Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Zwierzęta nocy 0

Historia w historii to znana metoda na urozmaicenie opowiadania i ciekawszą propozycję narracyjną dla widza. Jednak kiedy czujemy rozwarstwienie, a jedna z tych historii jest pretekstem do opowiedzenia innej, prawdziwej, wrzącej i pulsującej rozprawy o konsekwencjach jednej sekundy słabości, to albo będziemy udawać że oglądamy dwa oddzielne filmy albo niestety będziemy musieli zrobić spore „ale” chwaląc Toma Forda za Zwierzęta nocy.

Nasza bohaterka to artystka, doskonale radząca sobie w zawodzie, jak i w życiu prywatnym. Ma wyciskarkę do soków, elitarne grono znajomych, a jej mąż idealne przystrzyżony zarost. Żyje w sposób, którym kiedyś gardziła, gdzie pragmatyzm zapędził do boksu romantyzm. O poprzednim życiu, w którym naśmiewała się z takich postaw przypomni jej były mąż pisarz, a wróci on do jej życia w formie książki – bohatera, którym wcale nie był w życiu… i to według niej samej.

Film Toma Forda aż prosi się by zostać podzielony na dwa i wtedy dopiero możemy rozpocząć jakąkolwiek analizę i wartościowanie treści przedstawionych. Susan jest tą, która siada do książki, bo cierpi na bezsenność, na dodatek jest pewna, że mąż ją zdradza. Zatapiając się w lekturze, grzęźnie w swojej przeszłości i musi się z nią na nowo zmierzyć. To nie jest pamiętnik ich pożycia, to zmyślona historia, ale wątpliwości jej byłego męża przenoszą się na głównego bohatera. W tym miejscu nie pojawia się u niej sentyment, jakiś wspomnieniowy, niewinny epizod, a realna tęsknota.

Jej mąż Tony opisuje gęstą i mroczną historię o micie męskości i dobitnie, bez eufemizmów, niczym w Nieodwracalne, mierzy się z pojęciem zemsty i jej nieskutecznością. Ta gwałtowność i anarchia zachowań obecna w prowadzonej przez Forda historii nie towarzyszy jednak naszemu bohaterowi. Bliżej mu do romantyka i wzdrygającego się przed decyzjami ostatecznymi człowieka, gdyż w książce jest oczywiście alter ego pisarza. Ford w sposób zachodzący na długo za zęby, wieloma odcieniami mroku, odpowiada na słowo, które nasz bohater usłyszał kiedyś od swojej wybranki: słaby.

Tom Ford znowu opowiada spójnie estetycznie (ale nie narracyjnie) tak naprawdę o samotnym mężczyźnie, który przez chwilę nie dopilnował na czym polega wywiązywanie się z bycia właścicielem tej płci. Obraz jest integralny z narracją, jednak nie z historią która nas wprowadza do tej drugiej (książkowej – o ironio – prawdziwszej od tej realnej), która widać że samego reżysera zaangażowała o wiele bardziej. Nasza bohaterka w iście almodovarowskich oparach opery ze swoją historią i histerią malowaną pastelami, nie wydaje się być zupełnie potrzebna – a ma być – bo stała się inspiracją do powstania książki Toniego. To historia z książki prowadzi tę pędzącą kolejkę refleksji o samcach alfach, o samotności wśród stada i ogromnym ciężarze chwili oraz jak przeszłość może manipulować naszym stanem w teraźniejszości.

podpis pod obrazkiem

Tom Ford dalej operuje jednym z najciekawszych, najzgrabniejszych i najbardziej światłoczułych języków w kinie współczesnym, jednak znowu o kobietach jest wtórnie i tak naprawdę marginalnie. Natomiast kiedy artysta zaczyna mówić o przekleństwach męskości i zaprzyjaźnia się z thrillerem to po prostu wysadza korki, buduje niepokój i rozszarpuje wnętrzności, jak tytułowe zwierzęta nocy. Jednak jako całość Zwierzęta nocy, nie zawsze mają wystarczająco mocy.

Ocena: 6,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…