Rozłąka

5,8
Stworzony przez Andrew Hinderakera serial Netflix Away to nakręcony z rozmachem wzruszający dramat o nadziei, człowieczeństwie i poświęceniach, jakie trzeba ponieść, by osiągnąć to, co wydaje się niemożliwe. Amerykańska astronautka, Emma Green (Hilary Swank), dołącza do niebezpiecznej wyprawy na Marsa jako dowódca międzynarodowej załogi. Na Ziemi zostawia męża (Josh Charles) i nastoletnią córkę (Talitha Bateman), którzy akurat bardzo jej potrzebują. Podróż w kosmos staje się coraz bardziej wymagająca, a relacje między członkami załogi i ich rodzinami — coraz bardziej skomplikowane. Away to opowieść o tym, że czasami, aby sięgnąć gwiazd, trzeba zapomnieć o życiu.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Długi, ale nienudny lot z polotem. Najciekawszy zawsze pozostaje człowiek w swojej złożonej budowie pod skafandrem, najwięcej dramaturgii tkwi w relacjach, a nie w maszynach. 7

Temat podróż w kosmosie, determinacji człowieka, by wiedzieć, widzieć i być coraz dalej i monopolizować wszechświat to mocno eksploatowany na różne sposoby w kinie temat. Można podejść do tego jako do dzieła pełnego rozmachu, bez żadnej zobowiązującej myśli, a stworzyć coś zaspokającego zmysł wzroku. Można też zrobić sobie „kosmiczne jaja”, natomiast Rozłąka chwilami zbyt oszczędnie niestety psychologicznie, ale nie poddaje się kuszącemu przebodźcowaniu akcją, tylko w zgrabny humanistycznie sposób bierze pod soczewkę kondycję ludzi tęskniących oraz solidnie i subtelne Sci-Fi opakowuje w kino obyczajowe. Wyprawa na Marsa nie jest przy okazji, ale to również wyprawa w głąb swoich wewnętrznych demonów, moment przewartościowania. Jak na serial wydarzający się w kosmosie inteligentnie nie poddaje się brakowi grawitacji, a z tak daleka mówi o bardzo przyziemnych i uniwersalnych uczuć oraz jednostkach w sytuacjach ekstremalnych. To nie wykład naukowy, z kosmosem jako głównym bohaterem, a rozpakowanie ze skafandrów astronauty i zbliżenie się do tego co pod.

Poznajemy Emme Green niedługo przed tym aż poprowadzi razem z czterema przedstawicielami innych państw podróż na Marsa. Podczas ostatnich przygotowań, napięcia, ma świadomość i przygotowuje siebie oraz swoją rodzinę (jej mąż pracuje w Nasa i jemu samemu mało brakowało, by wyruszył w misję, więc nie ma zamiaru jej powstrzymywać) na kilkuletnią rozłąkę. Poprzez jedną sytuację na początku, dosyć dramatyczną, nie wszyscy członkowie załogi jej ufają i podważają jej autorytet. Jednak z czasem relacje będą się przetasowywać, gdyż oni dowiedzą się o sobie o wiele więcej, niż tylko jakie doświadczenie każdy z nich posiada w pracy, ale co ich przekonało, co ich nie zatrzymało, co zdeterminowało do podróży, która do epickich pikników nie zależy.

Rozłąka zdecydowanie nie kieruje statkiem w stronę hollywoodzkiej peryfrastycznej narracji. Nie ma zamiaru poruszać od punktu A do punktu B, serwując historię tylko dla freaków historii o podbijaniu kosmosu. Bez szarży, robi coś więcej, niż serwuje problemem za problemem, a w międzyczasie grzęźnie w ckliwych rozmowach. Podróżuje ze statku kosmicznego na Ziemię, na bieżąco, ale i we wspomnieniach bohaterów, nie będąc przy tym nieznośnym. Dzięki temu udaje się nam pobyć razem z bohaterami na statku, ponieważ ich kryzysy będą nosiły znamiona również psychologiczne, w relacjach ze sobą nawzajem, ale też tych na odległość. Serial bardzo zgrabnie prowadząc nienapastliwą akcję pokazuje ludzi zamkniętych, którzy paradoksalnie w tak nieograniczonej i nieskończoną przestrzeni - w tym mistycznym kosmosie.

10 odcinków nie zamienia się też w międzyplanetarną telenowele, ponieważ mamy gabinet osobliwości, które ewoluują. Najtwardsi słabną, najsłabsi nabierają siły, to nieustanna potyczka samemu ze sobą, a nie tylko z materią. Mamy pozornie chłodnego Rosjanina, który tak naprawdę był więcej razy w kosmosie, niż większość ludzi, czy małp, jak sam mówi i szczególnie ze swoją hardością i sarkastycznym wymienianiem słowa „protokoły” nie potrafi się porozumieć z niektórymi członkami. Ram z Indii, to człowiek bardzo lojalny wobec Green, ufający jej bezgranicznie i paradoksalnie na Marsie nie poczuje się bardziej samotny, niż na co dzień, na ziemi. Oczywiście, skoro mamy reprezentantów najpotężniejszych państw, to jest również na statku Chinka, Lu Wang, która jest dosyć wycofana, bardzo skupiona na swoich obowiązkach i zdecydowanie nie zasiądzie szybko to partyjki szachów z nikim. Nie zapominajmy o debiutancie, tak samo podekscytowanym, jak i zdezorientowanym, czyli Ato z Wielkiej Brytanii, który ma jednocześnie doktorat z bycia biologiem, jest wybitnym naukowcem, ale nie wykłóca się to w nim z głęboką wiarą. Prędzej czy później niezależnie od różnicy charakterów ludzie będąc w tym samym niecodziennym położeniu (dosłownie i w przenośni) skomunikują się ze sobą, raz lepiej, raz gorzej. Czujemy chwilami klaustrofobiczną atmosferę i nie musimy co chwilę dostawać panoramy kosmosu oraz pięknych widoków, gdyż dosyć intrygujące jest przyglądanie się temu co się dzieje z bohaterami.

Jest tu pewien humanizm i ucieczka od egzaltacji, niczym w Proximie, jednak te porównanie tutaj się kończy. Mimo, że osobą dowodzącą pierwszą, taką misją jest kobieta, to nie wpisuje się tego nachalnie w konteksty feministyczny, nie stawia naprzeciw męskiej sile i walczy z męskocentryzmem. Po prostu w pewnych okolicznościach kanony i podziały nie mają znaczenia i to też udaje się bez naiwności pokazać. To szczere kino i uczciwe wobec widza.

Niestety jest gorzej, kiedy spadamy na ziemię. Robi się o wiele bardziej melodramatycznie i sposób na pokazanie, że ziemia nie stanęła w miejscu, a nasza dowodząca czuje, że nie wróci do tej samej rodziny oraz, że dokonała wyboru o nieodwracalnych skutkach jest dosyć wtórny i prostolinijny. O wiele ciekawsze są historie kilku innych bohaterów, bardziej uwikłane w politykę, w miejsce, z którego pochodzą i nie wybebeszające się tak błyskawicznie oraz przewlekle problemów. Niestety też niektóre tematy podejmowane, moralny i etyczny wymiar człowieka, który chce być wszędzie i zarażać antropocenem są szkodliwie potraktowane, tylko jako didaskalia. A może jednak niektóre jednostki planują znaleźć się na Marsie nie z powodu obsesji i potrzeby dominacji, tylko udowodnienia, że jeżeli tam można coś zmienić, to również jeszcze na ziemi, są opowiedziane z żalem skrótowo.

Rozłąka to naprawdę porządny serial, jeżeli ktoś nie potrzebuje przeżyć niekończącego się pokazu efektów specjalnych ani naukowej encyklopedycznej opowieści, a raczej na wysokim poziomie wizualnym, zadbaną historię o wielkich wydarzeniach bez superbohaterstwa, a z zainteresowaniem człowiekiem i jego złożonością. Marsjanie, Marsjanami, Ziemianie są niezmiennie ciekawi.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…