Film przedstawia kulisy spotkania Cassiusa Claya (legendarny bokser znany także jako Muhammad Ali), soulowego piosenkarza i kompozytora Sam Cooke’a, amerykańskiego zawodnika futbolu amerykańskiego, a później aktora filmowego Jima Browna oraz jednego z przywódców ruchu afroamerykańskiego w Stanach Zjednoczonych – Malcolma X.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Spontaniczny i skromny esej nierecytowany, a na żywo myślący i przeżywany, dialogami się iskrzący o segregacji rasowej. Zniewolenie niejedno ma imię. 8

Oddać i nakreślić intensywnie problem rasizmu, który jest w doskonałej kondycji również współcześnie, można w sposób nienapastliwy, a zróżnicowanym, elektryzującym dialogiem, skromnością, bez wzniosłości, rewanżyzmu w kinie i romantyzowania cierpienia Afroamerykanów. Udowadnia to podporządkowany emocjom czwórki bohaterów film One Night In Miami. Bez patosu i maniery tworzy bardzo humanistyczny, spontaniczny esej w oparciu o czterech takich, co po prostu się przyjaźnili i rozmawiali. Nie wiemy, które spotkanie wpłynie nieodwracalnie na nasze życie. To niewycofany, a właśnie inteligentny i emocjonujący w potyczkach słownych i iskrzący się od dyskusji film, gdzie cztery ściany w niektórych momentach drżały. Jedno mieszkanie, a ile w nim ruchu dzięki słowom i myślom. Mamy do czynienia z prawdziwymi legendami w świecie sportu i kultury, którzy osiągnęli to w świecie zdominowanym przez białych i na ich zasadach. Musieli coś udowodnić, musieli dotrzeć do takiego miejsca, by zyskać klepnięcie w plecy od rasisty, bo dla mistrza zrobi się przecież wyjątek. To trudne, pełne intrygujących supełków studium odpowiedzialności za całą społeczność, dywagacje między ograniczeniem się do własnego komfortu, czy poczuciem obowiązku z powodu swojej pozycji, by walczyć z nierównościami. Czy sukces tylko coś daje, czy też powinien do czegoś zobowiązywać? Świetna partia, bez sztucznej mównicy.

Odwiedzamy każdego z bohaterów, naszej fantastycznej czwórki, by poznać ich, ale też ich sytuacje - człowieka, który mimo nierównych szans przez kolor skóry jest uwielbiany, szanowany, podziwiany. Nie mamy tu do czynienia z najniższą warstwą społeczną, a celebrytami, artystami, wielkimi sportowcami i mówcami. Clay, Malcolm X, Jim Brown, Sam Cooke. Wielkie nazwiska, gdzie nagle kolor skóry nie miał znaczenia… do momentu. Wpuszczę Cię na werandę, ale nie do mieszkania. Dam Ci przemówić, ale lepiej miej ochronę. Oni nie wywalczyli wolności, ale uzyskali jej substytut, wersje dla nich, dzięki białym za to, co im podarowują. Emocje, radość, przeżycia, kulturę, refleksję - to dostają od jednego z najważniejszych zawodników NFL na świecie, od muzyka z pierwszych miejsc list przebojów, od 22-letniego niekwestionowanego mistrza boksu i zaangażowanym w działalność społeczną jednym z najważniejszych dla Afroamerykanów działaczu. I ten ostatni Malcolm X najmocniej dąży do spotkania, które będzie opierać się na myśleniu na głos o możliwościach jakie mają jego przyjaciele poprzez swoją popularność, rozpoznawalność. Są żywym dowodem na wartość Afroamerykanów i mogliby według niego zrobić z tego użytek poprzez uświadomienie sobie siły swojej sprawczości w walce o równouprawnienie. Zrobić ze swojego zawodu coś, co nie dawałoby tylko komfortu i odseparowało ich od nierówności, ale było znaczące dla prześladowanych ich braci i sióstr.

One night in Miami potrafi dialogiem pomiędzy czwórką ludzi ze zróżnicowanymi poglądami nie stracić ostrości i rumieńców w opowiadaniu oraz poprowadzić w minimalistycznej formie rozważania. Nie ma tutaj blefowania, a są naturalne, niewykoncypowane dialogi, które od nadpobudliwej i rozbrykanej natury Muhammada Alego dążą do poważnych spięć o różnicę pomiędzy walką o równość, a rewanżyzmem i zemstą ze strony Malcolma. Od dwóch pudełek lodów waniliowych po niemalże bójkę i szukanie piersiówki w pokrowcu na gitarę. Sinusoida emocji jest zróżnicowana, tak samo, jak wymiana argumentów, od rozmów sentymentalnych i naprawdę obyczajowych, po naturalne przejście w poważniejsze tony. Ekstrakt przeróżnych napięć.

Bliscy sobie ludzie mogą mieć różne spojrzenie na rzeczywistość i reżyserka świetnie wyłapuje oraz prezentuje niuanse i detale, których żyjąc jako uprzywilejowani możemy nie zauważyć i walczy skutecznie z generalizowaniem i ujednolicaniem doświadczeń oraz sytuacji Afroamerykanów. Na dodatek cała obecna tu filozofia jest tak nieczytankowa. Nie jest recytowana, wypowiadana z wokandy ani w formie wystąpień oratorskich, a wpleciona doskonale w ich życie i bardzo bez klisz pokazująca, że nie status decyduje o segregacji rasowej. Zniewolenie nie jedno ma imię. Dlatego też tak bardzo ważny jest temat, jakie i czy w ogóle osoby publiczne mają poczucie obowiązku wobec swojej społeczności, by walczyć z segregacją rasową, i czy aby na pewno całkowicie się od niej sami uwolnili. Osobista walka o zaprzestanie bycie niewidzialnym, workiem treningowym dla białego człowieka, a ta z dedykacją również dla całej społeczności, która do dzisiaj niezmiennie zostaje na różną skalę odczłowieczana. W codziennych słowach, ze świetnym słuchem Regina King pyta o istotę człowieczeństwa. Bez sztywnej postawy, nie na kolanach, ruchomo i z naturalną ekspresją rzeczywistości.

One night in Miami nie dokonuje rewolucji, myśli na żywo, pokazuje różne perspektywy, z atmosferą codzienności, nie umniejszając tematu ani problemu. Nie stawia nikomu pomników ani nie gloryfikuje, siedzi razem z bohaterami. My również. Podczas rozmowy jesteśmy piątym podczas tej wspólnej nocy w Miami.

2 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…