Krwawe niebo

6,3
4,7
Cierpiąca na tajemniczą przypadłość kobieta musi stanąć na wysokości zadania, gdy grupa terrorystów próbuje uprowadzić samolot podczas nocnego lotu nad Atlantykiem. Aby chronić syna, musi ujawnić swój mroczny sekret i uwolnić drzemiącego w niej potwora, którego z całych sił próbowała ukryć.
filmoznawczyni 🎬

Na skraju potencjalnie najbardziej satysfakcjonującego twistu, reżyser wrzuca nas do retrospekcji (w retrospekcji), która wysysa powietrze z historii z całą siłą rozbitego okna w kabinie ciśnieniowej 4

Nie często mam podobne odczucia, ale w przypadku „Krwawego nieba” Petera Thorwartha, który pojawił się w piątek na Netflixie, mam szczerą nadzieję, że jakieś studio przejmie prawa i da mu nowe, godne życie. Produkcja czerpie fenomenalną koncepcję, która w pewien sposób łączy hity gatunków, takich jak „Od zmierzchu do świtu”, „Węże w samolocie” i „Zombie express", niestety przepuszczając je przez filtr kiepsko zaplanowanej akcji i wyczerpującego pędu retrospekcji, które po niekończącym się czasie oczekiwania, nigdy nie znajdują punktów wspólnych. Byłam bardzo podekscytowana tą podróżą, ale równie szybko chciałam, żeby samolot wylądował, abym mogła z niego wysiąść. Ta letnia premiera Netflixa niweczy swój intrygujący asortyment potencjalnych zwrotów akcji, zasypując go lawiną przypadkowych szczegółów, które wymagają zbyt wiele nużących ekspozycji i oferują w zamian zbyt mało emocji. A więc to, co mogło stać się zabawną chimerą, którą jakiś Frankenstein stworzył z dwóch szalenie różnych filmów, zamiast tego staje się straszakiem niskich lotów, który nie potrafi zszyć swoich niedopasowanych części w potwora z własną osobowością.

Krwawe niebo (2021) - Peri Baumeister, Carl Anton Koch

„Krwawe niebo” znajduje się w trybie awaryjnym już od samego początku; wiemy, że coś stało się na pokładzie pasażerskiego samolotu lecącego nad Atlantykiem z Niemiec do Nowego Jorku, a historia zaczyna się od lądowania przeprowadzonego przez jednego z ocalałych pasażerów w bazie lotniczej RAF w Szkocji (gdzie snajperzy czujnie trzymają na muszce znajdującego się w kokpicie bohatera). Mały chłopiec o imieniu Elias (Carl Anton Koch) schodzi z kabiny z pluszowym misiem pod pachą, a fabuła cofa się wstecz, aby pokazać nam, co spotkało pasażerów feralnego lotu. Pierwszą rzeczą, której się dowiadujemy, jest to, że samotna mama Eliasa, Nadja (Peri Baumeister), prawdopodobnie miała z tym coś wspólnego. Podczas odprawy Elias mówi życzliwemu nieznajomemu, że jego matka jedzie do USA na leczenie szpiku kostnego, choć słowo „rak” nie pada w żadnym z dialogów. W dodatku płynny koktajl narkotykowy, którym Nadja raczy się w lotniskowej łazience, sugeruje, że jej stan nie jest aż tak beznadziejny. Zanim grupa brutalnych terrorystów przejmie kontrolę nad samolotem, wiemy wystarczająco dużo, by podejrzewać, że kobieta nie jest jedyną osobą, która wybrała zły lot.

Thorwarth jest przygnębiająco niezainteresowany skrywaniem tej tajemnicy przez długi czas. „Krwawe niebo” powinno być filmem, który ostro skręca w połowie drogi, a może nawet później, gdy „źli faceci” zdają sobie sprawę, że na pokładzie, znajduje się coś dużo bardziej złowrogiego od ich intencji. Film tego typu zazwyczaj czekałby do rozpoczęcia trzeciego aktu (lub przynajmniej do połowy), aby zastawić pułapkę, ale „Krwawe niebo” rezygnuje z elementu zaskoczenia. Prawdopodobnie zawodząc oczekiwania większości widzów — nawet tych, którym seans zepsuł już niepotrzebny spoiler w zwiastunie filmu odtwarzany automatycznie na ekranie głównym Netflixa — Thorwarth i współscenarzysta Stefan Holtz są mniej zainteresowani tym, jak Nadja komplikuje brutalny akt terroryzmu niż tym, jak komplikuje on relacje Nadji z Eliasem. Dlaczego Nadja nie umiera, gdy najbardziej żądny krwi antagonista (niezwykle ekstrawagancki Alexander Scheer, wnoszący do swojej roli socjopatycznego stewarda teatralność złoczyńcy z anime) strzela jej w klatkę piersiową? „Krwawe niebo” odpowie na to pytanie w możliwie najmniej ożywczy sposób.

Krwawe niebo (2021) - Jan Loukota, Peri Baumeister

Zamiast pokazywać nam wszelkie dziwactwa związane z chorobą Nadji i pozwolić sobie na nagłe what-the-fuckery, które zdają się tkwić w krwioobiegu produkcji tego typu, „Krwawe niebo” zatrzymuje akcję, aby przeprowadzić nas przez historię pochodzenia bohaterki. Na skraju potencjalnie najbardziej satysfakcjonującego plot twistu, Thorwarth wrzuca nas do retrospekcji (w retrospekcji), która wysysa powietrze z historii z całą siłą rozbitego okna w kabinie ciśnieniowej. Po co koncentrować się na zaskoczeniu malującemu się na twarzach terrorystów, gdy Nadja zaczyna pić z ich tętnic szyjnych jak z fontanny, kiedy można opowiedzieć o brzemiennej w skutki nocy, kiedy w została przemieniona w krwiopijkę?

Co więcej, stawką filmu stał się rodzicielski dramat o matce, która stara się nie zostać potworem w oczach własnego syna. Nadja leci do USA po lekarstwo… ale po co jej ono, skoro jej jedyne dziecko zapamięta ją jako demona, nad którym nie dała rady zapanować? To intrygujący dylemat - jednakże lepszy film zrobiłby dużo więcej, aby skontrastować go z bestialstwem terrorystów – „Krwawemu niebu” nie udaje się bowiem przekuć tego konfliktu w działanie. Napięta dynamika między Nadją i Eliasem rozpada się, gdy impas ustępuje miejsca niekończącej się serii niedoświetlonych sekwencji walki, niekompletnych fragmentów wampirycznej mitologii, które robią niewiele, aby pogłębić sytuację na pokładzie samolotu, oraz niezwykle niezdarnych prób powiązania antyislamskie nastrojów z mglistym pomysłem, że wampiry nie powinny być oceniane wyłącznie na podstawie reputacji. Dopiero gdy „Krwawe niebo” zrzeknie się wszelkich pojedynczych aspiracji i pogrąży się w chaosie rodem z „Zombie express”, Thorwarth jest w stanie sensownie umieścić macierzyństwo Nadji w cieniu jej potwora. W tym momencie jednak zarówno film, jak i wszyscy jego bohaterowie szukają po prostu bezpiecznego miejsca do lądowania.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
jacks 8

W zalewie szmir pojawiających się na Netflixie w końcu delikatna bryza świeżego powietrza. Nie jest to kino wybitne, ale mimo wszystko trzyma poziom, ma odpowiedni poziom akcji i gdyby nie irytujący bohater w postaci małego chłopca pewnie bawiłbym się jeszcze lepiej. Może trochę nad wyrost, ale oceniam na 8/10.

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Pozostałe

Proszę czekać…