Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

AMERICAN FILM FESTIVAL: The Family Fang 0

Kiedy używa się wobec filmu słowa „lekkie” to występuje ogromne zagrożenie, że to od razu określa pewną niepotrzebność, przeciętność i nieważność filmu – można tak, a można i nie. W przypadku The Family Fang słowo "lekkie" ma określić umiejętność kreowania historii, poruszania dosyć poważnych wątków konsekwencji nierozdzielności sztuki, wystąpienia publicznego z prozą życia, ale w sposób nieczołgający po ziemi. Życie rodzinne, a artystyczne może być fantastyczną, niepoliczalną w radość i bodźce przygodą, ale też produkowaniem przyszłej dysfunkcji wśród swoich dzieci i utrudnienia im odnalezienia się w świecie dorosłości. To lekko karykaturalna i zabawna historia o odcinaniu pępowiny i rozmyciu perspektyw. To wszystko przez tę cholerną sztukę – o tym jest film.

Rodzina Fangów to kultowa rodzina. Nie słyną z najlepszych ciast w mieście, czy najwyższych stopni naukowych swoich dzieci, a z tego, że uczynili ze swojego życia niekończący się performance. Zaangażowali w swoją nieprzewidywalną sztukę dzieci, stając się wykręconą rodzinką, mającą misje wybijania z automatyzmu społeczeństwa. Twórczość może istnieć w ruchu, stąd zarzucenie malarstwa przez panią Fang. Poznajemy ich dorosłe dzieci. Baxter ugrzązł i nie daje rady ukończyć kolejnej książki, a Annie jest aktorką, ale nie na miarę własnych (i ojca) wyobrażeń. Wydaje się, że poszli drogą artystyczną nie z własnego wyboru, ale z braku poznania innego środowiska niż artystyczne – czym skorupka za młodu nasiąka – typowy syndrom dzieci artystów. Bez żadnych melodramatów i histerii, w międzyczasie dowiadujemy się, że obydwoje mają problemy osobiste – Baxter z narkotykami, Annie z alkoholem. Niestety kolejny wybryk rodziców jest dla rodzeństwa krokiem za daleko, ponieważ znowu wybija ich z własnego życia – raczej prób jego poukładania – a też każe się w końcu zastanowić nad tym, czy podziękować rodzicom za ciekawe dzieciństwo, czy przeklinać za jego brak.

Jason Bateman, który również tutaj zagrał i to jako aktor jest nam bardziej znany, tworzy prześmieszną (specyficzny humor – uwaga, a raczej zachęta) i gagową tragikomedię, ponieważ wnioski z niej są o wiele mniej zabawne, niż sposób opowiadania o nich. Robi to w sposób bardzo umiejętny, nie przeciągając linii w żadną ze stron. Dramat rodzeństwa to ich dezorientacja w rzeczywistości – co jest prawdą, a co kolejnym teatrzykiem rodziców. Można klaskać wyobraźni rodziców, ale też spojrzeć na to jak na dramat dzieci – skutki uboczne w dorosłości muszą być ogromne. Wtedy przypomina nam się Człowiek z księżyca i Truman show. Powiedz, że masz raka, a ludzie potraktują to jako kolejny wybryk komedianta. Nałożyłeś czerwony i piszczący nos o raz za dużo. Trochę jest w tym też Genialnego Klanu, który na początku wygląda tak, że krzyczymy: adoptujcie nas, by za chwilę jednak poznając klan od środka wiedzieć, że do genialnego ma wiele mil drogi i dajcie nam w końcu tę zwyczajność.

The Family Fang to naprawdę dobra robota. Dzieło spójna stylistycznie, wrażliwe, rozśmieszające, ale nie zapominająca o głównej tezie – tworzenie sztuki jest często o wiele piękniejsze dla odbiorców, niż wykonawców i ich rodzin. Słodko-gorzkie gawędzenie o zaniedbaniach w imię wyższych idei.

Ocena: 7,5/10 (za cudownego Walkena)

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…