Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: American Honey 0

Temat trampów w filmie to musi być przedstawiciel kina z rozłożonymi ramionami, mocno oddychającego, nieskrępowanego, ale cały czas spełniającego warunki posiadania narracji do czegoś dążącej i kręgosłupa zwanego sensem. American Honey jest filmem, który zapowiada historię spadkobierców bitników, poszukujących i płonących, jednak chwilami stajemy się świadkami jak Andrea Arnold sama poszukuje na żywo jakiegoś spoiwa tej historii i usilnie biega wokół ogniska, choć te gaśnie. Jest to burzliwe kino drogi, ale niestety z niejednym ślepym zaułkiem.

Star, energiczna i niepogodzona z sytuacją w domu dziewczyna, planuje go jak najszybciej opuścić. Niechcący, po jednej z kolejnych kłótni z ojczymem (nieuzasadnionych, ale głośnych) wpada na grupę włóczęgów, do których bez zawahania chce przynależeć. Jest wśród nich Jake, który od pierwszej minuty zwraca uwagę na Star, ze wzajemnością i tak naprawdę nie wiadomo, czy to potrzeba wolności i fascynacja nieokrzesaniem wpisanym w dekalog grupy ją przekonuje, czy zauroczenie charyzmatycznym, przygodowym wyjadaczem. Wędrują i zapominają o bożym świecie.

Z dużej chmury, mniejszy i nie aż tak rzęsisty deszcz, to najlepsze określenie wobec American Honey. Star, z początku chłodno potraktowana przez część grupy, z czasem zaczyna zarabiać coraz więcej (zdobywają pieniądze udając przedstawicieli różnych firm, chodząc pod domach bogaczy) i czaruje swoim niewątpliwym urokiem Jake’a. Potencjał historii kompulsywnej, w nastrojach i barwach, który miał pełne prawo kontynuować i hołdować religii bohaterów „W drodze”, eksplodującej potrzebą eksploracji świata zostaje zdominowany chaotyczną historią miłosną, gdzie reżyserka stawia przed zakochanymi (?) trochę zmyślone i infantylne przeszkody. Metraż historii, wymagałaby większej pary w kotle, a tutaj niestety w wielu momentach szaleństwo zastępują proste rozwiązania i ognisko dogasa, mimo że wszyscy pląsają, to jakoś się im mniej wierzy. Zaczyna być tutaj więcej podskoków, niż wyskoków, a historia trampów chwilami wygląda jak chwilowa ucieczka z domu zdezorientowanych nastolatków, którzy tak jak bitnicy muszą iść i ich mięśnie drgają z niecierpliwości, ale o mięśniu mózgu dowiadujemy się w skromnej ilości.

Ten film to historia o doświadczaniu, skuteczna fragmentami, ale za mało przygotowana na taki długi czas trwania. American Honey brakuje czasami pomysłu i fabularnej osi, ale nigdy entuzjazmu i wiary w sens obmacywania się z życiem – tylko szkoda że czasami robi to w rękawiczkach.

Ocena: 6/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…