Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Kobieta idzie na wojnę 0

Czy w sytuacjach ekstremalnych można sięgać po tak samo silne środki? Kondycja naszego środowiska jest tak wątła, a apokalipsa to nie jest już tylko słowo, a wydarzenie które warto uwzględnić w swoim grafiku. Teoria przestaje być wystarczająca dla zobojętniałego lub krótkowzrocznego i naiwnego społeczeństwa. Bardzo charakternie, żywiołowo z ekscentrycznym poczuciem humoru, ale nie deprecjonując tematu Benedikt Erlingsson znowu pokazuje problem zmutowanego i zjadającego swój własny ogon antropocentryzmu w filmie Kobieta idzie na wojnę. O kobiecie, która jest superbohaterką, jednak dla większości ekoterrorystką. Czy aktywizm powinien mieć granicę, skoro petycje i manifestacje nie robią wrażenia na wielkich korporacjach? To zuchwały, odważny i z umyślnie wprowadzonym absurdem pean na cześć miłości do przyrody i dziarski pamflet na zahipnotyzowane społeczeństwo i interesownych rządzących. Niesamowicie aktualne.

Halla w „wolnych chwilach” można powiedzieć, że chce uratować świat. Nie ma w tym ani grama naiwności. To kobieta, która nie uległa otumanieniu i bardzo bezpośrednio staje do walki z systemem, który niszczy islandzkie środowisko. To co robi nie jest spowodowane irracjonalnością, wręcz staje naprzeciw jej. Kobieta potrafi jednego dnia przecinać linie wysokiego napięcia, a w kolejnej prowadzić próby chóru i jeździć, jak niewinnie wyglądająca kobieta w średnim wieku rowerem po okolicy. W ciągu dnia jest po prostu Hallą, a po zmroku altruistycznie zbawia ludzkość jako „Kobieta z gór”. Niestety środki masowego przekazu bezwzględnie forsują swoją strategię, robiąc z kobiety zagrożenie dla demokracji i porządku w państwie. Żadna władza nie lubi nieposłuszeństwa obywatelskiego, tym bardziej na taką skalę.

Kobieta idzie na wojnę tytułem niesie ze sobą konotacje militarne, ale nasza bohaterka trzyma w jednej dłoni materiały wybuchowe, drugą dotyka kwiatów. Pokazuje to jej desperacje, ale również konsekwencje w przekonaniach, a reżyser nie ukrywa komu kibicuje. Bardzo celnie, kpiarsko i szyderczo autor nie oszczędza społeczeństwa islandzkiego, demaskując pewnie dla wielu mitologiczne miejsce, gdzie człowiek jest w doskonałych relacjach z przyrodą. Nie bez powodu Halla jest w swojej anarchistycznej wędrówce osamotniona. Rock and roll dla matki natury. Ludzie przez niewiedzę, egocentryzm, myślenie krótkowzroczne napędzani jeszcze mgłą wytworzoną przez rządzących, za której nie widać prawdy, traktują naszą bohaterkę jako niebezpieczeństwo. Tutaj też autor robi wycieczkę do lenistwa intelektualnego, co często jest ukazane specyficznym humorem. Jednak to nie będzie pusty śmiech. Te sceny są nośnikiem gorzkim wniosków o cywilizacji.

Doskonałe jest nieustanne pokazywanie nam w Kobieta idzie na wojnę bezdyskusyjnie pięknych pejzaży i jeszcze niedorwanej przez człowieka przyrody na Islandii. Pokazuje nam intensywniej sens działań „Kobiety z gór” o pozostawienie takiego obrazu, ale nie tylko z powodu wartości estetycznych. Halla pragnie, by świat zrozumiał, że sprawy klimatu nie mogą być daleko wśród priorytetów. Jednak są do dzisiaj, były od wielu lat, stąd mówienie o nieodwracalnych konsekwencjach i schyłku naszej cywilizacji nie jest już histeryczne.

Niemłoda i gniewna. W charakterze naszej bohaterki, uporze jest podobna determinacja, „niepraktyczne” podejście do życia, co u Duszejko w filmie Pokot, czy Mildred z Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. Kolejna symboliczna postać kobieca, która udowadnia, że siła ma rodzaj żeński. Do tego widzimy przetasowanie i odzwyczajenie od kulturowo przypieczętowanego podziału ról płciowych. To kobieta jest tutaj najsilniejsza, najaktywniejsza. Warto też zwrócić uwagę jednak na pesymistyczny wydźwięk tego gniewu – tylko wściekłość i nieobliczalność pozwalają we współczesnym świecie kobiecie działać na taką skalę i wzniecić taką odwagę.

Kobieta idzie na wojnę doskonale unika kaznodziejstwa i oczywiście ma mocno zarysowaną tezę. Jest jednocześnie intensywnym, niepozbawionym zabawy z widzem i dla widza, przepełnionym różnymi narracyjnymi i gatunkowymi figlami dziełem, ale bez przerw ostro zaangażowanym. Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta i zginie ostatnia ryba – odkryjemy, że nie można jeść pieniędzy. Świat się coraz mocniej radykalizuje. Islandzki film udowadnia, że to pojęcie nie musi nieść ze sobą zawsze poczucia zagrożenia, a czasami powoduje większe pobudzenie do działania przeciw bezduszności, w słusznej sprawie.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…