Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Huragan 0

Widowiska katastroficzne, kino akcji oraz produkcje o spektakularnych włamaniach łączą się w Huraganie w przeciwną fuzję. Najnowszy produkt twórcy Szybkich i wściekłych to używka dla widzów spragnionych adrenaliny oraz fanów kina klasy B. Ci pokochają Huragan za wszystkie jego wady i zalety: czerstwe żarty, toporną ekspozycję, paradę klisz oraz wartką akcję zawartą w nielogicznej fabule. Wyłączcie myślenie, przymknijcie oko – nastał czas na najczystszy eskapizm i karkołomny kicz.

Jak wydobyć z produkcji kinowych jeszcze więcej dynamiki? Wystarczy połączyć kilka gatunków naładowanych testosteronem i adrenaliną. Kino akcji dodane do katastroficznej konstrukcji aż kipi od nadmiaru strzelaniny, pościgów i bijatyk. Niekorzystna aura tylko doprawia wybuchową mieszankę o kolejne niebezpieczeństwa na drodze bohaterów. W całym tym zamieszaniu oraz atmosferycznym chaosie gubi się logika i napięcie. Twórcy jednak wydają się w pełni świadomi niedostatków historii, którą przedstawiają światu. Widzów spragnionych ambitnej fabuły odprawiają do kin studyjnych – pozostałe osoby uczestniczące w seansie częstują multipleksowym kiczem klasy B.

Trudno wskazać, które zjawisko szalejące na przestrzeni filmu jest groźniejsze – gigantyczny huragan porywający auta i budynki, czy równie olbrzymia czarna dziura fabularna, wciągająca w odmęty chaosu śladowe ilości historii. Włączenie logicznego myślenia w trakcie seansu nawet na ułamek sekundy może spowodować gwałtowne obniżenie pozytywnego nastawienia do oglądanego filmu. Mówimy w końcu o tytule, w którym małe nadmorskie miasteczko staje się polem walk złowrogich opryszków, niejednoznacznych organów ścigania oraz prawych protagonistów, stających na straży porządku i moralności. Nie wolno zapominać o irracjonalnie potężnej wichurze, utrudniającej zadanie każdej z wyżej wspomnianych grup.

Tak, Huragan to ten rodzaj filmu, w którym samochodowe kołpaki rzucone na silnym wietrze mogą posłużyć za śmiertelną broń dalekiego zasięgu. Nie zapominajmy o wdrapywaniu się na pędzące ciężarówki, czy skakaniu w głąb cyklonu, będąc przywiązanym wyłącznie na cienkiej lince (nie wiem czy wiecie, ale ludzkie ciała zachowują się wtedy jak chorągiewki na wietrze). Od natłoku podobnych motywów w Huraganie boli głowa. Nie można też zapomnieć o paradzie klisz rodem z kina lat 90. oraz blockbusterów z początków XXI wieku – czerstwych żartach, monologach złoczyńców oraz „bohaterach z trudną przeszłością”. Niemal od pierwszych scen widać, że reżyser widowiska, Rob Cohen, wcześniej odpowiedzialny był za serię xXx.

Z dobrymi filmami o silnym wietrze jest jak ze znakomitymi adaptacjami gier komputerowych – zwyczajnie ich brakuje. Huragany i tornada – pomimo niewątpliwego uroku ekranowego oraz znakomitych walorów wizualnych – nie otrzymały jeszcze godnego widowiska w pełni uwieczniającego ich monumentalne piękno. Najnowszy film Roba Cohena to dalszy kuzyn Rekinada – zachowujący więcej powagi od krewnego, lecz wciąż obarczony niewymagającym charakterem męskich widowisk do piwa (lub na kaca). Z drugiej strony nie każdy film musi stanowić głębię Odysei kosmicznej, a Rob Cohen nigdy nie aspirował do rangi Ingmara Bergmana.

Huragan to eskapistyczna przygoda w krainie akcji – niestety, podana bez śladowych ilości napięcia. W swoim wydźwięku przypomina ciało atlety, przepasane pasem z amunicją oraz kaburami, naznaczone bliznami, posiadające przy tym miniaturowy móżdżek. Kiedyś, przy okazji recenzji xXx: Reaktywacja stwierdziłem, że ostatnia produkcja tego cyklu to pewny hit na Polsata. Huragan trafi w takim razie na TV 4.

Moja ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…