Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Słońce też jest gwiazdą 0

Słońce też jest gwiazdą nie zabłysnęło zupełnie. Robi kompletnie nieudany skok na kino coming of age, wystylizowane i ubrane w ciepłe barwy oraz wyglądające, jak z krzepiącej i „ambitnej” reklamy coca-coli, czy firmy komórkowej. To utwór odrysowany od szablonu, pełny infantylnej, ale nie z rodzaju tej sensownej i umyślnej prostodusznej, narracji. Opowiada o przeznaczeniu, sensie doświadczenia i nieodpuszczaniu uczuciu oraz przewartościowaniu swojego życia. To wszystko bardzo skrótowo ze zwrotami akcji, o których widz wie długo przed ich nadejściem. Żadnego ryzyka filmowego, brak zmyślnych i sprytnych plot twistów, tylko landrynkowa poetyka z nastoletniego pamiętnika.

Historia opowiada od początku o trudnym wyzwaniu jakie spotyka Natashe i jej rodzinie. Został dzień do ich deportacji po wielu latach pobytu w USA z powrotem na Jamajkę. Cała jej rodzina jest rozkochana i wdzięczna Ameryce, za to co im dała. To właśnie Natashe rusza w jednodniową podróż, by spróbować zawalczyć o pozostanie rodziny. Na swojej drodze spotka innego przybysza spoza Ameryki, Koreańczyka Daniela. Ten próbuje spełnić zaprojektowane przez rodziców marzenia wobec jego przyszłości, ale dusza poety chce przejąc stery. Chłopak wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, a jego spojrzenie padło na Natashe. Jest zdeterminowany, nie odpuszcza jej, podąża z nią. Ona wierzy w rozum, on natomiast w serce. Jeden, intensywny dzień razem sprawi, że przeżyją przygodę poddając pod wątpliwość własne przekonania, wysyłając sygnał do widza, że miłość nikogo nie oszczędzi i jest wartością nadrzędną.

Niestety, utwór który od początku wystawia jako swojego ulubieńca i zawodnika uczucia, jest w tych zawodach nieporadny i kompletnie niewiarygodny. Przeciętny serial dla nastolatków miesza się tutaj z nawet udanymi i obiecującymi panoramami zróżnicowanych kulturowo i etnicznie, pulsujących całą dobę Stanów Zjednoczonych. Reżyser jednak kompletnie nie potrafi sparować tego uczucia z tym, co dzieje się z bohaterami i udowodnić, jakim synonimem Nowego Jorku jest nieprzewidywalność i tchnąć w nas wiarę w jakiekolwiek wydarzenia. Żadnej temperatury, czy tętna. Ta bajka nie ma żadnych realnych fundamentów, ale nie musiałaby, gdyby potrafiła poruszać się w obszarze fantazji, a nie odtwarzać kolejne niezaskakujące zaskoczenie. Do tego niesamowicie blado wypada rozegranie na zasadzie przeciwieństwa bohaterów w światopoglądzie – oko i szkiełko kontra czucia i wiara, jak w Romantyczności Adama Mickiewicza.

Słońce też jest gwiazdą jest utworem, który naprawdę mógł w intrygujący i finezyjny sposób spleść miejsce, w którym rodzi się uczucie i pokazać niewiarygodność chwili. Jednak popada w soft historię o zerowym ładunku dramatycznym. Czerpie z prostych wzruszeń, wręcz nacierając nam siłowo oczy. Film jest gwiazdą, która szyyyyyybko przestała świecić i spadła.

Ocena: 2,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…