Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Santa Clarita Diet - sezon 2 [NETFLIX] 0

Jeśli uwielbiacie zombie movies spod znaku twórczości George'a A. Romero czy serialu The Walking Dead, to Santa Clarita Diet nie jest produkcją skierowaną do was. To zabawna, choć nieco wtórna i mało angażująca komedia z groteskowym pazurem czarnego humoru w tle. Małżeństwo Hammondów wikła się w coraz większe problemy, a skala plagi żywych trupów znacznie rozrasta się w stosunku do poprzedniego sezonu. Całość wypada miernie. Na szczęście głównym wygranym w fabularnym rozwoju postaci staje się znakomita Abby.

O ile pierwszy sezon Santa Clarita Diet dostarczał licznych elementów fabularnej układanki, tak nowe odcinki tworzą z nich spójną całość. Bohaterowie zostają odpowiednio rozwinięci (choć droga, którą obrali scenarzyści w nakreśleni kilku wątków wywołuje niemałe zgorszenie). Mimo to obraz posiada toporne momenty, jakby pomysły na kontynuację historii skończyły się gdzieś w połowie sezonu. Sama fabuła gubi się pomiędzy małomieszczańską komedią o życiu w rodzinie a krwistym horrorem spod czarnej gwiazdy.

Sheila Hammond jest zombie – prócz tego sprawuje obowiązki kochającej żony i troskliwej matki. W jaki sposób przemieniła się w żywego trupa? Kogo to obchodzi! Motyw ożywieńca mieszkającego z rodziną pod jednym dachem, co chwila wpadającego w problemy z powodu kanibalistycznego apetytu, brzmi wystarczająco zachęcająco, by stworzyć z niego kilka sezonów ciekawego serialu. Niepotrzebne jest wnikanie w przeszłość bohaterki, podczas gdy otworem stoi cała masa intrygujących wątków. Niestety, twórcy postawili za cel 2. sezonu Santa Clarita Diet wyjaśnienie źródła epidemii zombie – w tym momencie produkcja zaczyna nie radzić sobie z karykaturalnym kiczem (mającym niewiele wspólnego np. z Martwicą mózgu) – mało subtelnym i przewidywalnym.

Motyw zombie nie odwołuje się tutaj jednoznacznie do sedna twórczości Romero (obrazu żywego trupa jako krwiożerczej bestii, pozbawionej własnej woli, zwierzęcej – bez ludzkich odruchów). To bardziej kompilacja znanych klisz z różnych nurtów kina grozy. Zachowanie Sheili Hammond przypomina czasem cechy wampira (głównie widoczne było to w 1. sezonie, przy okazji śmiertelnych ugryzień w szyję). Nieprzypadkowo zresztą serial dość łatwo skojarzyć można z konwencją Postrachu nocy oraz grozą szerzącą się na spokojnym osiedlu we wskazanym filmie. Tym razem jednak problem fali przemocy opowiedziany zostaje z zupełnie innej perspektywy niż w horrorze o wampirach z lat 80. Twórcy zmuszają widzów do kibicowania głównym bohaterom Santa Clarita Diet, choć ich zachowanie nie zawsze jest w pełni moralne.

Rozwijając wątek epidemii, twórcy pozwalają sobie na wprowadzenie motywu serbskich rycin oraz ludowych wierzeń Europy Wschodniej. Najczęściej podobne schematy wykorzystywane zostają w kinematograficznym nurcie historii o duchach (m.in. w Kronice opętania demon przemawiał w polskim języku). Wizerunek ożywieńca sięga również do podgatunku ghost story. Niestety, realizując serial nawiązujący do ludowych wierzeń, amerykańska ekipa filmowa popadła w ksenofobiczny humor, przedstawiając były blok wschodni jako kraje trzeciego świata z szowinistycznymi świniami i alkoholikami zamiast kulturalnych obywateli. Szkoda, że polityczna poprawność serialu działa tylko wybiórczo.

Santa Clarita Diet eksponuje bowiem charakterystyczne dla ostatnich produkcji Netflixa, modne idee społeczne i polityczne. Przede wszystkim women-power wsiąka głęboko w sylwetki protagonistek – córka Hammondów, Abby (Liv Hewson), przechodzi doskonałą ewolucję, prezentując się jako jedna z najodważniejszych postaci serialu. Z drugiej strony Sheila Hammond (Drew Barrymore) ulega tutaj zjawisku mizoginistycznej dyskryminacji w pracy. Netflix kilkukrotnie podkreślił już patriarchalną dominację nad kobietami w miejscu ich zatrudnienia (uwydatniając wielowymiarową skalę tego problemu). Wątek powracał m.in. w Jessice Jones i Collateralu. Także Santa Clarita Diet stara się dorzucić swoje trzy grosze do ważnego tematu. Szkoda, że uwzględniając jeden trend współczesnych ruchów społecznych, twórcy zapomnieli usunąć stereotypowe i niesmaczne żarty na tle etnicznym.

2. sezon rozpoczyna się z impetem, by w dalszej części wjechać na mało satysfakcjonujące rejony przeciętności. Czarny humor wydaje się płytki i smakuje jak produkt czekoladopodobny przy bombonierce prestiżowej firmy. Z drugiej strony stanowi on satysfakcjonujący wgląd w sposób funkcjonowania bardzo nietypowej rodziny. Prawdziwym clue serialu staje się ochrona domowego ogniska przed niebezpieczeństwem z zewnątrz. Twórcy nie powstydzili się nawet metaforycznych symboli, ukazując określone zjawiska w familii Hammondów. Takim motywem jest bez wątpienia Sheila, wgryzająca się w fundamenty domu – to dobre, choć mało dyskretne zobrazowanie osłabiających się więzi w rodzinie, spowodowanych dywersyjnym zachowaniem kobiety.

Produkcja stoi rozkrokiem między dwoma grupami odbiorców – dla jednych serial jest zbyt krwawy, inni narzekają na nadmiernie ugrzeczniony i konserwatywny ton produkcji. I choć popkulturowy wizerunek żywego trupa doczekał się wielu sprzecznych reinterpretacji na przestrzeni pięciu ostatnich dekad, w Santa Clarita Diet plaga zombie przebiega w bardzo spokojny sposób. Każdemu natomiast przypadną do gustu znakomite dialogi.

Moja ocena: 6/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Piotr Biernacki 2018-03-24

Pamiętam, jak puściłem sobie pierwszy sezon, oczekując jakiegoś chłamu, miło mnie zaskoczył ten serial. Krwisty, zabawny, z historią, w której można znaleźć ciekawe postacie. Miło obejrzeć dobry serial komediowy, którego nie powstrzymuje cenzura i tę frywolność czuć w każdej scenie. W tym sezonie gadająca głowa Gary’ego rządzi.

Proszę czekać…