RECENZJA DVD: Jak dogryźć mafii

Jak dogryźć mafii to kolejny film, odbierający każdy przejaw godności kultowemu aktorowi. Podobnie jak Robert De Niro w Co ty wiesz o swoim dziadku? czy Bryan Cranston w Dlaczego on?, także i Bruce Willis próbuje udowodnić przed samym sobą i całym światem, że posiada gigantyczny dystans do swojej postaci oraz aktorskiego dorobku. Czyni to w tytule, który niewybrednym żartem spływa, próbując choć minimalnie upodobnić się do innych klasyków komedii kryminalnej. Żal Willisa – żal Waszego czasu.

Już pierwsze sekwencje mówią wiele o zawartości produkcji. Bruce Willis ucieka przez miasto, nago, na deskorolce – w pewnym momencie zatrzymuje go policja. By nie popaść w większe problemy, bohater postanawia schować pistolet w… tyłku. Na podobnych, seksualnych gagach bazuje ten film. To kontent w sam raz dla fanów rodzimego króla box office oraz jego rynsztokowego humoru – każdy, kto wyrósł już z infantylnych dowcipów o fallusie i transwestytach nie powinien szukać odpowiedzi na pytanie, jak dogryźć mafii.

Scenarzysta i reżyser, Mark Cullen, próbuje nawiązywać do najlepszych – bezczelnie kradnie konwencję Pulp Fiction Tarantino (plagiat można rozpatrywać już w warstwie podkładu muzycznego) oraz wczesnej twórczości Guya Ritchie. Jak dogryźć mafii wypełniony zostaje postaciami i wątkami, obracającymi się wokół półświatka przestępczego – jednak na próżno doszukiwać się tutaj finezji oraz kreatywnego przeplatania się kilku równoległych historii. Skutkuje to chaosem, nasilającym się z każdą kolejną sceną filmu.

Twórca postanawia wprowadzić ironiczny voice-over w stylu Przekrętu – mówcy, Thomasowi Middleditchowi, brakuje jednak pazura Jasona Stathama. No właśnie, wydaje się, że scenarzyści wyprani zostali z jakiejkolwiek formy błyskotliwego i oryginalnego żartu – nachalny dowcip pozbawiony zostaje polotu, a każda postać to karkołomna klisza.

W jednej ze scen, na drugim planie odnaleźć można plakat Swobodnego jeźdźcy – jeśli film choć w minimalnym stopniu zainspirował Cullenów do napisania niechlubnego widowiska, Dennis Hopper nie ma się czym chwalić. Jeźdźcom z Jak dogryźć mafii brakuje swobody – tłumi ją wiek aktorów oraz toporny scenariusz.

Jeśli komedia miała stać się wielkim powrotem legendy kina akcji, nic z tych rzeczy. Choć bohater, grany przez Willisa, wciąż kocha się z młodymi i pięknymi kobietami i sili się na celne one-line’y, trudno mu już chwycić za broń i zlikwidować kilku złoczyńców, jak robił to chociażby w Szklanej pułapce. Kasting godzi w jego godność i wizerunek aktora, którego widz zapamiętał ze spektakularnych produkcji, gęstych od adrenaliny i ostrej amunicji.

To ciekawe, że w tak miernej produkcji znalazła się paleta znanych nazwisk, na czele z Johnem Goodmanem i Jasonem Momoą – możliwość wygłupiania się na dużym ekranie sprawia im ewidentną radość. Pytanie, czy podobne emocje towarzyszą widzom w trakcie seansu.

Humor jak spod bloku – gwiazdy jak z ambitnego kina. Jak dogryźć mafii to głupkowata komedia przez duże "G", której żart oparto wyłącznie na gimnazjalnym rozumieniu sfer intymnych. Całość jawi się jako nieślubne dziecko Pulp Fiction i American Pie – i tylko sławny wujek z Ameryki wpadł na plan zdjęciowy, by przypomnieć o sobie czasy, gdy występował w prawdziwym kinie akcji.

Moja ocena: 3/10

Jak dogryźć mafii dystrybuowana przez Kino Świat doczekała się klasycznej, jednopłytowej edycji DVD, na której poza filmem znaleźć można zwiastuny kilku najnowszych produkcji znajdujących się w ofercie wytwórni. Dostępna jest polska wersja językowa – zarówno lektor, jak i napisy.


Kornel Nocoń
Filmoznawca. Fan kina niekonwencjonalnego, oderwanego od ogólnie obowiązujących schematów. Mimo to ogląda wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce – począwszy od produkcji klasy B, skończywszy na nowofalowych naleciałościach każdego z europejskich krajów. Redaktor na FDB.pl. Założyciel i redaktor naczelny na portalu 35mm.pl.