RECENZJA DVD: Wszystko albo nic

Najwyraźniej nie tylko Polacy mają problem z realizacją szeroko rozumianego gatunku komedii. Nad powstaniem Wszystko albo nic pracowały trzy kraje – Polska, Czechy i Słowacja. Produktem ich współpracy stał się widowiskowy festiwal żenady, pełen infantylnego poczucia humoru i przaśnych żartów z przepastnej księgi dowcipów – rozdział: seks i LGBT.

Trzy kraje – obsada mówiąca trzema różnymi językami. Motyw łączący: malownicze zdjęcia Tatr i niesłychana lekkość w pisaniu ciężkostrawnych komedii (podobno) romantycznych. Wizję „miłości” w filmie dekonspiruje pierwsze zdanie opisu w książeczce dołączonej do polskiego wydania DVD: Kiedy oficjalnie przyznajesz, że liczysz swoje orgazmy, w nadziei na udany związek zawieszasz nad łóżkiem mandalę seksu, a wszyscy twoi przyjaciele są singlami, którzy bez powodzenia szukają prawdziwej miłości to znaczy, że trzeba coś w życiu zmienić. Gwarantuję, iż nic nie zmieniałem w tym zdaniu (nawet gramatyczny zapis odpowiada próbom poprawnej interpunkcji z książeczki).

Pikantnie romantyczna komedia jest w istocie diabelnie męczącym seansem, w którym bohaterowie rozmawiają wyłącznie o seksie. Niestety, ich wrażliwość, moralność i psychika zatrzymały się na czasach gimnazjum, dlatego zobrazowanie bliskości cielesnej zostaje oddane tutaj za pomocą przaśnych schematów kina pornograficznego. Przypadkowość fabuły Wszystko albo nic również ma w sobie coś z pokrewnego – zdecydowanie antyromantycznego – nurtu porno.

Wszystko albo nic powstało w oparciu o słowacki bestseller literacki pod tym samym tytułem. Eva Urbaníková napisała książkowy oryginał, by później spróbować swoich sił w roli scenarzystki filmu. To był błąd. Produkcja swoim aktorstwem, scenografią oraz zaangażowaniem fabuły przypomina „christmas special” któregoś z polskich seriali paradokumentalnych w stylu „Trudnych spraw” czy „Szkoły”. Historia nie posiada żadnego celu, aktorzy snują się po planie, tworząc swoimi dialogami produkt pseudohumorystyczny. Aby fabuła była jeszcze prostsza, postacie co chwila „przypadkowo” wpadają na siebie, jakby mieszkali w wiosce z jedną ulicą, a nie w kilkudziesięciotysięcznym mieście.

Przede wszystkim Wszystko albo nic upstrzone zostaje masą obraźliwych stereotypów. Homoseksualiści, wegetarianie, pazerne kobiety i złe korporacje – wszystko przedstawione zostaje w infantylnym świetle i nic nie bawi tutaj widzów. Twórcom wydaje się, że zbieranina stereotypów oraz dowcipy z rynsztoka są receptą na humor dla dorosłych – nic z tych rzeczy!

Film Marty Ferencovej to długi – 107 minut – i bezcelowy pożeracz Waszego cennego czasu. Dzień będzie piękniejszy bez tego seansu. A i koszmarnie dopasowany polski dubbing nie będzie ranił Waszych uszu.

Wszystko albo nic dystrybuowane przez Kino Świat, doczekało się książkowego wydania. Prócz produkcji, na płycie DVD znalazły się dodatki, takie jak teledysk Ewy Farny do piosenki promującej komedię romantyczną oraz komentarz aktorów. Książeczka dołączona do wydania zawiera dość interesujące wywiady z Pawłem Delągiem oraz Michałem Żebrowskim. Prócz tego anonimowy redaktor przeprowadził rozmowę z Martą Ferencovą. W trakcie wywiadu porównuje Wszystko albo nic do serii o Bridget Jones – sądzę, że bardziej chodziło mu o słowo „parodia”. Finalnie w książeczce zawarto krótkie biogramy twórców i aktorów, z których dowiadujemy się m.in., że Ľubo Kostelný został ranny w zamachu bombowym na lotnisku Moskwa-Domodiedowo (sic!!!).


Kornel Nocoń
Filmoznawca. Fan kina niekonwencjonalnego, oderwanego od ogólnie obowiązujących schematów. Mimo to ogląda wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce – począwszy od produkcji klasy B, skończywszy na nowofalowych naleciałościach każdego z europejskich krajów. Redaktor na FDB.pl. Założyciel i redaktor naczelny na portalu 35mm.pl.