RECENZJA DVD: Ostatni smok świata

Ostatni smok świata to najinfantylniejsze fantasy dla dzieci, jakie tylko mogło przyjść do głowy nadopiekuńczym twórcom. Mamy tu złego smoka, dzielnego malca i slapstick zawarty w scenkach gagowych ze zwierzętami. Fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa (aż dziw bierze, że pracowało przy niej aż trzech scenarzystów), jednak jest w tym banale jakaś metoda. Kontent Ostatniego smoka świata trafia do najmłodszych, absorbując ich wartką i nieskomplikowaną historią. Niestety, preferowany wiek odbiorcy przeoczył polski tłumacz, szpikując animację „cool” sformułowaniami zapożyczonymi z filmików na YouTubie – ani rodzic nie zrozumie, ani milusiński nie parsknie śmiechem – a po co to? a na co to komu?

Animacja od ukraińskich twórców po kolei odhacza każdą kliszę dostosowaną do kinematograficznych potrzeb najmłodszych. Rodem z rodzimych klech i legend, ze złym smokiem musi zmierzyć się dzielny krawczyk, za sznurki pociąga podła czarownica ze szpetnym pomagierem a la trolle z Gumisiów, a magiczna kraina to rodzaj utopii dla dzieci w przedziale 5 – 10 lat. Dziwi tylko fakt, jak w całej historii, w gruncie rzeczy traktującej o ciepłych wartościach, takich jak rodzina i przyjaźń, przedstawiony został smok. Olena Shulga, Dennys McCoy i Pamela Hickey w zero-jedynkowy sposób podchodzą do ziejącego ogniem gada, ukazując go jako element świata baśni, wymagający natychmiastowej eksterminacji. Skąd w tym motywie tyle nienawiści? To dziwne, szczególnie w trendzie współczesnej popkultury, masowo pozbawiającej smoki ostrych pazurów i krwiożerczych zamiarów.

Do milusińskich najbardziej przemówi główny bohater – waleczny, a zarazem marzycielski, dziecko, ale samotnie rusza w niebezpieczną wyprawę. Czy potrzeba czegoś więcej, aby zafascynować najmłodszą część widowni? Problem zaczyna się w momencie, gdy odbiorca posiada nieco ponad 12 lat, a chwilami wydaje się, że to właśnie dla takich widzów przeznaczony został polski dubbing (nawiasem mówiąc z rewelacyjnym Fronczewskim w roli smoka). Fabuła trąci myszką, przypominając improwizowaną bajkę opowiadaną dziecku przed snem. Sceny akcji dostosowano do potrzeb najmłodszych, pozbawiając je dynamiki i napięcia. A jakby tego było mało, polski reżyser dubbingu, Dariusz Błażejewski, popisuje się znajomością młodzieżowej nowomowy, wkładając w usta bohaterów sformułowania w stylu „taki mamy klimat”, czy „nie w szczepionkę”.

Ponadto techniczna strona animacji to zmora z najgorszego koszmaru filmowca. Wartki montaż nie pozwala skupić się na zaprezentowanych wydarzeniach, wobec czego większość scen zwyczajnie nie wybrzmiewa. Grafika przypomina komputerowe animacje sprzed dekady – brak detalicznego krajobrazu, sterylna powierzchowność. Tylko smok wygląda nieźle, lecz mimo obecności na plakatach i w tytule, poświęcono mu najmniej czasu ekranowego (mowa o jego cielesnej formie – bohaterowie przez cały film rozmawiają o zagrożeniu wynikającym z jego nadejścia). Animator nie popisał się, o amatorskim montażyście nie wspominając, również scenarzyści nie mają się czym pochwalić – postacie często komentują wydarzenia ukazane bezpośrednio na ekranie, co składa się na złamanie najważniejszego przykazania każdego filmowca. W chwili, kiedy obraz jest dostatecznie dobry, nie wymaga on komentarza bohaterów.

Ostatni smok świata dystrybuowany przez Kino Świat doczekała się klasycznej, jednopłytowej edycji DVD, na której poza filmem znaleźć można zwiastuny kilku najnowszych produkcji znajdujących się w ofercie wytwórni. Format obrazu to klasyczne 16:9. Prócz tego płyta wzbogacona została krótkim wywiadem z Piotrem Fronczewskim, z którego dowiecie się m.in. dlaczego polscy aktorzy to frajerzy!

Kino Świat reklamuje film na jego obwolucie, jako „wspaniałą zabawę dla całej rodziny”. Nie wierzcie w ten slogan. Ostatni smok świata to film skierowany wyłącznie do najmłodszych, ani na moment nie starający się przykuć uwagi dorosłego widza. Nie ma w tym nic złego – morał umoralnia i wzmacnia dziecięce relacje z rówieśnikami i rodziną. Niestety, koszmarna strona wizualna, to element obok którego nie można przejść spokojnie. Ukraińska kinematografia po raz kolejny udowodniła, że do najlepszych nie należy.

Moja ocena: 4/10


Kornel Nocoń
Filmoznawca. Fan kina niekonwencjonalnego, oderwanego od ogólnie obowiązujących schematów. Mimo to ogląda wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce – począwszy od produkcji klasy B, skończywszy na nowofalowych naleciałościach każdego z europejskich krajów. Redaktor na FDB.pl. Założyciel i redaktor naczelny na portalu 35mm.pl.