Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Pomniejszenie 1

Kochanie zmniejszyłem dzieciaki pokazało, że kino wymyśliło sobie zabawę w zmniejszanie człowieka. Pomniejszenie ma z tym tytułem tylko jedno wspólne – sam eksperyment. To nie jest rozbuchana, wyłącznie kreatywna, futurystyczna, wizja. To słodko-gorzka historia o tym, jak można zmienić wielkość człowieka, ale jego autodestrukcyjnej natury i konstrukcji nigdy. Mali ludzie, to niemałe kłopoty.

Film opowiada o odkryciu możliwości zmniejszania ludzi, jako działaniu, które ma nie być kolejną atrakcją i ingerencją w przyrodę, a właśnie działaniem w celu jej obrony. Mniejsi ludzi to mniejsze wydatki, mniejsze zniszczenia i możliwość zatrzymania niszczonej ziemi. Główny bohater Paul Safranek po pewnych wahaniach decyduje się wraz z żoną na zmniejszenie się. Uważają, że to najlepszy sposób na poradzenie sobie z problemami – kredytem, brakiem możliwości kupienia domu – a świat małych ludzi oferuje wiele przyjemności i niekończącą się zabawę.

Pomniejszenie nie jest tylko ciekawym zawodnikiem filmowym, który będzie nas intrygował na poziomie skonstruowania świata małych ludzi, chociaż oczywiście robi to z ogromną wyobraźnią. To refleksyjne, nieprzeładowane bodźcami, kino futurystyczne, okrutne we wnioskach, ale delikatnie to forsujące. Mimo wielu prześmiesznych rozwiązań, udowadnia nam coś zupełnie innego – że decyzja skurczenia się jest ucieczką, a życie bez problemów nie istnieje. Nie warto szukać raju i wierzyć w jego istnienie, tylko sprawić samemu, by życie nim było i czerpać frajdę z niedoskonałości jako rzeczy naturalnej. Jednak ludzka natura jest leniwa i skoro wyciąga rękę w stronę człowieka, to po co ten ma się wysilać. To jak z kredytem – szybko i łatwo dostajesz pieniądze, a o spłaceniu długu pomyślisz później. Oni dostają golden ticket, tylko człowiek zawsze zrobi z tego tombak.

Ludzie się nie zmieniają, nawet jak się zmniejszają. Ich chciwość, rozpustność, przekręty tylko nabierają na sile. Na dodatek następuje jeszcze większy podział społeczny – dosłownie na małych i dużych, ale też wewnętrznie. Klasowość oraz rywalizacja płynie w żyłach naszego gatunku. I nie da się człowieka skurczyć tak, by zmienił zachowania. Chyba, że skurczyć, aż po prostu zniknie. To tragedia napisana lekko, ale nie uciekająca od wniosków i tez. Na dodatek ten film tylko przypomina o tym, że od zawsze ludzka ingerencja w naturę i droga w innym kierunku, kończy się katastrofą.

Nasz bohater również nie czerpie satysfakcji z tego, z czego na przykład jego sąsiad, zagrany ogranymi, ale skutecznymi minami i manierami przez Christophera Waltza. Dusan co wieczór balanguje, handluje na boku i kombinuje jak może, nie konfrontuje się w życiu z problemami, a jego życie jest jedną wielką imprezą – nie ma nic smutniejszego. Bo kac wreszcie nadejdzie. A dostęp do wszystkiego, bez wysiłku, odbiera satysfakcję z posiadania. Na dodatek im więcej się ma, tym więcej się chce – następuje epidemia płynnej nowoczesności. Stajemy się własnością tego, co nabyliśmy.

Pomniejszenie nie umniejsza problemów z jakimi boryka się ludzkość, ale opowiada je w formie dosyć mało dramatycznej, jak na sytuacje. To właśnie intryguje i naprawdę nie umniejsza tragedii, bo i tak pokazuje współczesne unikanie odpowiedzialności, epidemię nihilizmu i hedonizmu. Nie przykłada za mocno lupy, nie wydziera się, ale jest bardzo wymowny. Przez ciekawy koncept pokazuje, jak sami się zabijamy. Jak gdyby człowiek był toksycznym odpadem, produktem ubocznym boskiego procesu tworzenia …

8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…