Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)

RECENZJA: Battlefield 1 2

Firma DICE rozgrzała fanów strzelanek do czerwoności, kiedy ogłosiła, iż Battelfield 1 będzie powrotem do korzeni. Produkcja z miejsca stała się jednym z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Promocyjna karuzela rozkręciła się na dobre, gdy w sieci pojawiły się pierwsze zwiastuny. Wielka Wojna – jak zwykło się określać I wojnę światową – ponownie zawitała na wszystkie najważniejsze platformy. Czy spełniła oczekiwania milionów zniecierpliwionych graczy? Nie mnie to oceniać, mogę jedynie napisać kilka słów na temat własnych odczuć, co do Battelfielda 1.

Pomimo znaczących zmian technologicznych, I wojna światowa kojarzona jest przede wszystkim z walkami pozycyjnymi i żołnierzami siedzącymi w okopach po obu stronach barykady. Z atakami artyleryjskimi, które dziesiątkowały armie krajów walczących na froncie. Przed DICE było, więc postawione niezwykle trudne zadanie. Jak realia tej dosyć nietypowej wojny przenieść do czasów współczesnych, tak aby gracze byli w stu procentach usatysfakcjonowani? A trzeba też pamiętać, że obecnie tryby rozgrywki jednoosobowej – co w tym przypadku byłoby zdecydowanie prostsze – są jedynie dodatkiem do tego co najwięksi wymiatacze lubią najbardziej. Mowa oczywiście o trybie wieloosobowym i grze online.

Na początek zajmijmy się może jednak tym pierwszym zagadnieniem. Twórcy gry uraczyli fanów całkiem solidną robotą, jeśli chodzi o tryb jednego gracza. Tak zwany singiel składa się z pięciu historii, które skupiają się na pięciu różnych postaciach – oczywiście uczestnikach I wojny światowej. DICE należą się wielkie pochwały za to w jaki sposób buduje atmosferę swojego produktu. Przede wszystkim każda z tych historii ma swój indywidualny wydźwięk, jest inna od poprzedniej. Dzięki temu tworzony – przynajmniej ja wcześniej się z czymś takim nie spotkałem – jest niepowtarzalny klimat, a sama fabuła jest naprawdę interesująca. Nie pozwala się nudzić i z wielką przyjemnością przechodzi się kolejne etapy i misje.

Oczywiście każdy z nas będzie miał swoich faworytów – jednemu lepiej będzie się grało Lawrencem biegającym po pustynnych piaskach, a drugi będzie wolał zasiąść za sterami czołgu. I to właśnie w tym wszystkim jest najfajniejsze. Twórcy dają nam wybór i okazję do wykazania się na wielu płaszczyznach. Singiel wydaje się być także niezłym przetarciem przed wejściem do świata online. Pod względem czysto rozrywkowym kampania jednego gracza daje wiele nieopisanego funu, tak więc w stu procentach spełnia swoje założenia. Jeśli miałbym znaleźć jakieś minusy to byłyby to jedynie zgrzyty w inteligencji naszych oponentów. Momentami wydaje się, że żołnierze sami wbiegają nam pod lufę i krzyczą "teraz mnie, teraz zabij mnie". Dodatkowo rozgrywka w kampanii mogłaby być nieco dłuższa. 6-7 godzin jakie można wycisnąć z rozgrywki, może dla wielu wydać się zbyt skromne.

Pojazdy opancerzone, artyleria, potężne działa, znakomicie odwzorowane mundury, bagnety i broń palna – pod względem wizualnym Battlefield 1 robi ogromne wrażenie. A przecież do tego dochodzą wykreowane z wielką szczegółowością mapy i lokacje. Niektóre elementy wyglądają tak naturalnie i realistycznie, że można by robić screeny, zapisywać je na dysk, drukować, a następnie wieszać na ścianie. Wielu zapewne by nie poznała co jest prawdziwe, a co nie. Jak to się mówi: "Frostbite robi robotę".

Oczywiście znajdą się tacy, którzy nie do końca spełnią się w rozgrywce singlowej. Dla nich DICE przygotowało niezwykle rozbudowany tryb wieloosobowy. Poza standardowymi możliwościami toczenia rozgrywki w trybach podbój, dominacja czy drużynowy deatchmatch, gracze mają możliwość sprawdzenia się także w dwóch nowościach. Pierwszą są Gołębie wojenne. Jak sama nazwa wskazuje, to właśnie te ptaszki są głównym motywem rozgrywki. Celem gracza jest poszukiwanie, eskortowanie i przechwytywanie gołębi. Z moich obserwacji wynika, że to właśnie w tej grze drużyna powinna być znakomicie zgrana i mieć opracowaną odpowiednią taktykę. Wygrywa ta ekipa, która trzykrotnie przejmie ptaszka. Fani trybu Przechwytywanie Flagi (Capture the Flag) powinni mieć niezły ubaw. Ja sam traktuję to raczej jako ciekawostkę, całkiem przyjemną.

Drugim nowym trybem, jakim firma DICE uraczyła fanów są Operacje. W tym przypadku mamy drużyny obrońców i tych, którzy atakują. Ekipa może składać się z 20 lub 32 graczy. Głównym celem atakujących jest to, aby przejęli wyznaczone obszary. Ci drudzy muszą przetrzymywać ataki przeciwnika tak długo, aż nie upłynie z góry narzucony limit czasu. Ciekawostką jest to, że dana operacja nie rozgrywa się na jednej mapie! Jedna z nich, o nazwie "Ropa Imperiów" rozgrywa się aż na trzech lokacjach. Jest to dosyć rozbudowany tryb, który może potrwać nawet godzinę! Osoby, które uwielbiają szybką rozgrywkę mogą, więc nie być aż tak bardzo zainteresowane graniem w Operacje.

Na szczęście takie osoby mogą bez przeszkód odpalić najbardziej lubiany i rozpoznawalny tryb w historii serii. Mowa oczywiście o Podboju. Maksymalnie na mapie może znaleźć się 64 graczy, którzy zostają podzieleni na dwie drużyny. Co więcej do dyspozycji graczy są także pojazdy bojowe oraz latające. Tak, więc fani prowadzenia czołgu lub latania wojennymi myśliwcami będą mogli znaleźć coś dla siebie. No, a pamiętajmy, że znaczna część graczy lubi biegać z bronią palną i bagnetem po mapie. Całość tworzy niesamowity klimat wirtualnej wojny, pełnej chaosu i przemocy.

Jeśli chodzi o postacie, którymi możemy zagrać, to są to standardowe klasy. Do dyspozycji mamy: medyka, zwiadowcę, szturmowca, pilota oraz żołnierza, do którego należy udzielania wsparcia. Każda z postaci ma z góry wyznaczoną rolę w rozgrywce. Dlatego też dużo zależy od tego jaką taktykę obierzemy i co tak naprawdę chcemy zdziałać. Na przykład pilot, który posiada także umiejętności mechanika, będzie nie tylko prowadził pojazdy batalistyczne, ale również miał możliwość ich naprawiania. Medyk z kolei posiada w swoim ekwipunku takie elementy jak apteczka, czy strzykawka co może okazać się kluczowe do wygrania bitwy. Zwiadowca z kolei jest po prostu snajperem. Osobiście uważam, że jest to najlepsza ze wszystkich klas i sam korzystam głównie z niej. Posiadanie w swojej ekipie dobrego snajpera to połowa sukcesu.

Ciekawą sprawą w rozgrywce multiplayer są także tak zwane power-upy, dzięki którym możemy przekształcić swojego żołnierza w jedną z klas specjalnych. Dzięki temu możemy biegać z miotaczem ognia albo np posiadać broń, dzięki której zniszczymy pojazdy pancerne. Z pewnością jest to przydatna rzecz. Nowością w rozgrywce są także behemoty, wielkie pojazdy dające jednej ze stron wielką przewagę. Na ten moment są nimi sterowiec, łódź oraz pociąg.

Na koniec mogę napisać, że wielkie nadzieje jakie wiązałem z tą grą, zostały spełnione. Battfield 1 okazuje się produkcją, która zachwyca mnie nie tylko pod względem czysto rozumianej rozrywki, ale także sposobu realizacji i tego co nam przedstawia. Niesamowity klimat wylewający się z ekranu oraz chaos wojny przeniesiony na wirtualną rzeczywistość, sprawiają że do tej gry chce się wracać. DICE wykonało kawał dobrej roboty i miejmy nadzieję, że na tym nie poprzestaną. Obietnice zostały spełnione. I to jest najważniejsze.

Moja ocena: 9/10

Kopię gry dostarczył wydawca – Electronic Arts Polska.

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…