Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Podły, okrutny, zły 0

Piekielnie trudnym jest sprawić, by widz został zahipnotyzowany i na pewnym poziomie odczuwał nieprzewidywalność historii opartej na faktach, bardzo głośnej, naprawdę popularnej globalnie. Jednak dzięki brawurowemu podejściu do postaci seryjnego mordercy Teda Bundy’ego i przenikliwemu spojrzeniu filmowi Podły, okrutny, zły to się udaje. Reżyser doskonale manewruje naszymi emocjami, sprytnie pokazuje sylwetkę mordercy celebryty, ale nie prosty biogram i wyzwala w nas ambiwalentne uczucia wobec potwora. A co jest najbardziej skutecznym i zaskakującym zagraniem w tym filmie? Film drąży mechanizmy manipulacji, nie tworzy tylko kolejnego prześwietlenia zabójcy.

W bardzo szybkim tempie, niemalże w charakterze przekartkowania albumu rodzinnego, towarzyszymy narodzinom namiętnego i płomiennego uczucia Teda Bundy’ego i Liz Kloepfer. Nie powątpiewamy w miłość naszych bohaterów ani przez chwilę. Oglądamy na początku niemalże rasowe kino romantyczne. Ted robi naleśniki w fartuszku córce Liz i wcale ich spotkanie nie kończy się na jednej, spontanicznej nocy, a zamienia w prawdziwe uczucie i wspólne życie. Bundy idzie na studia prawnicze, więc musi opuszczać swoje ukochane, co jakiś czas wyjeżdżając na uczelnię. Któregoś dnia niewinnego i rajskiego, jak wszystkie poprzednie, Ted zostaje zatrzymany przez Policję. Bardzo szybko organy ścigania oskarżają go o straszne morderstwo. Okazuje się z czasem, że makabryczne zbrodnie miały miejsce w liczbie mnogiej. Ted od początku, konsekwentnie zaprzecza zarzutom, a Liz wspiera go telefonami, odwiedzinami. Im w gorszej sytuacji jest Ted i im bardziej pętla na jego szyi się zaciska, tym nieciekawie jest z Liz. Nie śpi, pije, odżywa tylko wtedy, kiedy coś wspomną o jej ukochanym. Kobieta jest zdezorientowana, ponieważ z jednej strony słyszy słowa o swoim mężczyźnie, które kompletnie nie pasują jej do Teda ze wspomnień. Kiedy udało mu się ją zacząć nabierać? Czy miała być pierwszą ofiarą Teda? Czy jest jakaś skala jego wykroczeń, która wygasi jej głębokie uczucie do mężczyzny i sprawi, że przestanie mu wierzyć?

Podły, okrutny, zły zadaje te pytania w stronę widza wyciągając na pierwszy plan kobietę, z którą żył Ted Bundy przed pierwszym aktem zbrodni. To niesamowicie ciekawe zagranie, gdyż skupia się na studium mordercy poprzez doświadczenie kobiety, która z nim tworzyła rodzinę i mu wierzyła. Jest ona doskonałym przykładem, dowodem na otumaniającą charyzmę zbrodniarza i brzmiący absurdalne i co najmniej wątpliwie moralnie, fenomen mordercy.

Film pokazuje psychologicznie działanie zjawiska Hybristofili, czyli zakochania się w mordercy. Ted Bundy siedzący w więzieniu nie dostaje wcale listów z pogróżkami, nie ma tutaj rozbuchanych wykładów o jego zmiażdżonym poczuciu człowieczeństwa, podróży do dzieciństwa, szukania przyczyny jego działań, a więcej słychać o fan klubach bohatera. To zjawisko, które zostało kiedyś opisane w książce „Women who love men who kill”. Kobiety czują się bezpiecznie i pewnie, wiedząc że ktoś tak pociągający na poziomie fizycznym siedzi w więzieniu. Tym łatwiejszy jest proces zdystansowania się przez nie, jak i przez widza wobec zbrodni dokonanych przez Teda, ponieważ niemalże nie uświadczymy ich wizualizacji w filmie. To świetne zagranie, które dowodzi świeżości spojrzenia, a jednocześnie udowadnia, że nie trzeba pokazywać czołobitnie scen morderstwa, by zapoznać nas bardzo blisko z mordercą.

Podły, okrutny, zły ma odważnie pokazywać na przykładzie Teda również kondycję społeczeństwa i ludzkie instynkty. Jak bardzo można otumanić człowieka i użyć swojej inteligencji, której posiadanie nie gryzie się z przekręconym kręgosłupem moralnym. Film doskonale rozprawia o niejednoznacznym wizerunku seryjnego mordercy i każda próba stworzenia jakiegoś portretu pamięciowego jest całkowitym uproszczeniem i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Film nie omija również „ciężkiej” pracy Teda nad swoim wizerunkiem medialnym. Jest charakterystyczny, przebojowy, uroczy, inteligentny. Przychodzi mu to z taką lekkością, jak wcześniejsze pozbawianie życia kolejnych kobiet. To paraliżuje. Ted zwalnia co chwilę prawników, by wykorzystać wiedzę ze studiów i reprezentować samego siebie w sądzie. Zac Efron wykorzystuje swoją fizyczność, doskonale nią żongluje, rozmyślnie i naprawdę trzyma nas w garści. Moment decydującej rozprawy jest kulminacją wszelkich gotujących się niejednoznacznych nastrojów wywoływanych przez film. Wiemy, że to tylko formalność, a z drugiej strony wszystko bulgocze. Ted robi show, media to kamerują, fanki zachowują się, jak na koncercie idola, a do tego mamy równie charyzmatycznego sędziego, zagranego przebojowo przez Johna Malkovicha. Skazywanie seryjnego mordercy wygląda, jak festyn i odczuwamy ten dyskomfort. Tak świadomie budowana w nas rozbieżność w emocjach nie wynika z tego, że ktokolwiek powątpiewa w zbrodnie bohatera. Jest to wyzwalanie w widzu tej całej różnorodności, by mógł bardziej utożsamić się ze schizofrenią bohatera i ludzi wokół. Bardzo śmiałe opowiadanie!

Nie widzimy w sposób dosadny obecności żadnego przymiotnika z tytułu filmu. Podły, okrutny, zły to zachwycająco zuchwały film, który ma odwagę nie tworzyć dzieła epatującego tragedią, bezpośredniego, a inteligentnie pokazuje z cudzej perspektywy kolejną postać, która trafia do kultury popularnej. Pełen nieludzkości, ale dla wielu przede wszystkim wdzięku. Niedobry, zły, niebrzydki.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…