Przez trzy dekady od upadku komunizmu Polska przeszła liczne transformacje, która uczyniły ją zdecydowanie bardziej europejską i liberalną, ale z drugiej strony ujawniły mnóstwo społecznych i klasowych konfliktów oraz traum. Dziś wystarczy odpowiedni katalizator, żeby z ludzi zaczęły wyłazić wszystkie skrywane pod sztucznymi uśmiechami lęki i frustracje. Takim zapalnikiem staje się w filmie Żenia, nielegalny ukraiński imigrant i wybitnie uzdolniony masażysta, który w dość krótkim czasie po przekroczeniu granicy dorabia się bogatej i zblazowanej klienteli. Polki i Polacy, którzy na co dzień skupiają się na zarabianiu pieniędzy oraz izolowaniu się od biednego świata zewnętrznego, oddają się w terapeutyczne ręce Żeni, żywiąc nadzieję, że pochodzący z egzotycznego Wschodu mężczyzna uleczy ich z ich fobii i nieszczęść. Wyrzucają z siebie wszystko, co im leży na sercach, opowiadają mężczyźnie o niewdzięcznych małżonkach i dzieciach, narzekają na nietolerancję i rosnącą imigrację. Uzależniają się od niego i jego usług, nie zastanawiając się, czy Żenia może to w jakiś sposób wykorzystać.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Przez dotyk do serca prawdy. Satryczno poetyckie kino katastroficzne i dekonspirujące rzędy zagubionych dusz z Wolandem przybywającym do Polski. 8

Kino katastroficzne, które zbudowane zostaje na satyrze z grupy wyższej klasy odpowiedzialnej za degrengoladę rzeczywistości. Śniegu już nigdy nie będzie jest doskonałą, sycącą obserwacją socjologiczną ludzkiego egocentryzmu i dążenia na przyspieszonej prędkości do samozagłady, ale jednocześnie ze zbilansowanym humanizmem i prześwietleniem ze smutkiem ich bezradności. O aspirującej do wielkiej otwartości i samoświadomości klasie średniej, która tak naprawdę nie przekracza progu swojej domu dosłownie i w przenośni, dlatego tak łatwo im się samym oszukiwać pływając we własnym sosie, że są pełni akceptacji i gotowi na zmiany - jednak zawsze chodzi to o nich i jeden człowiek z zewnątrz, jak gdyby specjalnie się pojawi, by to z nich wyciągnąć - przez dotyk do serca prawdy.

Śniegu już nigdy nie będzie (2020) - Alec Utgoff

Wyłania się niczym nieprawdziwa zjawa, enigmatyczna postać z innego świata - Żenia. Pochodzi z Prypiecia, miejscowości znajdującej się blisko Czarnobyla, nazywane "Miastem Widmo". W Polsce, której coraz częściej synonimem jest uprzedzenie i polaryzacja oraz patriotyzm mutuje się w ksenofobię, można by się spodziewać, że dosyć szybko spotka się z prześladowaniami. Wręcz przeciwnie - budzi ekscytacje. Przystojny, pociągający, mistyczny, zagadkowy i tym mocno hipnotyzujący, a może naprawdę magiczny i nie z tej ziemi z supermocami? Odwiedza jedno z klaustrofobicznych osiedli warszawskiej klasy wyższej odseparowanej od zwykłych śmiertelników, gdzie Żenia oferuje usługi masażysty. Poznając ich ciała, chłopak poznaje ich historie. Oczarowuje, łatwo zdobywa zaufanie, wypełnia dla wielu z nich pustkę, staje się również terapeutą i jedynym zaufanym słuchaczem zaangażowanym całkowicie. Ludzie, których odwiedza to prawdziwy przegląd pięknych mieszkań, ale i szpetnych relacji, wielu, modnych i drogich przedmiotów, ale deficytu szczerości i naturalności. Leżak do masowania staje się niczym kozetka u psychoterapeuty, a Żenia fascynuje kobiety na różne sposoby, ale również wzbudza zaufanie u mężczyzn. Człowiek z zewnątrz pokaże, co psuje się w naszym społeczeństwie od wewnątrz?

Śniegu już nigdy nie będzie pięknie przechodząc z kąśliwej reprezentacji aspirujących do wielkiej tolerancji oraz inteligencji klasy wyższej wędruje, angażując fascynująco realizm magicznych do sekwencji ekspresji źródła ich kompleksów, ukrytych pragnień i tęsknot. Podczas sesji nie tylko masażu bohaterowie stają się dosłownie i w przenośni kompletnie nadzy. A Żenia niczym dobry duch i empatyczna wersja Wolanda z "Mistrza i Małgorzaty" (chociaż bohater z opowieści Bułhakowa nie był jednoznacznie zły, on ujawniał jego obecność w innych) pojawia się, by zdemaskować ich, ale nie w formie bezdusznej krytyki, ale autorefleksji z dedykacją dla nich samych. Co domek, to potworek.

Śniegu już nigdy nie będzie (2020) - Alec Utgoff

Małgorzata Szumowska nie jest w tym filmie, tak czołobitna, jak w kilku poprzednich produkcjach, gdzie drąży te same, małe oszustwa wobec nas samych w kontekście wielkiej gościnności wobec emigrantów, jak w Twarzy. Autorka odnosi się konsekwentnie w swoim uniwersum do uwikłania w presję posiadania i desperackie poszukiwania duchowości w postnowoczesnej rzeczywistości, jak w Body/Ciało, którego staje się to swoistym myślowym ciągiem dalszym i jest znowu autentyczna oraz jeszcze inteligentniejsza, dojrzalsza. Nie czujemy żadnego nadmiaru, czy bezpośredniości.

Śniegu, już nigdy nie będzie jest prognozą, ale może się mylić, tak właśnie o tym bez narracji wszechwiedzy o świecie, a żywym uczestnictwie w nim, opowiada Małgorzata Szumowska. Nie myli się jednak i widać, że najbardziej przenikliwie i od nieprzewidywalnej strony podchodzi do prawienia o naszych uprzedzeniach wobec innych i stygmatyzację, która jest w jak najlepszej formie. Reżyserka drąży ten wątek na przykładzie inteligencji wysyłającej dzieci do językowej szkoły, jeżdżącej regularnie za granicę, ale w żaden sposób niezaangażowanej w cudze historie. Nie myślą naprawdę, że Żenia ich napromieniuje, nie wyzywają go, a są zafascynowani, przyglądają się, pożądają, nie chcą nic wiedzieć o jego kulturze, czy o nim samym. Cały czas są atencjuszami, pokaleczonymi duszami - traktują go, jak eksponat w gablocie. To jest doskonałe ujęcie, bo bardzo często pomijane zachowanie, które udowadnia, że to dalej model segregowania ludzi na nas i "innych", a często mylone ze zrozumieniem i tym przekonaniem o "byciu światowym". To podkreślenie zakłamania i uwikłania we własnym wyobrażeniu o sobie, które jeden Polak drugiemu przyzna i to wystarczy. Tak, podróże kształcą, ale tych, którzy wykazują chęć nauki i nie koncentrują się obsesyjnie na sobie.

Śniegu już nigdy nie będzie (2020) - Weronika Rosati

Gość w dom... nie Bóg, a prostoduszna dekonspiracja w dom. W pięknie przenikającej się szyderczej, ale jakże wiarygodnej wędrówce społecznej z kulisami nierzeczywistymi na poziomie percepcji rzędu zagubionych dusz, Małgorzata Szumowska w Śniegu juz nigdy nie będzie, stanęła tak blisko problemów i nie jąka się ani przez chwilę o nich opowiadając, bez żadnego poczucia wyższości. By pokazać postępującą dystopię, nie trzeba szarżować obrazami klęsk żywiołowych, a pokazać ich autorów.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Proszę czekać…