Memo Garrido był dziecięcym artystą w latynoskiej branży muzycznej we wczesnych latach 90. Kilka dekad później żyje w odosobnieniu na południu Chile, praktycznie odcięty od świata. Niespodziewana wizyta Marty odmienia jego świat na zawsze i zmusza go do stawienia czoła incydentowi, który zrujnował jego karierę.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Czuła i skromna historia o krzywdzących kanonach i unikająca naddramatyzowania o decyzjach dorosłych, a ponoszeniu konsekwencji przez dzieci. 7

Czas leczy rany, to nie jest uniwersalna reguła, gdyż zależy to od jej rozmiarów oraz metody leczenia skaleczenia. Może przydarzyć się sytuacja, kiedy rana zostaje nieskutecznie opatrzona i kąsa oraz szarpie przez długi czas i docieramy do momentu stałego uszkodzenia, do którego ranny się przyzwyczaja. Taką potęgę ciosów zadanych w dzieciństwie, kształtującego się ego i kompletnie rozszarpane poczucie własnej wartości oraz wolności pokazuje skromnie, z intrygującą lapidarnością film Nikt nie wie, że tu jestem. O straceniu głosu symbolicznie i dosłownie, krzywdzących kanonach, o traumie, która się nigdzie nie wybiera i cierpieniu do środka na brak akceptacji i odcięcie od świata, niczym bestię. Dla kogo piękny, dla kogo bestia?

Nikt nie wie, że tu jestem (2020) - Millaray Lobos

Nasz bohater Memo jest małomównym mężczyzną, który mieszka i w rytmie wykonywania konsekwentnie, codziennej pracy razem z wujem, na dalekich peryferiach Chile. Ludzie mówią o jego wujku pustelnik. To jest jedyna osoba, z którą ma bliższy kontakt nasz tajemniczy bohater. Bez jednoznacznych sygnałów dowiadujemy się, że historia sprzed lat, decyzje od niego niezależne i konsekwencje słów "daj spokój, to jeszcze dziecko" okrutnie zdeterminowały jego życie, odcinając go od świata i powodując w nim postępującą fobię społeczną oraz życie z fatygowanym spojrzeniem na siebie. Był chłopcem z wielki talentem wokalnym, jednak rzeczywistość odebrała mu go, robiąc z innego dziecka młodego gwiazdora z powodu lepszego wyglądu. Nieprzystający do wyobrażeń i krzywdzących kanonów przepełnionej doskonałością, a nie naturalnością telewizji. Dzieci i ryby głosu nie mają... Memo został popularny i jednocześnie anonimowy. Całymi dniami niechętny do relacji z innymi wyobraża sobie co wieczór, jak występuje przed publicznością. Metodą małych kroczków niemalże da się oswoić pewnej kobiecie, przed którą zacznie uchylać drzwi do swojego świata, a ta czuła i zdeterminowana, nie pozwoli ich mu już zamknąć, wkładając palec, nie zważając na konsekwencje. Nikt nie wie, że tu jestem w bardzo nienapastliwy sposób, bez nadbudowywania dramaturgi pokazuje wartość ludzkiego zrozumienia i konsekwencje zdalnego sterowania dzieckiem i uprzedmiotowienie go za młodu, które potem zamienia jego życie w protezę. Bez ckliwych rozwiązań małymi kroczkami w życie Memo pojawi się dziewczyna, która zaintryguje się jego osobą, nie znając tajemnicy sprzed lat. Powoli poznając jego, dowie się również o jego wspaniałym głosie, który wybrzmi przy niej. Niestety świat zewnętrzny znowu przypomni mu o sobie w okrutnej i bezwzględnej formie, gdyż prawda nie jest najwyższą wartością, a on wyjdzie na zazdrośnika i plagiatora młodego artysty.

W ujmujący sposób pokazuje się tutaj walkę, ale bez nienaturalnych plot twistów, ceremoniałów o samostanowienie, o swoją tożsamość konfrontując w pewnym momencie dwóch dzieciaków, którzy teraz jako dorośli są na różne sposoby unieruchomieni i w symboliczny sposób pokaże się, jak dorośli podejmują decyzję, które kneblują swoje dzieci na wiele lat. Przecięcie pępowiny nie następuje tutaj błyskawicznie, a jest naprawdę procesem wymagającym i odczuwamy tę powolną, pełną wewnętrznego szamotania, wcale nie taką jednoznaczną odwilż i szybką regenerację wiary Memo, a raczej podróż pełną falowania i spadania. To wszystko bardzo delikatnie sfotografowane z przyrodą dającą schronienie, a z drugiej strony zakleszczającą naszego bohatera i momentami odprysków światła z cekinów. To nie jest spektakularna rzecz i w tym jest siła. To jest jeden z tych filmów, któremu udaje się zwrócić uwagę, może nie na długo, ale świetnie unikając narracji skandalu. Wpatrując się w stan uczuć i emocji bohatera.

Nikt nie wie, że tu jestem (2020) - Jorge Garcia (I)

Nikt nie wie, że tu jestem bez maksimum wyciskania życia wewnętrznego i psychologii w dawkach łatwo przełykanych tworzy cierpki z chwilami słodszego posmaku, nieprosto krzepiący utwór o ucieczce od świata nie jako własnym wyborze, która później zaczyna ewoluować w brak umiejętności spojrzenia na rzeczywistość przyjaźnie i z nadzieją. O rekonstrukcji siły w bardzo niesprzyjających warunkach, oraz że tęsknota za młodocianą karierą nie musi oznaczać chęci bycia popularnym, tylko po prostu bycia przez kogokolwiek bezwarunkowo akceptowanym i kochanym. Żeby człowieka istnienie było już wartością samą w sobie. Mocno unerwione opowiadanie, z przekonywaniem się do siebie samego i innych bez wielkich uproszczeń.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…