Redaktor na FDB.pl oraz FilmyFantastyczne.pl.

RECENZJA DVD: Bitwa o Sewastopol 1

Kino Świat na pudełku swojej edycji DVD informuje odbiorcę o podstawowych faktach historycznych, związanych z tytułowym miastem. To dobrze, gdyż twórcy produkcji nie zaprzątają sobie głowy, by choć w drobnym calu nakreślić tło autentycznych wydarzeń z myślą chociażby o zagranicznym widzu. Bitwa o Sewastopol to feministyczne kino wojenne, nastawione na kult morderczej jednostki oraz pochwałę silnych kobiet. Mało tu obiektywizmu, o stronie warsztatowej nie wspominając. Świetnie wypadają natomiast sceny batalistyczne, jednak tych w filmie o II Wojnie Światowej jest najmniej.

Pomimo tytułu brzmiącego, jak jeden z patetycznych obrazów Matejki, Bitwa o Sewastopol nie jest kinem historycznym, a już na pewno nie jest nim w pełni. Twórcy skupiają się bardziej na narodowej bohaterce sowieckiej, Lyudmile Pavlichenko (Yuliya Peresild), uderzając w konwencję kina biograficznego. Jednak i tu ich bitwa o wartościowy kontent zostaje przegrana – wykreowana przez nich postać rozbita jest na dwie, niespójne z sobą płaszczyzny czasowe, które rozrywają osobowość dziewczyny na dwa skrajnie różne portrety psychologiczne. Cel jest jeden – wznieść Pavlichenko na przesadnie wysoki piedestał radykalnego feminizmu. Ostatecznie film staje się historią dziewczyny, która wygrała wszystkie wojny – jako żołnierz, dyplomata i kobieta.

Autorzy Bitwy o Sewastopol (a jest ich aż pięciu!) popełniają klasyczny błąd kina wojennego skierowanego dla familijnych mas – zamiast eksponować ciekawe fakty z życia głównej bohaterki, scenarzyści skupiają się na wątkach miłosnych. Romans i ogólna współpraca Pavlichenko z mężczyznami sprowadza się do zatarcia granic płci, jednak gdy chodzi o oddanie życia, to jednak kobieta okazuje się być tą słabszą, wymagającą wsparcia i opieki. Duży nacisk położony zostaje też na umiejętności strzeleckie Lyudmily – dziewczyna zabiła w trakcie wojny 309 wrogów i po dziś dzień uchodzi za najlepszego sowieckiego snajpera. Podążając tym tropem, Bitwie o Sewastopol brak finezji ostatniego filmu Clinta Eastwooda. Pojedynki strzeleckie wyzbyte zostają z napięcia, stając się kolejnym odhaczeniem faktu z życia głównej bohaterki, a Yuliyi Peresild brakuje charyzmy Bradleya Coopera w Snajperze.

Narracja i tempo Bitwy o Sewastopol są strasznie nierówne, za co winić można zbyt wielu scenarzystów. Rozbicie historii na trzy płaszczyzny czasowe (w tym dwie wiodące) oraz częste przeskoki między nimi tworzą z filmu mało strawną papkę wątków i motywów. Ciężko również nastawić się na skonkretyzowane tło fabularne – dla twórców liczy się jedynie główna bohatera, wszystkie wydarzenia i interakcje schodzą na dalszy plan. Im dalej w pole bitwy, tym gorzej. Pod koniec filmu wkradają się aż trzy sekwencje teledyskowe (piosenka z voice-overu i szybki montaż), nijak nie wpasowują się one w ogólną konwencję Bitwy – szczególnie, że jedna ma być romantyczną wizją kolejnego związku Pavlichenko, rozgrywającą się pośród bitewnego ognia przy wtórze… muzyki country. Kicz sztandarowo złej sceny z Miasta 44 został przebity, pytanie jakim kosztem. Niespójność i brak skonkretyzowanego problemu podkreślają ostatnie sceny filmu, gdy voice-over wyjawia, jakie straty niosła za sobą tytułowa batalia – tylko jakie to ma znaczenie, gdy przez całą produkcję nikt nie zwracał uwagi na Sewastopol, stanowiący jedynie luźne tło historyczne.

Z drugiej strony twórcy umiejętnie oddają dramat wojny. Początkowy podział na dwie odmienne percepcje cywilów i żołnierzy ostatecznie zostaje połączony w jedną ludzką postawę sprzeciwiającą się oponentom spod faszystowskiej flagi. Dystans między empatią postrzegania czyjegoś życia, a przekładaniem kolejnych śmierci na liczby zostaje zachwiany wraz z pierwszym strzałem. Wydaje się jednak, że Bitwa o Sewastopol ma podobny problem, co rodzima Historia Roja – śmierć anonimowego najeźdźcy ma wywołać u widzów bezgraniczną dumę. Pomóc w tym mają dwie płaskie postawy: biała i czarna.

Bitwa o Sewastopol może pochwalić się rewelacyjnymi efektami CGI – sekwencja z nalotem Luftwaffe na sowiecki transport żołnierzy wypada nad wyraz realistycznie. To przepyszny rodzynek na feministycznym torcie i szkoda, że podobnych scen jest tak mało. Najnowszy film Sergeya Mokritskiy to kino niespełnione, nierówne i rozlazłe. Można odnieść wrażenie, jakby twórcy starali się skumulować w jednej produkcji dwa autonomiczne scenariusze: jeden o Lyudmile Pavlichenko, drugi o bitwie o Sewastopol.

Bitwa o Sewastopol dystrybuowana przez Kino Świat doczekała się klasycznej, jednopłytowej edycji DVD, na której poza filmem znaleźć można zwiastuny kilku najnowszych produkcji znajdującej się w ofercie wytwórni. Prócz polskiej wersji językowej (zarówno napisy, jak i lektor) w ustawieniach dostępny jest tylko jej oryginalny wariant. Format obrazu to klasyczne 16:9.

Moja ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…