Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA DVD: Twój Vincent 0

Twój Vincent trafił na ekrany polskich kin na początku października 2017 roku. Od tego czasu film przeszedł owocną drogę festiwalową, swoją podróż kończąc na tegorocznej gali rozdania Oscarów. I choć rodzima animacja przegrała w boju o prestiżową statuetkę z Coco, nie ulega wątpliwości, że obraz wywołał niemały rozgłos w środowiskach kinematograficznych. To innowacyjne przedsięwzięcie, zasługujące na uwagę głównie przez walory wizualne.

125 specjalnie wyselekcjonowanych malarzy. Koprodukcja polsko-brytyjska. Każda z 65000 klatek namalowana ręcznie – przy użyciu farb i pędzla, w technice olejnej. Efekt końcowy wywołuje olbrzymie wrażenie, głównie ze względu na pieczołowitość i oddanie, z jakim twórcy przystąpili do niekonwencjonalnego projektu. Praca zajęła im dwa lata. Nic dziwnego, że na konto Twojego Vincenta wpłynęło wiele prestiżowych nagród, a sam film uchodzi dziś za anomalię na rynku globalnych animacji.

To prawdopodobnie jedna z najdoskonalszych biografii, łącząca w jednym tytule odmienne media, hołdująca przy tym twórczości prezentowanego artysty. Niczym słynny dokument Bykowi chwała, opowiadający o malarstwie Franciszka Starowieyskiego, także Twój Vincent przejmuje język i styl omawianego twórcy. Przedstawia jego życie oraz dorobek. Dorota Kobiela i Hugh Welchman prezentują historię ostatnich dni Vincenta van Gogha. Udokumentowane wydarzenia przeplatają hipotezami oraz znakomicie odtworzonymi kadrami z obrazów genialnego malarza. Co ciekawe, twórcy zdołali skompilować w świecie przedstawionym 94 malowidła van Gogha. Kolejne 31 obrazów wykorzystano częściowo lub w znacznie przekształconej formie.

Walory wizualne skutecznie odciągają odbiorcę od fabuły filmu. Ta plasuje się niewspółmiernie nisko względem artystycznego przedsięwzięcia malarzy. Twórcy zdecydowali się odwzorować narrację znaną z Obywatela Kane'a, całokształt naznaczając efektem Rashomona. Kryminalna intryga bez fajerwerków odtwarza ostatnie chwile słynnego malarza. W wyniku chwilowych subiektywizacji narracji wytwarza się portret zbiorowy artysty, widziany przez pryzmat osób z jego najbliższego otoczenia. Kolejne postacie opowiadają własną perspektywę wydarzeń, a fabuła rozwijana jest przy pomocy licznych retrospekcji.

Historii brakuje jednak rozbudowania – główny bohater przypomina protagonistę gier komputerowych, krążącego od punktu A do punktu B, aby zdobyć kolejne cenne informacje. Scenarzyści kompilują fabułę w sztywnych – niemal malarskich – ramach, omijając wątki poboczne czy nadmierną ekspozycję. Dzięki temu widz otrzymuje bardzo skompresowaną, choć nie pozbawioną refleksji, historię o wielkim artyście zagubionym w przyziemnej rzeczywistości – człowieku samotnym i niezrozumiałym.

Na szczęście Twój Vincent nie jest filmem pióra tylko pędzla, a fabularne luki natychmiast zamalowane zostają nową lokacją albo osobą, wyjętą wprost z twórczości lub życia holenderskiego malarza. Widz pozna tutaj sylwetkę Vincenta van Gogha oraz jego twórczość. Kilogram historii i tona sztuki.

Na szczególną uwagę zasługuje polskie wydanie Twojego Vincenta. NEXT FILM przygotował dla nabywców rozbudowane dodatki (making of, wywiady) oraz książeczkę. Materiały śledzą kulisy powstania nietuzinkowej animacji, sumiennie dokumentując kolejne etapy realizacji filmu. Nie zabrakło również sylwetek twórców oraz skompresowanej biografii Vincenta van Gogha. Największym walorem okazuje się anglojęzyczna wersja produkcji. Ta wypada – niestety – o niebo lepiej od rodzimej alternatywy językowej (choć w dubbingu wzięli udział m.in. Jerzy Stuhr oraz Robert Więckiewicz). Angielskie dialogi brzmią znacznie naturalniej, a głosy zostają sprawniej dopasowane do zaprezentowanych postaci.

Moja ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…