Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

FEST MAKABRA: Noc pożera świat 0

Chociaż akcja Noc pożera świat rozgrywa się w wielomilionowym mieście, twórcom udaje się zrealizować kameralny thriller psychologiczny z pogranicza zombie movie. Klaustrofobia wzmocniona zostaje zamknięciem fabuły w murach francuskiej kamienicy. Koncept hiszpańskiego [Rec] wybrzmiewa jako cicha – choć nie: spokojna – historia o dojmującej samotności.

Rozpoczyna się klasycznie: bohater zasypia, nie wiedząc, że kolejny ranek zgotuje mu wizję rodem z klasyki postapokaliptycznych filmów o żywych trupach. Szybka ekspozycja przenosi widzów w epicentrum epidemii zombie, nie szukając przyczyny jej źródła ani sposobu rozprzestrzenienia się. Przynajmniej w taki sposób twórcom udaje się uchronić widzów od postępującego kiczu naukowych eksperymentów na ludziach i zwierzętach, zakończonych nieumyślną eksterminacją ludzkości. Gwałtowne i drapieżne zombie – takie z World War Z, 28 dni później albo gry Left 4 Dead – wałęsają się po ulicach Paryża, dojadając resztki jego mieszkańców. Chociaż pierwsze sceny bardzo dosłownie realizują zironizowany przeze mnie motyw „babrania czerwoną farbą po ścianach”, chwilę później Noc pożera świat przenosi nas w bardziej intymne rejony czterech ścian, do samotnego mężczyzny i jego osłabionej kondycji psychicznej.

Noc pożera świat to francuski horror psychologiczny. Daleko mu jednak do tamtejszej sceny filmowej ekstremy, której metaforyczna treść wielokrotnie skąpana została krwawym i dosadnym gore (by przywołać tytuły jak Martyrs, Blady strach czy Najście). Film debiutującego w pełnym metrażu Dominique'a Rochera wprawia w stan klaustrofobicznego lęku z dodatkiem depresji. Główny bohater – Sam (Anders Danielsen Lie) – szybko dostosowuje się do zaistniałej rzeczywistości. Próbuje się w niej odnaleźć, mając jedynego towarzysza w uwięzionym w windzie zombie. Żywy trup zostaje nazwany ironicznie Alfred Pennyworth, jak słynny lokaj z franczyzy Batmana (swoją drogą, gra go znakomity Denis Lavant – najbardziej znany z filmu Holy Motors). Survivalowe korzenie fabuły zamykają głównego bohatera w murach jego mieszkania, ale też umysłu – nawet realizowana pasja (w tym wypadku: muzyka), szybko ustępuje poczuciu dojmującej pustki.

Horror wygrywa jako dobry thriller psychologiczny, chociaż obsadzony w głównej roli Anders Danielsen Lie nieszczególnie potrafi unieść ciężar filmu (prawie) jednego aktora na swoich barkach. Z drugiej strony twórcy dobrze radzą sobie w trawestacji gatunku zombie movie. Podobne tytuły zwykle uciekały na przedmieścia. Pozbawione wysokiego budżetu, nie były w stanie zobrazować apokalipsy w wielkim mieście, zdominowanym przez hordy żywych trupów. Dominique Rocher pokazał, że dla chcącego nic trudnego: stworzył niskobudżetowe kino grozy, zza okien którego wciąż widać Wieżę Eiffle’a. Równie dobrze wyważona jest obecność żywych trupów – historia nie skupia się na przedzieraniu przez krwiożercze hordy. Czasem jednak potworom udaje się zaatakować protagonistę znienacka. Sporadyczność takich akcji sprawia, że widz szczerze martwi się o ukazaną postać.

Fabuła bywa niekiedy zbyt patetyczna. Noc pożera świat to horror zrealizowany w 100% na poważnie. W niczym nie pomaga podniosła, chóralna ścieżka dźwiękowa. Swoją drogą, na płaszczyźnie audialnej pojawia się zabawny kontrast: muzyka stanowi przewodnią pasję Sama oraz jedyny stały element, pozwalający mu przetrwać w nowym, skażonym świecie. Niestety, wszelkie utwory mające podkreślić klimat produkcji wypadają jak nutowe koszmarki skomponowane pod wpływem toksycznej inspiracji Carminą Buraną. Liczne pastisze pokroju Zombie Hunter przeginają w komediową stronę, tutaj szala przechyla się w przesadny patos.

Noc pożera świat to horror godny uwagi – kameralny, rozegrany w klaustrofobicznej przestrzeni, brutalny, ale z umiarem. Mówiący bardziej o kondycji człowieka w pustym i antagonistycznym świecie. Intymna wartość merytoryczna kontrastuje z pierwszymi scenami filmu – imprezą pełną głośnych ludzi oraz pijanych słów. Film jest dobrą odskocznią od licznych produkcji kina grozy o duchach, które falami – w coraz lepszym wydaniu – zalewają sale mulipleksów.

Moja ocena: 6/10

Film jest wyświetlany w ramach FEST MAKABRY, czyli ogólnopolskiego przeglądu horrorów, prezentującego najciekawsze i najoryginalniejsze dokonania światowego kina grozy ostatniego sezonu. W programie wydarzenia znajdują się mrożące krew w żyłach filmy z różnych stron świata, w zdecydowanej większości pokazywane w Polsce premierowo.

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 3

Zenon Szypuła 2018-11-09

Pierwsze zdjęcie: świetna charakteryzacja, o ile nie mamy do czynienia z CGI… już sam nie wiem, a dzisiaj w erze komputerów w kinematografii niczego nie można być pewnym!

Kornel Nocoń ZSGifMan 2018-11-09

@ZSGifMan Charakteryzacja. Żywe trupy wyglądały nieźle :)

Zenon Szypuła Corn1408 2018-11-10

@Corn1408 Dzięki, no to super ten 'makeup' im wyszedł ;D

Proszę czekać…