Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Polskie perełki na Netflixie! - TOP 3 genialnych lekcji do odrobienia z przyjemnością! 1

Filmy dawno po premierze, ale równie dawno powinniśmy do nich wrócić, a kiedy jak nie teraz? Nie wszystko złoto, co się świeci… premierowe. Netflix najczęściej kojarzy nam się jako platforma dokarmiająca nas nowymi produkcjami filmowymi i serialowymi, po których nasze życie zmienia się nieodwracalnie w od sezonu do sezonu. Jednak ta platforma skrywa również niesamowite skarby polskiej kinematografii sprzed lat, które nie cierpią na demencję, nie są dla snobistycznych krytyków do odhaczenia i cytowania wśród co elokwentniejszych znajomych i nie czuć od nich naftaliny. Można zanurkować bardzo głęboko w tej platformie i wydobyć z niej kilka polskich produkcji, które potwierdzą, że warto znać swoje i swoje też chwalić. Rozmyślające, debatujące, filozoficzne lub psychologiczne kino, nieobojętne na otaczającą społeczeństwo rzeczywistość. Wielu z nas nie obejrzy tego nigdy w kinie, ale chociaż po pięknej rekonstrukcji i w doskonałej jakości, mimo że atuty wizualne nie są tutaj dominujące. Mamy tutaj trzech reprezentantów kina poetyckiego, minimalistycznego, realistycznego do porażenia, ale też surrealistycznego i umownego.

1. Ryś

Nie, nie ten nieudolnie odcinający kupony od kultowych produkcji Stanisława Barei. Oparta na fragmentach opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza „Kościół w Skaryszewie” metafizyczna perełka Tadeusza Różewicza, niemówiąca zbyt wiele dosłownie, ale pokazująca świat, który nie ma powodu, by wierzyć w Boga. Duchowość w stanie II wojny światowej, nieuzasadnionej przemocy wyparowała… nawet z samego duchownego. W przepięknym, dotkliwym, gęstym i buzującym od środka niejednoznacznością filmie o charakterze medytacyjnym nad ludzkimi słabościami i wątpliwościami prowadzi się studium psychologiczne z nienachalną symboliką. Gdzie Bóg powiedział dobranoc, tam diabeł się przywitał. W duchu romantycznej formuły o spotkaniu widzialnego z wyobrażonym, oniryzmu z realizmem Tadeusz Różewicz wybitnie inteligentnie pokazuje świat, w którym ksiądz nie ma żadnego zadania, a religia nie jest w stanie wyjaśnić i poradzić sobie z sytuacją, w której człowiek zabija człowieka. „W piekle nie ma grzechu” mówi odwiedzający księdza bohater, który ma wykonać wyrok na ratującym żydów człowieku. Ocalić człowieka to dużo, ocalić moralność to więcej – czy da się to połączyć. Niczym w „Mistrzu i Małgorzacie” siły nieczyste zjawiają się wszędzie tam, gdzie zostają przekroczone normy moralne. Pełny detalicznych emocji i dezorientacji w spokojnym, odseparowanym od bezpośredniego doświadczenia wojny miasteczku. Nie byłoby tej wiarygodności i ciężaru opowieści ani razu nie upuszczonej, gdyby nie Jerzy Radziwiłowicz. Kamera jest całkowicie skupiona na jego lękach, które nie teatralizuje. Do tego pojawia się bardzo przenikliwy i udowadniający księdzu, że religijność nie jest gwarancją czystej i dobrej duszy, wybitny Franciszek Pieczka. Niespieszna, trudna do znalezienia współcześnie w polskim kinie przypowieść i refleksja, czy zło jest wpisane w ludzką naturę.

2. Zaklęte rewiry

Jeden z najlepszych i najbezczelniejszych w swojej doskonałości obserwacji reprezentant kina moralnego niepokoju. „Godność to jest bardzo piękna rzecz… ale nie dla kelnera”. Eleganckie kino bez nuty współczucia, taryfy ulgowej i konsekwentne w swojej ostrości pokazuje bezwzględną walkę o status. Nikt nam nic tutaj nie podaje na tacy, a przepięknie na przestrzeni jednego lokalu widzimy wszystkie wypełzające spod nieważne, jak dokładnie zapiętych, śnieżnobiałych koszul ludzkie żądze i nieukryte pragnienia oraz klasizm. Ten film nie pozostawia nas obojętnymi, a dialogi wykastrowane z humanizmu, a przesiąknięte wiarą, że ekonomiczny status definiuje człowieka są napisane i wypowiedziane z taką zaciętością, nie chowając się za poetyckością czy metaforą, że syczący głos genialnego Romana Wilhelmiego zostanie z nami na długo, a obalony sens uczciwości Marka Kondrata będzie długo budził dyskomfort i sprzeciw u widza. Nie ma równych w biznesie, ktoś usługuje, żeby bawić mógł się ktoś, ale w filmie wszyscy aktorzy są sobie równi wiarygodnością przedstawienia swoich postaci, bez zawahania.

3. Ucieczka z kina "Wolność".

Dosyć przewrotny tytuł i sarkastyczny, jak na obecny moment. Teraz tęsknimy za ucieczką do kina. Sztuka o sztuce w sztuce – wydaje się dezorientujące, ale doskonale się prowadzi. Reakcja kina na kontrolę, cenzurę i odbieranie fundamentalnej funkcji sztuce, by mogła być sobą – wolności. Film opowiadający o wyjściu bohaterów z ekranów do widza. Wojciech Marczewski doskonale przeszczepia pomysł Purpurowej Róży z Kairu, którą pięknie stworzył reżyser, kinofil Woody Allen do polskich realiów, odnosząc się do cenzury lat. 90 i czasu przemian ustrojowych. Wciągająca kino, bardzo umowne, łamiące reguły przyziemności, by w tej onirycznej, trochę Luisa Buñuela formie, z ponętnymi i odważnymi momentami absurdu obśmiać, tworząc straszno-śmieszno metakomentarz do próby podporządkowania sobie przez władzę kultury. To film, który nie boi się, przekracza granicę, ale nieustannie celnie pokazuje system, bawiąc się formą, ale nie dla jednowymiarowego kuglarstwa. Oczywiście to wszystko nie miało, by takiego ruchu i energii gdyby nie fenomenalny główny cenzor Rabkiewicz, Janusz Gajos i jego przekleństwa.

Warto sobie zrobić podróż w czasie do kina innych narracji, ale często powracających nastrojów społecznych. Świata, rzeczywistości, która w formie przedstawienia już nie będzie tak samo wykreowana, bo reguły gry nieodwracalnie się zmieniły. To nie znaczy, że nie ma nadziei w polskim kinie współczesnym – jest i coraz częściej przypomina nam o swojej rosnącej formie i oryginalności. Nie musi powtarzać za tym co było, a tworzy własny styl. Najlepsze jest, że możemy sobie tak wędrować wehikułem i raz przypomnieć sobie, jak wchodził w kino poważnym krokiem nieodwracalnie do zapamiętania Marek Kondrat, by potem zobaczyć, jak niezmiennie, swoje talenty nam serwuje u np. u Marka Koterskiego. Są klasyki oczywiste, są klasyki nie tak nagłośnione, ale równie wiele warte, jak nie więcej – takimi są te wymienione wyżej.

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 2

PolepioneKadry

Bernadetto, fajnie, że to zamieszczasz, ale przez Ciebie zaczynam się czuć jak jakiś filip wyjęty z konopi i posadzony przed ekranem… Jak nieogarnięty i niezorientowany ignorant :-D:-D Ucieczka z kina wolność – cudowność…. co do Rysia, haha, naprawdę do głowy przyszła mi nieudana kontynuacja Misia i sobie myślę – co? Bernadetta? taki film poleca? co jest grane? niemożliwe :-D

@PolepioneKadry Internet generalnie na "Ryś" reaguje jednoznacznie, jak wpisywałam w wyszukiwarce to oczywiście jednoznacznie Stanisław Tym i wspomnienia, że powinien regularnie odwiedzać grób wielkiego Bareji i go przeprzaszać za ten kabaret. Aj weź, nie chcę zaniżać Twoich skilli poszukiwacza rarytasów filmowych, bo z pewnością jest mnóstwo, którymi mógłbymś Mi zrobić szach-mat, a Ja zdać nieistniejącą odznakę krytyka filmowego/fimofila. :) To cię "zmartwię", takie topki autorskie z moją zabawą w archeologa kina będą regularnie! :)

Proszę czekać…