Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Storm. Opowieść o odwadze. 0

Zrobienie bajki już nie dla malucha, ale jeszcze nie człowieka, który już widział wszystko i wyśrodkowanie jej treści, by nie była ani zbyt naiwna, ani poważna, to nie jest prosta gimnastyka. Storm. Opowieść o odwadze znajduje ten balans i dzięki temu tworzy intrygującą fabułę bez granic wiekowych, prezentując nam jednocześnie lekcję historii bardziej interesującą, niż ta w szkole dla młodych, ale i do nadrobienia, dla nieuważnych na lekcjach, dorosłych. Do tego dostajemy klasyczną, ale nie schematyczną opowieść drogi, niejednej przygody, gdzie dzieci przejmują stery – nie mają jednak nadnaturalnych mocy – a i tak są wystarczająco ciekawe i charyzmatyczne.

Historia osadzona jest w średniowieczu, gdzie w pewnym momencie napięcia religijne były na porządku dziennym z powodu Marcina Lutra, który wystąpił wobec kościoła, podważając słuszność działania duchownych, traktujących Dom Boży jako miejsce zarobku. Sprzedawano odpusty, człowiek mógł bez żalu za grzechy, dostać ich odpuszczenie. Dzięki sztuce drukarskiej i jej rozwojowi, jego list przemawiający do obywateli, mógł się rozpowszechnić i przekonać ludzi do reformy, jaką proponował. Wszystko jednak bardzo długo w jego działaniach było traktowane jako herezja, anarchia i bluźnierstwo, a tak naprawdę było zupełnie odwrotnie.

Nasi bohaterowie bardzo mocno wpływają na losy historyczne i przełomowe dla religii. Storm jest bardzo ciekawskim i odważnym chłopcem i chce wiedzieć o jakim to liście mówią na mieście ludzie przyciszonym głosem. Nie wie też, dlaczego są księgi, których nie może czytać, a ojciec, drukarz w pewnym momencie, zabrania mu wchodzić do zakładu. Okazuje się, że chodzi właśnie o słynny list Lutra, a za jego propagowanie grozi inkwizycja. Storm w pewnym momencie wie już co znaczy to słowo, a nawet jest jednym z poszukiwanych, gdyż posiada matrycę. To ostatnia rzecz umożliwiająca uświadomienie społeczeństwa i przekazanie ludowi, jak państwo ich oszukuje i okrada. Ratuje go wielokrotnie z opresji samotna Marieke, która prześlizgnie się wszędzie, zna miasto doskonale i we dwójkę ze Stormem zawstydzą niejednego dorosłego swoją odwagą.

To nie jest niewinna przygoda, gdzie mamy wrażenie, że każdy jest nieśmiertelny, średniowiecze nie jest miejscem wrogim, ciemnym, tylko kartonową rzeczywistością ze szwami na wierzchu i wszyscy przybrudzeni są na niby. W pierwszym rzędzie, w którym stoi historia pięknej przyjaźni, opierającej się na powolnym poznawaniu siebie i wzajemnym wsparciu, jest chór nieinfantylnej historii o dwóch stronach światopoglądowych, uproszczonych z powodu okoliczności gatunkowych, ale w żaden sposób niebędących trywialnymi.

Do tego Storm. Opowieść o odwadze. to po prostu dziarska historia, pełne werwy, pomysłu i energii, która naprawdę realizuje założenia zwinnego, mądrego, o wielu odcieniach, kina familijnego. Storm nie idzie na skróty wraz z Marieke, tak jak i twórcy tego nie robią z opowiadaną historią, która ma stabilny kościec autentycznych okoliczności, ale dużo w niej też umiejętnego połączenia fantazji z realizmem, bez przebieranek za kino.

Ocena:7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Kasia 2018-01-09

Ten chłopak na zdjęciu bardzo przypomina Jonathana Brandisa https://fdb.pl/osoba/2218-jonathan-brandis

Proszę czekać…