Redaktor na FDB.pl oraz FilmyFantastyczne.pl.

RECENZJA: Ouija: Narodziny zła 0

Tegoroczny Halloween nie zachwycił fanów horroru szczególnie obfitym wyborem premier wśród ekranowych straszaków. Do kin trafił tylko jeden przedstawiciel gatunku – tendencyjny film o duchach, Ouija: Narodziny zła. Produkcja nieciekawa, pozbawiona absorbujących postaci, a przy tym sklejka najbardziej oklepanych klisz nurtu grozy.

Mike Flanagan stworzył w 2013 roku jeden z najbardziej intrygujących i innowacyjnych horrorów XIX wieku, Oculusa. Niestety, jego drugi film to odgrzewany po stokroć kotlet w panierce ghost story. Prequel Diabelskiej planszy Ouija jest lepszy od swojego pierwowzoru, jednak nie jest to szczególne osiągnięcie, gdy pierwszy film jest aż tak zły. Ouija: Narodziny zła próbuje przyciągnąć widza klimatem i intrygującą fabuły. To, co w scenariuszu wyglądało ciekawie, na dużym ekranie nie oddaje grozy historii o fałszywym medium i jej dwóch córkach. Ot, po raz kolejny: duchy, nawiedzone dziecko i rozdarty wewnętrznie ksiądz rodem z prozy Stephena Kinga.

Samo porównanie filmu do twórczości „króla horroru” jest nieprzypadkowe. Wielu krytyków literackich neguje fabularną wartość prozy Kinga – wszyscy podkreślają natomiast fakt, że pisarz w rewelacyjny sposób oddaje ducha minionych, amerykańskich czasów. Podobnie jest z najnowszą Ouiją. Akcja filmu rozgrywa się w roku 1967, a sama jego forma momentami wystylizowana zostaje na produkcje z tamtych lat, o czym świadczy już plansza otwierająca widowisko. Z drugiej strony wizualna konwencja lat ’60 gryzie się z fatalnymi efektami specjalnymi i CGI, które śmiało porównać można z rodzimym smokiem z niesławnego Wiedźmina. Narodziny zła to kolejna produkcja, bazująca na modnym sentymencie do czasów powojennej Ameryki, który nagminnie pojawia się ostatnio w hollywoodzkich widowiskach.

Głównym motywem wywołującym lęk w drugiej Ouiji staje się nawiedzona dziewczynka, Doris (Lulu Wilson). W zestawieniu z innymi opętanymi dziećmi, od których gatunek filmów grozy pęka z przepychu, córka Alice (Elizabeth Reaser) wypada miałko i nijako. Jej złowrogie spojrzenie jest przerysowane, „przerażające” plugastwa padające z ust małej brzmią komicznie, a sam motyw demona dyktującego dziewczynce polskie zdania i późniejsza nazi-afera, tworzy z Narodzin zła szósty Straszny Film. Wybierając między najnowszą Ouiją, a Obecnością 2 (obie produkcje posiadają identyczny szkielet fabularny), zdecydowanie postawić należy na widowisko Jamesa Wana – wszystko, co Flanagan niszczy, reżyser Piły wznosi na wyżyny ludzkiego strachu i napięcia.

Największą wadą Ouiji: Narodzin zła jest fakt, że produkcja często wkracza na terytoria autoparodii. Zdeformowana mimika i odwrócone oczy opętanych tak, by było im widać białka, może pierwotnie miały stanowić odwołanie do Egzorcysty, jednak przez warsztatowy brak umiejętności twórców o wiele bliżej im do karykaturalnego Martwego zła Sama Raimiego. Dodatkowo fatalne dialogi i brak jakiegokolwiek profilu psychologicznego postaci niszczą Narodziny zła, skazując całą serię Ouija na gatunkową banicję.

Co ciekawe, plansza Ouija nie ma żadnego powiązania w wielowiekową tradycją seansów spirytystycznych, jak próbuje nam to wmówić większość horrorów minionej dekady – to gra stworzona przez firmę Hasbro. Wiedząc to, należy zrozumieć, że przywołanie ducha odbywa się w Narodzinach zła przy pomocy zabawki… Zabawne, prawda?

Moja ocena: 3/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…