Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: I tak cię kocham 0

Są różne metody w kinie, by się artystycznie odseparować, odcedzić się od innych produkcji jakiegoś gatunku w filmie, by wygrać określenie „inny”. I tak cię kocham wybiera humor. W dawkach bardzo ponad wszelkie normy, bez skrępowania i zahamowania, nie wciskając hamulca. Dlatego mimo dosyć tendencyjnej i zachowawczej historii o chłopcu, który polubił dziewczynę, a ona jego, z dramatyczną sytuacją w tle, w której uświadamia sobie miłość do niej, film I tak cię kocham prawdopodobnie I tak się pokocha.

Bohaterem jest komik, którego profesje mało kto nazywa zawodem (raczej on jest zawodem). Bardziej hobby, stanem przejściowym przed prawdziwą dorosłością. Z każdym jego żartem na scenie, rośnie lista oczekiwań rodziców i kobiet zapraszanych przypadkowo na kolacje, bo „przechodziły obok” albo „były w pobliżu”. Jest Pakistańczykiem i ciężko mu pojąć dlaczego jego rodzina jest tak restryktywna i mocno zobowiązana wobec tradycji ich kultury, mimo że mieszka w Ameryce. Poznaje na swojej wyboistej drodze, szczególnie w komunikacji z kobietami, Emily Gordon. Ich zapieranie się rękami i nogami przed związkiem nie wychodzi i zakochują się w sobie. W tle pojawia się choroba Emily, która otworzy oczy bohaterowi i chwilami nie będzie dawał rady zareagować/odreagować żartem.

Im większa tragedia w życiu, tym czasami lepiej zareagować żartem – raz jest to ucieczka, raz skuteczna metoda – to też film o wybraniu strategii wobec nieprzewidywalnego losu. Oczywiście, można ten film potraktować jako rasową komedię, bardzo skupioną na budowaniu komizmu, zostawiającą fabułę w tle, ratując się wytworzeniem relacji z widzem przez rozśmieszenie go. Jednak to przede wszystkim mądra historia o tym, że na niektóre rzeczy po prostu nie mamy wpływu, więc dlaczego się nie zaśmiać. Dlaczego nie odbić piłeczki, skoro życie zaczęło kpiarskim tonem. To taka strategia obronna wobec ostrzału ze strony nieszczęścia.

Tutaj tkwi siła tego filmu. Nieustanna karuzela poczucia humoru, ale niezamkniętych konwencji gagów, czy tekstów zapisanych wcześniej na kartce, jak podczas stand-upu, nie powoduje jednego okrążenia za dużo. Humor jest reakcją na rzeczywistość. Żart tutaj to nie akcja ratunkowa dla refleksyjnego brodzika. Humor jest tutaj zeswatany bardzo udolnie z historią (sytuacyjny, często z potknięciami urealniającymi historię), chwilami może umniejszać jej wartość i ocierać się o banał melodramatyczny.*

Żarty dotyczą tutaj wszystkiego i przekazują nam wiele komunikatów. Absurd Pakistańskiego niewolnictwa wobec swojej tradycji, problem z otwartością na inną kulturę oraz jak ciężko komikowi być potraktowanym czasami na poważnie – to tematy, które są trochę za delikatnie szturchnięte. Wszyscy myślą, że bohaterowi jest zawsze lżej, żyje dalej w szortach, bo potrafi wszystko obrócić w żart i jest niepoważny. Życie przecież też nie jest w swojej niekonsekwencji.

Niestety film może przez śmiech i chroniczny brak powagi, zostać tak samo dygresyjne potraktowany. To też jest spowodowane tym, że ogromny urok, czar i zgrabność idzie pod rękę jednak ze zbyt prostą historią miłosną. W I tak cię kocham jest więcej myśli i kreatywności poświęconej na żarty, dialogi niż na budowaniu sytuacji. Też jednak nie jest tak, że to jest jedna z tych produkcji, gdzie śmiech ma nas zagadać, byśmy nie mieli czasu na myślenie. To opowiada żartem, a nie nim jest.

Ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…