RECENZJA: Zwyczajna przysługa 1

Paul Feig jeszcze raz postanowił nakręcić komedię kryminalną. W tym przypadku bardziej komedie, ale kryminał ma swoje minuty. Twórca znany ze swojej pracy przy Agentce oraz Druhnach ma swój patent na pracę w mieście – wydobycie z ludzi ze średniej klasy społecznej mroku dnia, prawdziwych pobudek i desperacji, z dodatkiem dramatycznej przeszłości i tego, co lubimy najbardziej, czyli popkultury. Sprawdziło się wcześniej… Co przyniesie Zwyczajna przysługa?

Stephanie, (Anna Kendrick) jest uroczą, ale dość niewinną młodą mamą, w wolnym czasie prowadzi vlogga. Emily (Blake Lively) zaś to piękna, wyzwolona kobieta sukcesu, która trzyma życie za rogi. Panie poznają się w szkole swoich synów i natychmiast się zaprzyjaźniają. Przyjaciółki muszą się wspierać, więc Stephanie zgadza się pewnego dnia odebrać ze szkoły synka Emily. Byłaby to jedynie zwyczajna przysługa, gdyby nie fakt, że Emily nie pojawia się, by odebrać dziecko. I to przez kilka kolejnych dni, a telefon milczy. Dobroduszna Stephanie postanawia pomóc w poszukiwaniach koleżanki. Wkrótce okaże się, jak mało o niej wiedziała…

Twórcy zadbali o lekkość przedstawionej rzeczywistości, a także barwne postaci i małomiasteczkowy klimat. To dobry start, bo kusząc widza i wciągając w całość zamieszania, można bardzo zgrabnie przejść z jednej do drugiej formy – w tym przypadku do kryminału. Bohaterowie budowani w typowo amerykański sposób – jedna scena śmieszy i wzrusza jednocześnie. Humor, nawet płytki zastanawia, dzięki scenografii możemy uwierzyć, że faktycznie jesteśmy wsadzeni do miejskiej dżungli rodziców – twórcy skutecznie pokazują szkołę, miasteczko, wystrój wnętrz, nie ma tej paskudnej polskiej formy z lokowaniem produktu i wieżowcami w tle. Jest za to charyzmatyczna, niewinna Stephanie (Anna Kendrick), zmysłowa i tajemnicza Emily (Blake Lively) oraz loża szyderców, czyli grupka rodziców, inaczej głos lokalnej społeczności, wyrażony przez liderów i samozwańcze autorytety w ocenianiu poczynań innych ludzi. Komediowa warstwa filmu jest bardzo wiarygodna, świetnie rozpisana, żarty momentami slapstickowe bierzemy i łykamy w ciemno, są zjadliwe w całości – poruszają nasze przekonania o wolności w wyrażaniu siebie, chwilach swobody we własnym domu i nutce fantazji przed lustrem.

Kryminalny ton budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, kiedy produkcja nie odchodzi zbyt daleko od jasnej, komediowej strony jest olśniewająco. Relacja Stephanie – Emily, zwroty akcji, napięcie i kobiece docinki to brawurowy popis Feiga. Z drugiej strony… Kiedy tylko twórcy próbują pokazać nam „motywy przeszłości” i brudną historię głównej bohaterki robi się dziurawo. Na każdym kroku za dużo grubej nitki, sporo łat i brak orientacji na wiarygodność.

Na szczęście komediowe wyczucie Paula szybko ucina nasze wątpliwości, wracamy na dobre tory i jedziemy w rytmie niezłej intrygi, wrzuceni do kotła bohaterek. Brawa i to duże należą się za wybór Anny i Blake to ról głównych w filmie. Widać chemię na ekranie, wspaniałe kontrasty i możliwość gry aktorskiej na wyższym poziomie.

Warto zaznaczyć, że postaci kobiecie bronią się w całości, nawet nie trzeba dodawać feministycznych akcentów, mamy komplet. Film zasługuje na uwagę, bez wątpienia znajdzie swoją grupę odbiorców. Ba! Będzie to duża grupa – humor jest uniwersalny i racjonalny, trafi do każdego. Panowie też znajdą coś dla siebie. Na żart o hybrydzie warto czekać! To komedia z polotem i wielkie objawianie sezonu.

OCENA: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

ramsay2

Ja byłem w kinie i jestem zadowolony. Chciałem krwawą, odmóżdżającą rozrywkę i ją dostałem..

Proszę czekać…