Nowe Horyzonty: Nie jestem czarownicą

Kino zbliżające nas do terenów w myślach i fizycznie odległych i prowokujących do konfrontacji z „innym”, brzmi jak dokument społecznie zaangażowany. I do takiej kategorii z pewnością możemy zakwalifikować Nie jestem czarownicą, ale Rungano Nyoni na antropologicznym spotkaniu ze skrajnie odmienną dla europejskiego widza kulturą wierzeń w czarownice w Zambii, się nie kończy. Na szczęście – bo dzięki jej apetytowi – mamy artystyczne, z udanymi akcentami humorystycznymi, dzieło fabularne ocierające się o oniryczną baśń. Reżyserka czarodziejka.

Film opowiada o młodej dziewczynce, która w absurdalnych okolicznościach zostaje uznana za czarownicę. Shula jest bezbronna wobec oskarżeń, które opierają się na śnie jednego z mieszkańców i absurdalnym dla nas rytuale lokalnego czarownika, mającym za zadanie potwierdzić czy mają nową czarownicę, czy nie. Okazuje się, że jest i trafia do obozu dla „takich, jak ona”, gdzie zamknięte i odseparowane kobiety są, niczym zwierzęta w zoo, atrakcją turystyczną dla zwiedzających. Nie ma w ich słowniku pojęcia wolność, a jest ona symulowana poprzez nagrody, które dostaje Shula za dobrze wykonane zadanie. Zawożą ją, by wybrała celnie oskarżonego o kradzież, traktują Shulę jako lokalną atrakcję. „Opiekujący” się nią „minister od spraw czarownic” zawozi ją do telewizji, sam wydaje się nie wierzyć w czarownice, a wszystkie tak nazwane, mają białe wstążki, które mają uniemożliwić im, by odleciały i nie zabijały – chociaż nikt nigdy nie widział takiej sytuacji, zakładają że są do tego zdolne.

Reżyserka wypieka smutną baśń posypując ją urodziwą posypką, jednak bardzo realistyczną, nie umniejszając sytuacji z którą się konfrontujemy. Pokazuje, jak część ludzi sama nie wierzy już w czarownice i chce na tym tylko zarobić. Widać prawdziwe oblicze -wykorzystywanie przekonań lokalnej społeczności dla własnych zysków. Wszystkie kobiety w obozie tak naprawdę pracują ciężko, a wszystko pod płaszczykiem mistycznej atmosfery poprzerywanej scenami demaskującymi wiele i zadającymi pytanie, czy akceptacja cudzej kultury to nie przypadkiem jednocześnie przyzwolenie na współczesne niewolnictwo i nieposzanowanie praw człowieka.

To trudna łamigłówka, ale pokazana w pięknej formie metaforycznych kadrów, zjawiskowych ujęć, umyślnie nieadekwatnej do wydarzeń na ekranie muzyki. Jednak nic z tego nie ma na celu relatywizację, czy bagatelizowanie problemu i umniejszanie produkowania w nas wewnętrznej niezgody na oglądane działania i wydarzenia.

Nie jestem czarownicą to film piękny i okrutny – delikatny w formie, ale niemający zamiaru być dyplomatyczny we wnioskach i narracji. Nie jestem czarownicą, bo jestem niewolnicą.

Ocena: 8/10