Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Tempestad 0

Meksyk to nie jest kraj dla uczciwych ludzi. Jeżeli chcesz tam przetrwać to musisz moralność pochować, inaczej mogą ciebie. Brzmi okrutnie, ale tak gorzką i trochę poetycko postawioną tezę, potwierdzają bohaterki dokumentu Tempestad, Tatiany Huezo. 2000 kilometrów podróży pełnej bólu i niesprawiedliwości, która pomieszka w nas na długo po seansie.

Narratorkami, opowiadającymi swoje historie zza kadru, są dwie kobiety – obie dały się uwikłać w system, który jest niczym pakt z diabłem i podszywać się może nawet pod sprzedawcę pieczywa. Jedna z nich, której twarzy nie zobaczymy, a jedynie opowieści z offu, zinterpretowane raz mięsistymi dokumentalnie obrazami, raz impresjami, została skazana na więzienie za handel ludźmi. Nieistotnym dla władz był brak jakichkolwiek dowodów. Zamknięta w miejscu, gdzie nikt nie chodził w pasiastych strojach, ale wewnętrzne interesy więzienne są równie ryzykowne, a labirynt w jakim tkwiła wypalił w niej obrazy nie do zapomnienia. Druga bohaterka opowiada o zjawisku, a raczej codzienności meksykańskiej rzeczywistości (sic!). Wiele osób nie wraca do domu. Właśnie jedną z takich była córka naszej Adele. Użycie „naszej” nie jest stworzeniem sztucznej więzi, a naturalnym odruchem po seansie. Prócz jej historii dotyczącej zaginięcia córki i prób szukania, które policja „proponuje” jej zaniechać, dostajemy codzienność, będącą też smutną symboliką determinizmu miejsca, o którym dokument opowiada – Adele pracuje w cyrku.

Nieważne jak się porozciągasz, ile sztuczek się nauczysz, z tego cyrku nie wyjdziesz. Taki komunikat wysyła nam reżyserka w oparciu o naprawdę poruszające historię – to nie są okruchy życia – a bliska dokumentalistyka. Bardziej opowiadana, niż reporterska na żywo, ale nie mniej umazana i zaangażowana. Imponującym jest, że bez akcji na żywo, tylko ze wspomnień i zwyczajnych rozmów o rzeczach, które w cywilizowanym świecie dawno nie powinny mieć miejsca, powstaje taki emocjonalny ciężar. Żadnych zbliżeń na ofiary, niektórych twarzy nawet nie zobaczymy, a i tak wszystko co usłyszane miesza się z naszym układem nerwowym.

Dzięki empatycznej i niehisterycznej postawie reżyserki, która nie szuka sensacji, a historii, dostajemy Meksyk zza kurtyny wiecznej hulanki, legalnego palenia niedozwolonych środków i kolorowych drinków. To też wwierca się jeszcze głębiej, do samego podziemia Meksyku i mówi coś więcej, niż że to miasto narkobiznesem stoi. Jego humanitaryzm dawno się przewrócił.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…