Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Firmowa Gwiazdka 0

Ostra balanga zakrapiana alkoholem i przypudrowana kokainą może odbyć się z byle okazji. W Firmowej Gwiazdce pretekstem do największego ekranowego melanżu od czasów Projektu X staje się wigilijne spotkanie pracowników oddziału korporacji informatycznej. Najnowszy film twórców Ostrz chwały to komedia spełniona, bazująca na błyskotliwym humorze słownym i trochę mniej wysublimowanych żartach sytuacyjnych. Nad wszystkim unosi się lekko upalony, ale jakże szczęśliwy duch świąt.

Firmowa Gwiazdka zaczyna się niewinnie – twórcy wprowadzają kolejne postacie, odpowiednio zarysowując ich sylwetki bez zbędnej problematyki psychologicznej. Choć bohaterowie filmu skonstruowani są na fundamencie klasycznych, komediowych klisz, nie sposób ich nie polubić. Kolejnym krokiem przykuwającym uwagę widza jest stałe naprowadzanie go na tropy kolejnych pomysłów związanych z imprezą – m. in. Clay Vanstone (T.J. Miller) mijając most zwodzony, zastanawia się, czy jest możliwe przeskoczenie go autem. Z perfekcyjnie wzniesionej konstrukcji gagów, krzty slapsticku i satyry na świąteczny kicz, wznosi się tendencyjna historia o plajtującym oddziale firmy i ludzkich relacjach – przyjacielskich, miłosnych i rodzinnych. Co z tego, skoro Firmowa Gwiazdka faktycznie bawi.

Twórcy ironizują, igrając z komercyjnym podejściem do świąt i związanym z tym przymusem dobrej zabawy i wzajemnej radości. Satyra wyśmiewa też funkcjonowanie korporacji i ludzi-narzędzia pracujących w szklanych drapaczach chmur – nic zatem dziwnego, że gdy tylko pracownicy firmy mają okazję zaszaleć, tworzą najbardziej katastroficzną imprezę ostatnich, kinowych lat. Jedyną stałą w labiryncie melanżowych klisz sytuacyjnych (kserowanie sobie odbicia pośladków) oraz ludzki odurzonych alkoholem i narkotykami (Walter Davis (Courtney B. Vance) bujający się jak Tarzan na świątecznych światełkach) jest dwójka głównych bohaterów: Josh Parker (Jason Bateman) i Tracey Hughes (Olivia Munn).

Rewelacyjnie wypadają teledyskowe sekwencje imprezy, szczególnie ostatnia, w której firmowa gwiazdka zwizualizowana zostaje, jak historia osadzona w średniowieczu – poszczególne ujęcia podkreślają operatorski i scenograficzny majstersztyk. Z drugiej strony poprzez imprezę uwypuklona zostaje ludzka niemoc wobec codziennych problemów – oczywiście, jak na komedię świąteczną przystało, ukazane zdarzenia stają się trwającą jedną noc odyseją ku wewnętrznej przemianie i rozpoczęciu nowego, lepszego życia.

Jak zwykle w postmodernistycznej komedii, w Firmowej Gwiazdce znalazła się cała masa intertekstualnych nawiązań np. Mikołaj, wręczając prezenty pracownikom firmy zasiada na charakterystycznym tronie z Gry o tron. Produkcja może się pochwalić wysokim poziomem jakości gagów i ironicznych wymian słownych. Niestety, seksualne aluzje w pewnym momencie przestają być zabawne i zaczynają sprowadzać film w stronę humoru gimnazjalnego. Równie słabo wypada finałowa konkluzja, balansująca między wyśmianiem ludzkiego podejścia do świąt, a jego poparciem. Są to jednak detale, nie wpływające na poprawny odbiór jednej z najlepszych komedii bieżącego roku.

Czy impreza się udała? Cóż, wybrał się na nią sam Jezus! Po takiej gwiazdce świąteczny chaos nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Moja ocena: 6/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…