Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Ciemno, prawie noc 0

Mroczna baśń surrealistyczna i ściągający na ziemię kryminał spotykają się, by razem począć poważną refleksję, z powściągliwymi emocjami o traumie przekazywanej z pokolenia na pokolenie oraz o dzieciństwie, którego skutki uboczne psychika odczuwa ekstremalnie długo. Ciemno prawie noc ze świadomą estetyką brzydoty, zaczepką thrillera i z dopiętą na ostatni guzik konwencją, czy nawet percepcyjną figlarnością pokazuje wszystkie odcienie ciemności nieodpowiedzialnego rodzicielstwa. Jednak narracja traci charakter okrutnej opowieści w opowieści na faktach i staje się niespójnym dziełem, kiedy z impetem i bez wstępu wrzuca nas w realistyczną konwencję. Ta szczelina pomiędzy metodami prowadzenia historii uwiera i prowokuje pewną nieregularność. Jest dobrze, prawie świetnie, ale te przejście jest bardzo niezgrabne.

W Wałbrzychu dochodzi do serii zaginięć dzieci. W związku ze sprawą do miasta przyjeżdża, a właściwie wraca po wielu latach reportażystka Alicja Tabor. Tu mieszkała, wychowywała się, a wspomnienia wracają błyskawicznie pod różną postacią. Chce zachowywać się, jak najbardziej profesjonalnie, nie rozklejać się nad przeszłością, czy robić wspominki, a z zaciętą miną poznać rodziny zaginionych dzieci oraz porozmawiać z innymi, którzy mogliby wiedzieć coś na ten temat. Mamy do czynienia z małym, wręcz budzącym klaustrofobiczną atmosferę miasteczkiem w stylu Twin Peaks, przepełnionym osobliwościami, gdzie każdy zna każdego, a sprawa ma o wiele więcej wymiarów. Bohaterka wkraczając w coraz to ciemniejsze odcienie prawdy, gdzie tak naprawdę owe słowo musi być przez to co widzi i doświadcza nieustannie aktualizowane, dotyka istoty historii o sobie. Mimo, że punktem wyjścia jej podróży nie miała być ta w głąb swojego życia i przeszłości. Jednak dzieciństwo nie oszczędza nikogo, a zło tutaj pod różnymi postaciami (uosobione) roznosi się po miasteczku niczym epidemia. Dlatego intrygującym jest, że punkt wyjścia dla Alicji jest doskonale znany, cel i założenie również, ale dojścia zaskakujący.

Fantastyka jako główny budowniczy tego obrazu produkuje świetną, oniryczną atmosferę. Ciemno, prawie noc bardzo dobrze sobie radzi w stworzeniu ekscentrycznej opowieści o rzeczach niefikcyjnych – przemocy, krzywdzących zaniedbaniach wobec dzieci, ale tak samo niszczącym nadmiarze opieki, teorii popędu według twórcy psychoanalizy, Freuda. Borys Lankosz do rozgrzanego pieca wyobraźni dorzuca jeszcze refleksje o braku granicy ludzkich perwersji, które są przefiltrowane przez nielinearność i odzwyczajenie widza od stanu stałego narracji.

Odczuwalny wręcz odór zepsucia współczesnej Polski atakuje nasze nozdrza bardzo intensywnie. Poprzez fikcję Borys Lankosz dociera do bardzo aktualnych i realnych wniosków. Naturalnym u widza staje się poszukiwanie wartości przeciwstawnych do zastanych, chociaż namiastki, przystanku w tym korowodzie skrajności. Efekt „zgnilizny” moralności udaje się osiągnąć prócz zabiegów wyżej opisanych zniekształcających, szpecących, wynaturzających naturalność, kompozycją kolorów. Odcienie szarości, breja przestrzeni, beton lub błoto, trawa nigdy nie jest zielona, a zasłony kolorowe. Jeżeli pojawia się kolor to budzi w nas dyskomfort. Nawet, kiedy akcja nie dzieje się po zmroku, to nie uświadczymy choćby promyka. Piekielna deformacja wizualna jest odniesieniem do deformacji kondycji ludzkiej.

Niestety urojenia, imaginacje mieszane z wykoncypowanymi realiami zaczepiają się o nieumiejętnie zeswatany wątek zagadki kryminalnej. Alicja angażując się coraz bardziej w sprawę spotyka się z mężczyzną, który również dźwiga, jak większość tutaj ciężar przeszłości. To postać przedstawiona bardzo enigmatycznie, pojawiająca się tutaj zadaniowo i niespecjalnie pogłębiona. Niestety nie fascynuje nas poprzez swoją tajemniczość, a raczej zadaje pytanie o sens jej wprowadzenia. Możliwe, że ta namiastka bliskości zatrzymuje na chwilę drżenie naszej bohaterki, surowość oraz bezuczuciowości tego świata.

Ciemno prawie noc to utwór nieskrępowany, ze sporym apetytem na żonglerkę formą, ale bez cyrku, a dla konfrontacji z realnymi problemami. Za wyobrażeniami stoją lęki mające źródło w rzeczywistości, ale to też metoda na ucieczkę od niej. Zmierzch nie Bogów, a człowieczeństwa.

Ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…