Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Marlina: Zbrodnia w czterech aktach 0

Wyobraźcie sobie sytuację: Quentin Tarantino dotyka tematu gender i prawa kobiet o samostanowieniu, następnie rusza z nim do Indonezji, by tam nakręcić spaghetti western z definitywnie określonym zdaniem. Nie musicie o tym sobie marzyć, to się mogłoby zdarzyć i się wydarzyło w filmie Marlina:Zbrodnia w czterech aktach. To doskonały manifest GIRL POWER i gatunkowy przekładaniec bardzo intensywny, z ogromnym pomysłem i brawurą wykonania.

Główną bohaterką jest Marlina. Niedawno straciła męża, ale tej tragedii nie mają zamiaru uszanować mężczyźni z okolicznej miejscowości. Wręcz przeciwnie – planują skalać ją i odebrać cały dobytek. Piękne pejzaże, spokojna okolica, dom na odludziu i ciepło egzotyki oraz skromnie przedstawiona przestrzeń okazuje się być bardzo myląca oraz hipnotyzująca. Przez ten piękny, upajający widok, to czego będziemy świadkami wybije nas całkowicie z kołyszącego rytmu i zupełnie stanie w opozycji do tego, czego się spodziewaliśmy. Marlina nie ma zamiaru oddać się żadnemu mężczyźnie, nie interesują ją reguły panujące w wiosce, które są podyktowane przez mężczyzn z korzyścią dla nich, gdzie kobieta jest skrajnie uprzedmiotowiona. Marlina w samoobronie robi jednak coś więcej prócz ochrony własnego życia. Wypowiada cichą wojnę porządkowi tego świata, który w każdym humanitarnym miejscu z równością płciową (chociaż jej namiastką) na porządku dziennym, określany byłby piekłem.

Film w wyrazisty sposób potrafi jednocześnie opowiedzieć intrygującą, pełną groteski historię drogi po sprawiedliwość i lepszy świat, a z drugiej strony pokazuje do czego może być zdolny człowiek w momencie tak okrutnej dla niego rzeczywistości, która nie odnosi się do niego z żadnym szacunkiem. Dlatego też bliżej tu do zemsty, niż zbrodni – a właściwie zbrodni i kary wymierzanej samodzielnie. Gdyż film prócz doskonałego gatunkowego wyczucia co, gdzie i kiedy zrobić, jest bardzo zaangażowany społecznie. W dosyć ekscentrycznej formule i wydawałoby się początkowo niepasującej poetyckości pokazuje skutki nierówności płciowej o charakterze przypowieści – parafrazując przysłowie – nosił wilk razy kilka, aż tu ona poniosła wilka.

Imponujące jest w tym filmie o kontemplacyjnym charakterze, ale jednocześnie pełnym przemocy, że nie odczuwamy jednak jej nadużycia. Jest raczej figurą do przeforsowania pewnych refleksji wpisaną w koncepcje, a nie pustogłowym brudzeniem ekranu. Bardzo zmysłowo namalowana wściekłość. Chodzi o pokazanie ekstremum sytuacji – ten film chce być ostry w wypowiedzi, jak miecz ścinający przez Marline głowy. To nie jest film o zbrodni, a walce o sprawiedliwość. To nie wina kobiet, że żeby to osiągnąć musi polać się krew.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…