Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Książę i Dybuk 1

Jak ograć biografię przedwojennej postaci ważnej dla polskiego kina, której historia jest pełna luk, niedopowiedzeń, zgubionych tropów? Książę i Dybuk prowadzi skromne, nienapastliwe i niewykalkulowane śledztwo, by rozwikłać wiele zagadek dotyczących tożsamości, ale też i charakteru Michała Waszyńskiego. Reżyserzy tylko podążają śladami jego historii, w której Waszyński pozostawiał fałszywe podpowiedzi, ale sukcesem filmu nie ma być zdemaskowanie postaci i odsłonięcie wszystkich kart, a wiele refleksji dotyczących mityzacji życia, odcinania się od przeszłości i kreowania siebie na nowo.

Michał Waszyński był w Polsce przed wojną bardzo znanym reżyserem, który zasłynął z tworzenia wielu filmów, w których grał Eugeniusz Bodo. Stworzył też film Dybuk, który mocno rzucił cień na jego postać, dodał zagadkowości jego wizerunkowi oraz mocno zdeterminował jego życie – autor poszukiwał zaginionej kopii z taką zachłannością, jakby było na niej coś wartego więcej, niż wszystko inne, co w życiu robił. Potem w Polsce słuch o nim zaginął. Za granicą był uważany przez wielu za „Polskiego księcia”. Przesiadywał z Sofią Loren, popijał kawkę z Claudią Cardinale i tworzyli razem kino. Był producentem wielu międzynarodowych produkcji, nieprzerwanie działał w branży filmowej. Jednak historia Michała Waszyńskiego jest tak przepełniona różnymi węzłami i splotami, że ciężko je rozsupłać lub napisać więcej o nim pewną ręką.

Właśnie Książę i Dybuk o tym dualizmie opowiada. Bez rozpustnej formy wizualnej chwilami nie wie nad czym chce się pochylić w historii bohatera, ale z drugiej strony to właśnie pokazuje wielość niewiadomych. Jego biografia jest jak najtrudniejszy rebus. Od jednych, którzy go znali słyszymy, że ożenił się z bogatą hrabiną, która wcześnie zmarła i stąd odziedziczył ogromny majątek, by samemu się mianować księciem i robić z pieniędzmi co zechce, od drugich że ten elegancki (w kwestii jego aparycji wszyscy są zgodni) nad wyraz mężczyzna był zakochany w mężczyźnie i to mogło zdeterminować jego odcięcie się od korzeni, gdzie nie miałby wsparcia ani poparcia religijnej rodziny.

Dokument poprzez szperanie w historii reżysera pokazuje jak filmowcy, artyści często nie tylko zmyślają historię na potrzeby twórczości, ale jak może to mocno rzutować na nich samych – imaginacja własnego bytu skutecznie zastosowana przestaje być fantazmatem, a staje się prawdą o człowieku (wymyślanie siebie od nowa z sukcesem). Dlatego Michał Waszyński wydaje się być kameleonem – kreował swój wizerunek w liczbie mnogiej – dla jednych kłamca, dla drugich Żyd wyklęty przez rodzinę, dla jeszcze innych imponujący inteligent. Zadajemy sobie pytanie, czy w tej doskonałej kreacji jest kompleks przeszłości, ukrywanie się, czy raczej siła odcinania się od tego, co nie pasuje do tego, jakiego siebie wymyślił, i z jakim Waszyńskim chciał żyć na co dzień.

Forma dokumentu, jak zostało wspomniane wyżej, nie jest jakaś utuczona w walory estetyczne. Mamy spotkania z osobami, które miały z nim mniej lub więcej do czynienia, poprzerywane ziarnistymi sekwencjami wprowadzającymi ten nastrój enigmatyczności postaci. Czasami dokument wydaje się być rozbiegany i nie wie, w którą stronę, „za którym” Waszyńskim podążyć. W jednym człowieku wiele postaci. Film nie tylko dla poszukiwaczy, szperaczy, sympatyków postaci. To dokument o tym, jak determinuje człowieka przeszłość i jak wiele czasami starań musi włożyć, by się od niej odciąć, gdyż inaczej utknie – a Waszyński lubił błyskawiczne tempo działania. Dokument do tak dynamicznie zbudowanych nie należy, ale bez wariacji opowiada o cudzej wariacji kreowania siebie. Kabalistyczny film, ale przede wszystkim przez postać – wykonanie buduje o wiele mniej mistycyzmu.

Ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…