepraszam" jest tutaj nie do podrobienia. To jest doskonałe świadectwa człowieczeństwa, bez żadnej wersji poprawionej, czy podkręconej na potrzeby filmowe. Jak kochać mimo wszystko? Albo inaczej, jak już o tę miłość nie błagać, by dać się pokochać przez samego siebie i komuś innemu?

Jeszcze jest czas (2020/I) - Lance Henriksen

Johna spotykamy wraz z ojcem w podróży do Kalifornii, gdzie mają znaleźć mu nowe mieszkanie. Jego ojciec, Willis, ma już swoje lata, a na dodatek nie zawsze jest obecny głową w czasie teraźniejszym. Mieszają mu się fakty i szwankuje pamięć, jednak emocje i słowa, które wypowiada mogą mieć cały czas tę samą siłę rażenia, gdyż syn wie, że są aktualne. Zwiedzamy epizody z przeszłości ojca i syna, jego wychowanie w męskim kanonie, gdzie mężczyzna jest panem i władcą. To nie jest łzawa i rzewna sentymentalna wycieczka, a raczej pokazanie nam ile charakteru ojca Johna jest w jego obecnej, schorowanej postaci. Nie jest to już ten sam człowiek, co przed laty. To upadły tyran, ale cały czas w stanie sfrustrowania, za które nie jest odpowiedzialny żaden wiek i choroba. To człowiek, wobec którego John wydaje się okazywać wybitną cierpliwość i imponującą empatię, gdyż jak gdyby... nie tej "ruiny" nienawidził.

Jeszcze jest czas, jest tak wiarygodnie pokazanym, inteligentnym i bliskim studium konfliktów nieodwracalnych i przewlekłych, a jednocześnie wygaszanych przez syna dla swojego dobra, nie ojca. Nie nieaktualnych, tylko przez Johna już dawno niepodejmowanych, gdzie nie żebra już o miłość, by pokochać swoją tożsamość. Jego orientacja wydaje się być ciosem dla ojca, chociaż widzimy wszystko już po latach, specjalnie i bardzo zgrabnie nie dając nam czołobitnie po twarzy flashbeckami, których zawartości łatwo się domyślić. Zbierając ten kolaż obecnej relacji i przeszłości, sami angażujemy się emocjonalnie jeszcze bardziej i czujemy, że najbliższa osoba w życiu Johna, nigdy go nie zaakceptowała i już tego nie zrobi. Reżyser potrafi nie robić z tego huczącej tragedii, tylko detonować małe bomby w prozaicznych sytuacjach, co umacnia wiarygodność tego kina.

Jeszcze jest czas (2020/I) - Viggo Mortensen

To jest film - doświadczenie i zaskoczenie. Mając naszkicowaną pewną sytuację konserwatywnego, pełnego uprzedzeń i żółci ojca spotykającego się z synem, który już o nic ojca nie prosi, niczego się od niego dobrego nie spodziewa, można było wpaść w prosty schemat reprezentowania nam straumatyzowanego syna w różnych, czołgających i rozdzierających szaty obliczach. Natomiast tutaj głównym bohaterem niemalże jest ojciec, który sam utknął w pewnym kanonie przez swojego ojca i dalej tym zarażał. Kiedyś nie rozmawiał z synem, więc teraz również tego nie robi. I wcale nie zaczniemy sympatyzować z biednym, zdezorientowanym staruszkiem. Po prostu spotkamy kogoś, kto już nie jest groźny dla Johna, jego emocji, ale odwrotnie do tytułu, można przestać wierzyć, że jakikolwiek czas, by coś w tej sytuacji w ich relacji zmienił. Widz w pewnym momencie nosi w sobie wewnętrzną złość, próbę wyrozumiałości i przechodzi podobne pewnie etapy, co nasz bohater. To wielce dojrzały film, w którym nasze serce i duch się zadomowił.

W jeszcze jest czas jest również mnóstwo osobistej ekspresji i narracji bardzo niezdystansowanej ze strony Viggo Mortensena. Dlatego pewne błędy, które wynikają też z pewnością z faktu, że to debiut, powtarzalność scen z przeszłości, która jest dla nas szybko czytelna, pewne symbole i odniesienia niewymagające, jednak może przykryć ogromna wrażliwość i podejście do trudnego tematu bez półśrodków, ale bez histerii.

Jeszcze jest czas (2020/I) - Lance Henriksen

To kino żywej tkanki, odbywające się tak naturalnie, tak spontanicznie i impulsywnie, że z naprawdę wielkiego ciężaru tematu możemy znaleźć się za chwilę w momencie powodującym śmiech. Jeszcze jest czas to taki ekstrakt i prawdziwek o wybitnie trudnej sytuacji, gdzie na niektóre rzeczy już jest za późno. Presja bycia męskim może naprawdę prowadzić do tragedii i okaleczać na cale życie, tutaj się mówi o tym w emocjach, ale już bez bólu, który dewastuje życie. Uleczyć zranioną tożsamość. Nosić brzemię społecznej i kulturowej normy i zrozumieć, że w biologicznej rodzinie nie musi być osoba, która wesprze Cię i nie będzie uczestniczyć w wyroku społecznym. Nieproste porozumienie ze sobą, nienegowanie siebie, kiedy konflikt wywołał ktoś inny. Cichy i indywidualny heroizm dla siebie samego.

2 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
Bercik022

Jak sobie przyjemnie czytałem to utknąłem na tym zdaniu " Jeszcze jest czas to taki ekstrakt i prawdziwek o wybitnie trudnej sytuacji, gdzie na niektóre rzeczy już jest za późno." i nie mogę pojąć o co chodzi, już godzinę siedzę i szukam czy to jakieś odwołania w literaturze ale nic nie mogę znaleźć, wyszło mi, że film to ekstrakt czyli wyciąg z roślin i grzyb prawdziwek czyli "borowik szlachetny". Nawet jako parafraza nie umiem tego do niczego podpiąć :P
A tak poza to przydatna recenzja bo film też mi przypadł do gustu.

Więcej informacji

Proszę czekać…