Tytuł filmu nawiązuje do słynnego aforyzmu "mniej znaczy więcej", spopularyzowanego przez architekta Ludwiga Miesa van der Rohe (1886–1969), który używał tej maksymy do opisania estetyki swoich projektów – aranżował on niezbędne elementy budynku w taki sposób, by całość tworzyła wrażenie niebywałej prostoty. Minimaliści zmodyfikowali tę sentencję, aby zmobilizować do działania dzisiejsze społeczeństwo konsumpcyjne: czas na mniej.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

O zmianach w konsumpcji dla początkujących, ale aż zbyt minimalistycznie (o ironio). Mocno się ślizga po powierzchni, a lodu pod nami coraz więcej pęka. Czas na więcej... zmian. 5

Coraz więcej i gęściej mówi się o małych zmianach w życiu ludzi, które zsumowane mają ogromne znaczenie. Nasza świadomość niestety rośnie nieadekwatnie w swojej prędkości do zniszczeń wobec świata. Wśród niezdarnych poradników sugerujących, że segregacja śmieci zmieni losy wszechświata przy obecnej kondycji planety potrzebujemy radykalnych komunikatów. Minimalizm: Czas na mniej stara się to wycentrować. Pokazać, że można wstać z kanapy z minuty na minuty i ACT NOW bez wjazdu z domu, by ratować odległe lasy opuszczając rodzinę na kilkadziesiąt lat lub zostać mnichem, a z drugiej wprowadzić w temat, jak stajemy się niewolnikami posiadania rzeczy, które kreują naszą osobowość. Jest swoistym prologiem i zgrabnym, delikatnym wstępniakiem dla początkujących, prosto komunikującym, jak wyzdrowieć z postkapitalizmu i czerpać przyjemność z braku czegoś, co wydawałoby się dla wielu paradoksem. Zgrabne źródło uzupełniające, które mówi językiem współczesności - do hedonistów i krótkowzrocznych osób, ale jednocześnie to nie tłumaczy, że sam jest mocno skrótowy, sprzedaje (o ironio) pomysł i zgrabne pro tipy oraz jest za mało bezpośredni w określeniu zaawansowania problemu. Mocno się ślizga po powierzchni, a lodu pod nami coraz więcej pęka.

Mamy tutaj dwóch bohaterów, którzy uwierzyli w pojęcie amerykańskiego snu. Ten okazał się być w pewnym momencie koszmarem. Wyścig, w którym uczestniczy współczesny człowiek, gdzie nagradzamy się czymś nieustannie i im łatwiej jest to zdobyć, tym szybciej chcemy kolejną nagrodę. A ta dyscyplina nie ma mety. Każdy gadżet, zabawka, często niepotrzebny przedmiot, który nam sprzedają, oferują firmy w pakiecie ze szczęściem. Jednak to hucpa i uzależnienie konsumenta od posiadania - jak mówił bohater "Fight Clubu”, parafrazując - „To my należymy do przedmiotów, nie one od nas.” Mamy tutaj dosyć szybką podróż od ich osobistych historii, gdzie zrozumieli, jak poprzez deficyty w domu ekonomiczne między innymi, próbowali nadrobić nimi pustkę w życiu dorosłym. Okazało się, że jednak, że przedmiotami można się zagłuszyć na chwilę i zapełnić całe mieszkanie, ale nie pustkę w środku. Pustkę, która zbliża nas do ekranów i iluzji, a oddala od realnego świata i ludzi. Żyjemy, by pracować na nigdy niespełniającą się iluzję doskonałości, a nie pracujemy, żeby żyć. Prócz dwójki wiodących bohaterów, mamy tutaj również szybką karuzelę wtrąceń, bardzo intrygujących i szkodliwie dla dokumentu tylko dygresyjnie poruszających kilka tematów: dziedziczenia biedy, spieniężania wszystkiego w rzeczywistości, kreowania swojej tożsamości poprzez posiadane przedmioty i kalkowanie cudzego życia, do którego tak łatwo poprzez media społecznościowe mamy dostęp. Cierpimy na materialozę, a prędzej, czy później przez nią cierpimy my sami.

Minimalizm: Czas na mniej naprawdę spóźnia się o kilka lat ze swoimi refleksjami, chociaż w masowym obiegu może stanowić jakiś szybki poradnik niewielkich kroków do wielkich zmian. Uświadomić delikatnie, nienapastliwie na przykładzie żywotnych (no właśnie trochę teatralnych i niepogłębionych) postaci konsekwencje zredefiniowania siebie, zatrzymania się i zastanowienia, co danym przedmiot znaczy w naszym życiu. Tylko skupia się na tych dla nas, dla jednostki. Może to specjalna strategia myślenia, że nie odnosząc się do większego zbioru, planety i świata, będzie to bardziej realistyczne, przemówią tym samym językiem, przesłanie i pomysł lepiej się zaadoptuje w rzeczywistości, gdzie ludzie chcą udoskonalać przede wszystkim swoje życie i są przemoknięci antropocentryzmem.

Problemem w tym dokumencie jest również jego wtórność i brak jakiegoś porządnego odniesienia do zjawiska historycznego, pokazującego złożoność tej idei, więcej psychologii i socjologii, a nie taki błyskawiczny kolaż. Jeżeli autorzy chcą zmieniać nawyki konsumentów, to może też warto podążyć w sposobie prowadzenia narracji. Mamy tutaj mnóstwo truizmów, które z pewnością zależą od tego, kto zasiada do tego dokumentu. Jednak informacje, które do nas docierają, filozofia minimalizmu i prostoty jako niewątpliwych korzyści nie są niczym nowym ani rewolucyjnym. To dokument, który bardzo skupia się na świadomej konsumpcji, a nie wchodzi pod skórę zbyt mocno powodów naszego konsumowania. Oczywiście jest konsekwentny w mówieniu o ograniczaniu, nie popada w skrajności, jednak sam też za bardzo się ogranicza, robiąc jakiś wstępniak do być może bloga autorów.

Minimalizm: Czas na mniej pozostaje trochę w tylu w kontakcie z rzeczywistością i potrzebami zmian. Powtarza właściwie wszystko o czym już mówił w: Minimalizm. Dokument o rzeczach ważnych z 2015. Celnie, że nie atakuje, nie przystawia do ściany każdego ziemianina, ale jednak próbuje zamienić horror codzienności w edukacyjną bajkę dla dzieci. Nie wystraszyć i zachęcić to nie znaczy od razu, że nie może wstrząsać, a powinien jeżeli jest to dokument z premierą w 2021 roku. Czas na więcej… zmian.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…