Emily w Paryżu

6,8
5,5
Dwudziestoparoletnia Emily jest ambitną dyrektorką działu marketingu z Chicago, która niespodziewanie otrzymuje pracę marzeń w Paryżu. Gdy jej firma przejmuje luksusową francuską agencję marketingową, młodej kobiecie powierzone zostaje opracowanie odpowiedniej strategii w mediach społecznościowych. Nowe, paryskie życie Emily wypełniają upojne przygody i nieoczekiwane wyzwania — w tym zyskanie sympatii nowych współpracowników, nawiązanie nowych przyjaźni i odnalezienie miłości.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Zbyt wyperfumowana kolejna historia o ambitnej bohaterce w tendencyjnej historii o nieprzewidywalnym Paryżu... tylko w teorii. 3

Kolejny estetycznie wyperfumowany przewodnik z półek w znanej sieciówce "Jak zostać Paryżanką" z krótkimi chwilami celnych, z dystansem i uszczypliwością pokazującym w sposób przejaskrawiony francuskie znaki szczególne, ale ostatecznie niepozostająca pogłębioną i mało zaskakującą bajką o kopciuszku w epoce samorozwoju i wszechobecnego Wi-Fi... ale ta kolejnego poranka ma zawsze nowe pantofelki. Emily in Paris częściej się mizdrzy, niż myśli, jednak jeżeli ktoś chce się nabrać i uciec od realiów to skuteczna droga. Jednak bardzo prosta, bez żadnych prawdziwych przeszkód, czy ślepych uliczek.

Nasza bohaterka Emily to idealny egzemplarz, by osiągnąć sukces w świecie kapitalizmu, mieszkania ludzi w świecie online i zaspokajaniu hedonistycznych potrzeb z myślą przewodnią tu i teraz. Jest zdeterminowana, bardzo ambitna, ma czas na proteinowy shake rano i bieganie. Pewnego dnia będąc na stanowisku menadżera w Chicago dostaje propozycje zadebiutowania w innej roli, może nie tak odległej zawodowo, a w kilometrach - w Prayżu. Emily ani przez chwilę się zastanawia i zabiera swoją żywiołowość oraz miłość do Francji ze sobą. Trafi do miejsca nieprzewidywalnego w różnych tego słowa znaczeniu.

Emily in Paris jest bardzo pretekstowa w fabule, ma w sobie minimalne ryzyko, mimo, że spotyka nas z miastem nasączony różnymi namiętnościami i perspektywami. Wiele hałasu o nic. Wszyscy mówią o magii Paryża i "przewrotnie" na początku, Emily doświadczy w nowej firmie dosyć dużej niechęci, uprzedzeń i podejścia do niej przez zespół z ich pewnym wyobrażeniem tych "pracujących, żeby żyć Amerykanów". Ten mechanizm działa również w drugą stronę, jednak nie zmniejsza entuzjazmu naszej bohaterki. Mogła to być bardzo ciekawa i sarkastyczna historia z przerysowanymi Francuzami, pokazująca ich lunche dłuższe od pracy, picie przez cały dzień wina i zrobienie sztuki z nicnierobienia. Jednak kilka błyskotliwych dialogów i scen oraz bohaterów napisanych dosyć jednoznacznie zaczyna się w pewnym momencie kręcić w kółko, a jest to naprawdę o wiele za mało, by pojawiła się tutaj jakaś zadziorność, czy większy kawał poczucia humoru, gdyż przegrywa on z nawet niepróbującym być realistycznym życiem Emily. Jednoznaczność i powtarzalność scenariusza jest nieznośna. Doprowadzamy do sytuacji, w której bohaterka jest na granicy, w jakieś dramatycznej zawodowo sytuacji, by naprawdę błyskawicznie, z twórcami, którzy używają magicznej różdżki rozwiązać problem. Oczywiście często wydarzy się dzięki pomysłowości naszej bohaterki, ale niestety zbyt wiele razy, krzywdząco dla jej postaci i wydźwięki, dzięki jej wdziękowi, kokieteryjnej minie i pomocy mężczyzn, mimo że cały czas ornamentuje się jako feministka. Niestety nie czujemy ani zapachów Paryża, ani bicia serca bohaterów.

To lekkie i niezobowiązujące, ale rozczarowujące pod względem braku ogrania tych przedstawionych, wręcz karykaturalnie stereotypów. Jakby miks z Seksu W Wielkim Mieście z Diabeł ubiera się u Prady kompletnie zakończył się na etapie cudzego przepisu i zabrakło własnej tożsamości, autonomii wypowiedzi, a ciąg przyczynowo-skutkowy jest nieznośnie przewidywalny. Nie dostajemy w zamian za te oczywistości żadnej zabawy, a mówimy o Paryżu!

Szampan, której tutaj się leje jest bez bąbelków, crossaint czerstwy, moda paryska to naprawdę coś więcej, niż berety, a bezpruderyjność jest tutaj naprawdę fragmentaryczna. Naprawdę momentami włącza się tutaj skutecznie Paryż jako bohatera serialu i połowicznie potrafi nas oczarować jego osobliwością. Emily in Paris to niewinne i naiwne to niestety serialątko nadmiernie, by naprawdę mieć jego dłuższą potrzebę. Wydajniejszych filmowo i hipnotyzujących, ale bez przedawkowania cukru sposobów na ucieczkę do innego świata w kinie było i jest o wiele więcej.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 2
i_darek1x 6

Dla samej Lily Collins warto zobaczyć ten serial . Lekki ,łatwy i przyjemny ;)

ArucardPL 7

Serial może i przeciętny ale że Lily Collins w życiu nigdy za wiele to nie narzekam.

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…