Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Underworld: Wojny krwi 0

Odcinania kuponów ciąg dalszy. Piąta część serii o konflikcie wilkołaków i wampirów może nie jest tak zła, jak jej poprzednia odsłona, jednak fabuła nowego Underworlda po raz kolejny staje się jedynie tłem dla zobrazowania rewelacyjnych scen batalistycznych i motywów rodem z gotyckich horrorów. Z drugiej strony autorzy produkcji umiejętnie budzą dziecko w każdym dorosłym odbiorcy filmu. Wojny krwi to ziszczenie małoletnich marzeń o krwiopijcach strzelających z półautomatycznych karabinów, nordyckich wampirach, poznających tajniki życia pozagrobowego i pojedynkach na broń białą i palną rozgrywanych w średniowiecznych twierdzach położonych gdzieś pośród śnieżnych gór.

Dark fantasy to nurt mocno niedoceniany przez globalną kinematografię. Nic dziwnego – na początku XXI wieku pojawiło się kilka produkcji, starających się oddać esencję historii o Frankensteinie, wampirach i wilkołakach, jednak szybko zostały zapomniane przez ogólnoświatową widownię. Duża w tym wina fatalnych fabuł (Królowa potępionych), rażąco słabych efektów specjalnych (Van Helsing) oraz mało angażujących postaci (Pakt milczenia). Dodatkowo wszystkie widowiska swoją strukturą i montażem przypominały dłuższe wersje cut-scenek z gier wideo, a ich jedynym walorem była wartka, skrajnie przerysowana akcja, niosąca skojarzenie z kinem klasy B. Jedyną marką, która wybiła się na tej fali i godnie przetrwała do dziś jest Underworld (choć wszyscy fani serii nadal mają w pamięci fatalne Przebudzenie z 2012 roku). Wojny krwi w niczym nie odbiega od poprzednich części sagi – twórcy przygotowują swoje danie w sprawdzonych proporcjach: 70% akcji, 20% horroru i 10% fabuły. Co z tego, skoro smakuje dostatecznie dobrze!

Historia Seleny (Kate Beckinsale) oraz odwiecznego konfliktu między wampirami i lykanami trwa nadal, angażując w krwawe dążenie do władzy kolejne generacje nieludzi. Scenarzysta obeznany w estetyce dark fantasy, Cory Goodman, stara się pogodzić nieścisłości fabularne wynikające z poprzedniej odsłony serii, decydując się tym samym na trywialne rozwiązania (m. in. spłycony wątek Michaela Corvinusa (Scott Speedman)) oraz usunięcia z sagi niewygodnych postaci (np. córki Seleny, Eve ()India Eisley). Niestety, twórca popada w największy problem każdego Underoworlda. Fabuła znów zostaje zbudowana na strukturze gry komputerowej, gdzie główni bohaterowie muszą udać się w określone miejsce, zdobyć w nim wymagany przedmiot lub informację i pokonać bossa, otoczonego przez armię antagonistów. Tok przyczynowo-skutkowy Wojen krwi jest naciągany i równie irracjonalny, jak w każdej z minionych części Underworldów, a postacie to jednowymiarowe wydmuszki w większości przeznaczone do masowej eksterminacji na polu bitwy.

Z drugiej strony Goodman stawia ogromny krok naprzód, rozbudowując uniwersum, tak by jeszcze dosadniej łączyło w sobie klasyczny styl gotycki (zarówno w architekturze, jak i ogólnej stylistyce filmu) ze współczesną modą i kulturą. Fani serii poznają nowe rody krwiopijców, a na prowadzenie wysuwa się ciekawy protagonista, będący najbardziej wyrazistym bohaterem męskim w całej serii (tuż po Lucianie (Michael Sheen) z Buntu lykanów). Ponadto na szczególne wyróżnienie zasługują sceny batalistyczne, dopracowane w Wojnach krwi niemal do perfekcji. Tkwiąc w matrixowej estetyce szpanerskiego slow-motion i lateksowych kostiumów, twórcy wizualizują konflikt w pojedynkach na tafli lodu, wewnątrz górskiej twierdzy i na holu arystokratycznego, wiktoriańskiego dworu. Lykanie znów planują zgładzić rasę krwiopijców, ród wampirów zdominowany zostaje przez odwieczne prawa i nakazy, a Selena potrafi w pojedynkę rozprawić się z armią wroga – wszystko zachowane zostaje w duchu przeestetyzowanego pierwowzoru. Sekwencja walki na miecze przeciwko broni palnej pozostaje na długo w pamięci odbiorcy.

Szkoda, że mimo piątej już części serii, twórcy nie decydują się na rozwinięcie fabuły, bazując na wizualnej perfekcji fikcyjnego świata, ukazanego już w pierwowzorze cyklu. Uniwersum Underworld to świetny guilty pleasure, zapewniający dziecięcą frajdę z możliwości obcowania po raz kolejny z Seleną, a tradycyjne toposy (m. in. miecza i odradzającego się wybrańca) tylko wzmagają płytkość kontentu. Warunek postawiony widzowi jest jeden: patrz i nie myśl! Z drugiej strony dość niepokojąco oddziałuje na odbiorcę komunistyczny wątek, w którym wampiryczny ustrój ukazany zostaje jako władza dominująca nad totalitaryzmem lykanów i ludzką demokracją.

Moja ocena: 5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…