Ciekawostki z Wojen Klonów 0

Oficjalna strona opublikowała zdjęcia, pokazujące ciekawostki, które można przeoczyć przy seansie

Od piątku Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów leci w naszych kinach, promując i zapraszając nas do serialu, który, miejmy nadzieję, zadebiutuje również w polskiej telewizji. Jak wszyscy wiemy, serial rozpoczyna emisje na zachodzie 3 października.

Zawsze w sadzie jest tak, że w tle jest pełno ciekawostek, które można odkrywać za każdym seansem. Osobiście, gdy oglądam któryś epizod to po kilkutysiącach razy zawsze coś ciekawego rzuci się w oczy. A to jakaś postać występuję przez parę sekund w tle, stojąc sobie i dumnie się prezentując, a to jakiś napis, a to nawiązanie do czegoś i tym podobne.

Oficjalna strona www.starwars.com pokazała parę zdjęć prezentujących 10 ciekawostek z kinowych Wojen Klonów. Za pierwszym razem ciężko jest wyłapać w kinie i z całą pewnością jest to czubek góry lodowej, ale zdecydowanie warty uwagi. Dla niefanów oraz tych co przeoczyli prezentuję je poniżej.

1. Scena z początku fimu, Jabba rozmawia z kanclerzem Palpatine. W tle za nim widać senackiego komandosa. W skład tego specjalnego oddziału dla odmiany wchodzą sami ludzie, nie ma ani jednego klona. Jak widzimy po ich ciekawych strojach, bardzo przypominają przyszłych gwardzistów imperatora pomieszanych z mundurami szturmowców. Według informacji są bardzo związani z senaccką gwardią.

Wojny KlonówWojny Klonów Wojny KlonówWojny Klonów

2. Jedną z pierwszych postaci, jakie poznajemy w kinowym pilocie serialu jest admirał Yularen. Wnikliwe oko zauważy, że jest to ten sam człowiek, którego widzieliśmy w Nowej Nadziei podczas spotkania na Gwieździe Śmierci. Tylko że wówczas miał już tytuł Wielkiego Admirała (stąd biały mundur).

Wojny KlonówWojny Klonów

3. Przy wystrzale z dział mieliśmy scene na Gwieździe Śmierci, gdzie jeden z żołnierzy łapał się za głowę. Tak samo mamy i w Wojnach Klonów.

Wojny KlonówWojny Klonów Wojny KlonówWojny Klonów

4. Ranny klon podpierający się na karabinie.

Wojny KlonówWojny Klonów

5. Los droida należącego do Whorma Loathsoma. Tak szybko ginie, że można to przeoczyć.

Wojny KlonówWojny Klonów Wojny KlonówWojny Klonów

6. Malunki na kanonierkach Republiki, nawiązującego do tradycji z czasów II Wojny Światowej. Tworzy to całkiem ciekawy klimat.

Wojny KlonówWojny Klonów

Wojny KlonówWojny Klonów

Wojny KlonówWojny Klonów

7. R2-KT – mały droid przewijający się przez Wojny Klonów ma dość ciekawą, niewiarygodną historię. W prawdziwym świecie został stworzony, aby upamiętnić Katie Johnson, zmarłą córkę założyciela 501 legionu. Teraz zostało to też zrobione w oficjalnych Gwiezdnych Wojnach za co należą się twórcom brawa.

Wojny KlonówWojny Klonów R2-KTR2-KT

8. Dość humorystyczny aspekt samej Wojny. Szturmowcy kopiący rozwalonego droida.

Wojny KlonówWojny Klonów

9. W klubie Ziro Hutta dzieją się dość ciekawe rzeczy. Na wstępie widać, że drinki serwuje droid medyczny (widzieliśmy go często w Imperium Kontratakuje, chociażby gdy naprawiał rękę Luke’owi). A w drugim zdjęciu, gdy je trochę rozjaśnić, można zobaczyć ciekawą rzecz.

Wojny KlonówWojny Klonów Wojny KlonówWojny Klonów

10. 1 – głowa Bitha, 2 – logo zespołu Maxa Reebo, 3 – logo Lucasfilm Animation, 4 – zapisany w Aurebesh napis „www.starwars.com”.

Wojny KlonówWojny Klonów

Z całą pewnością jest to tylko parę z naprawdę wielkiej ilości ciekawostek, które znajdują się w samym pilocie. Fanom mogę polecić częstsze i uważniejsze oglądanie i wychwytywanie tychże smaczków. A zwykłym widzom… Spróbujcie pobawić się w fanów i znajdźcie coś, co skrywa tło nowych przygód bohaterów Gwiezdnej Sagi.

3 pażdziernika premiera serialu – zapraszam do obejrzenia ostatniej zapowiedzi samego serialu oraz klipu z Yodą w akcji z pierwszego odcinka:

Trailer:

Klip z Yodą:

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 9

Adam Siennica 2008-09-29

No prawda jest, że aktorzy z GW zawsze zostali zaszufladkowani. Harrison był jedynym, który potrafil wyjść z tego dzięki Indiana Jonesie.

A czemu dzięki GW powstał Indiana?

Po pierwsze przed GW, Harrisona nikt nie znał, dzięki temu usłyszał o nim świat i takim sposobem odkrywca jego talentu, George Lucas wziął go do Indiany Jonesa. GL jest jednym z twórców serii o IJ, w gwoli ścisłości.

Podsumowując, gdyby go nie odkrył i gdyby potem z Stevenem nie zrobili IJ, nie byloby Forda :P Dzięki GW stał się Gwiazdą, dzięki IJ ugruntował tę pozycje. Takie jest me zdanie.

Adam Siennica 2008-09-29

Co do Harrisona to oba filmy ugruntowały jego pozycję, ponieważ kręcone w tym samym okresie

1977 – Epizod 4
1980 – Epizod 5
1981 – Poszukiwacze Zaginionej Arki
1983 – Epizod 6
1984 – Świątynia Zagłady

Stworzył dwie kultowe postaci i dzięki obu rolą stał się ikoną. W końcu dzięki Gwiezdnym Wojnom, powstał Indiana Jones :P :)

Anonimowy Adam_Siennica 2008-09-29

Jednak mam troche inne zdanie na ten temat, moim zdaniem to IJ sprawił ze Harrison Ford stał sie gwiazdą, za dowód niech posłuzy wielka, olbrzymia wrecz kariera Marka Hamilla (ale złosliwy jestem) lub tez kariera zapomnianego juz Toma Selleca, który był pierwszym kandydatem do roli IJ.

Mysle bardziej ze jedna rola wpłyneła na drugą, IJ jest jakby rozwineciem Hana solo

Nie bardzo rozumiem, mozesz przyblizyc te zagadnienie.

cashub 2008-09-29

Ponieważ nie jestem fanem Star Wars, nowego filmu SW jeszcze nie widziałem, więc skupię się na filmach fabularnych. Epizody 1-6 były fantastyczną bajką, swoistym fantasy w kosmosie. W filmach tego rodzaju fabuła zawsze jest trochę naciągana, jednak stanowi ona główną oś filmu. Było to widać zwłaszcza w epizodzie trzecim, gdzie Lucas musiał jakoś gładko wpasować to, o czym dowiedzieli się widzowie w epizodach 4-6. Niestety robienie prequeli jakichkolwiek filmów ogranicza mocno pole popisu scenarzystom. Patrząc na to z tej perspektywy, Wolfie ma trochę racji.
Jednakże rozpatrywanie sztuki aktorskiej poszczególnych panów i pań z obsady tak ogólnikowo, trąci trochę lamerstwem. Co prawda, jest ogromna różnica pomiędzy tym, co prezentowano ponad 30 lat temu, a tym jak współcześnie kreuje się postacie. Zresztą różnica dekad zawsze była widoczna, zwłaszcza, jeśli teraz spojrzy się na filmy z okresu tuż po drugiej wojnie światowej. Częste akcentowanie ostatniego zdania, podkreślane najazdami kamery na twarz, tylko po to, aby widz wiedział, że postać którą widzi na ekranie ma jakieś emocje. Teraz się takich zabiegów już nie stosuje, gdzieś tam w międzyczasie stwierdzono, że są one przebarwione i nienaturalne. Sir Alec Guinness był właśnie aktorem starej daty, dlatego jego aktorstwo zawsze wyróżniało się bardziej niż innych. Uważam, że Ewan McGregor miał naprawdę nie lada problem z wcieleniem się w postać, którą kreował w 'pierwszych' Gwiezdnych Wojnach Alec Guinness. Był to też jeden z powodów, dla których starsi fani nie docenili młodego aktora. Jednak wszyscy ci pseudo-krytycy, którzy ostro pojechali po epizodach 1-3 stracili z oczu fakt, że buty, które zostawił Guinness były nie do wypełnienia przez jakiegokolwiek współczesnego aktora. Lucas tłumaczył, że Obi-Wan był wówczas młody i niedoświadczony w sprawach "mocy".
Wielką niewiadomą było obsadzenie w roli Anakina – Haydena Christensena, fani zarzucali mu, że jest za młody, że nie podoła, że nie ma w sobie tego "czegoś”, co miał Vader. Oczywiście wszystkie te oskarżenia nie były poparte jakimś konkretnym wyjaśnieniem, czym owe "coś" ma być. Po prostu Hayden nie spodobał się publice, ale czego można było oczekiwać, gdy opowiada się historię 'legendy'? To trochę tak jak z filmową realizacją ulubionych książek – zawsze to, co sobie wyobrażaliśmy nie będzie nam całkowicie odpowiadało na ekranie, zawsze będzie czegoś za dużo, albo czegoś za mało. Nawet najwięksi fani Władcy Pierścieni nie byli w 100% zadowoleni z realizacji Jacksona i potrafili mu wytknąć drobne niedociągnięcia.
Co do efektów specjalnych, zawsze mi się wydawało, że Gwiezdne Wojny przodowały pod tym względem, jak na swoje czasy. Czy było to w latach 70ych, kiedy Gwiezdne Wojny były jednym z pierwszych filmów, w którym pokazano jak wybucha cała planeta, czy choćby bardziej współcześnie – niesamowite wyścigi na PODach w pierwszym epizodzie. Chciałbym powiedzieć, że w każdym z epizodów znalazłoby się coś, co przeszło do historii kina, i założę się, że tworząc niektóre sceny to właśnie Lucas miał na myśli, jednak niestety znalazło się też parę niewypałów. U niektórych do tej pory uśmieszek wywołują epizody 4-6 gdzie patrząc na Yodę widzimy śmieszną zieloną kukiełkę i zastanawiamy się, co się stało ze skaczącą żabą z mieczem z poprzednich epizodów. Ale to już kwestia pokoleń, techniki filmowej i wyobraźni twórców. Niemniej jednak chylę czoła przed Gwiezdnymi Wojnami 4-6, bo jako pierwsze w historii ustanowiły pewien poziom efektów specjalnych i przyczyniły się do ugruntowania statusu "Industrial Light & Magic" – studia tworzącego efekty specjalne do "Powrotu do Przyszłości", "Parku Jurajskiego", "Harry’ego Pottera" i setek innych filmów włącznie ze "Star Trekiem" a nawet parodiami "Gwiezdnych Wojen".
Podsumowując…
Gwiezdne Wojny nie są dla mnie bóstwem, nie jestem też fanem Władcy Pierścieni, czy pierwszego Matrixa, ale każdy z tych filmów zmienił historię kina, stworzył swoisty kult i ma rzesze fanów. Gdyby nie Gwiezdne Wojny, przemysł filmowy straciłby wiele, zwłaszcza produkcje spod znaku Science Fiction. Niektóre filmy nigdy by nie powstały, nie zobaczylibyśmy "Clerks" i pewnie innych filmów Kevina Smitha, Mel Brooks nie nakręciłby "SpaceBalls", a Ameryka straciłaby jedną ze swoich największych ikon filmowych – Harrisona Forda.

Anonimowy cashub 2008-09-29

ale sie rozpisałes ;-), to wiec postanowiłem sie ustosunkowac do twojego podsumowania ;-) , zgadzam sie z tobą że GW tworza historie kina i rzczywiscie kino sporo zawdziecza tym filmom.
Co do Clerksów, to jednak sie nie zgadzam, Kevin jest rzeczywiście fanem GW, ale mysle ze gdyby nie było GW to i tak by były filmy Smitha, a tak propo to fajne porównanie GW i WP jest w Clerksach 2 (na korzyść GW), natomiast co sie tyczy Harrisona Forda to jednak chyba Indiana Jones sprawił ze został uznany jako gwiazda kina.

Filip Borkowski 2008-09-29

bo to jest komentarz, w którym wyrażamy opinie subiektywne :P

co do żałosnego aktorstwa to bronię Natalkę :P

Adam Siennica 2008-09-29

Nie zgodzę się z żadnym z powyższych zarzutów.

Słaba Fabułą ? No to chyba raczej kwestia gustu – dla ciebie może być słaba, dla wielu świetna, ciekawa i wciągająca.

Żałosne aktorstwo? – no chyba żałosnego nie widziałaś, skoro te tak nazywasz. Nie twierdzę są tu niesamowite kreacje, głównie mają takie być, jakie są. Drewniany Luke, drewniany Anakin i tym podobne, ale Sir Alec Guiness stworzył legendarną rolę Obi-Wana Kenobiego z Epizodzie 4 Nowa Nadzieja, za co dostał nominacje do Oscara. Nazywać aktorstwo żałosnym w tym filmie, to obrażanie tego naprawdę wielkiego aktora. Bardzo doceniany też był Ian McDarmid za rolę Palpatine’a w części 3 i w szóstej. Żałosnym tego nazwać nie można, jest to po prostu obraza. Aktorstwo jest takie sobie, przystępne, z paroma wybijającymi się kreacjami, proponuję obejrzeć naprawdę słabe filmy, by zweryfikować pojęcie 'żałosne aktorstwo'. Tu nie chodzi o powalające aktorstwo, świetne kreacje, lecz o coś zupełnie innego. Co do efektów, we Władcy były świetne zgodzę się, ale często sceny raziły sztucznością, jak w każdym filmie. Ja nie widziałem filmu, który miałby w 100% dopracowane efekty, a ty? Efekty są świetne, było ich dużo, może dlatego NT przypomina czasem film animowany, nie wszystkim musi się to podobać. Fenomen jest z różnych powodów, o których nie będę pisać w komentarzu.

Ja rozumiem, że ci się nie podoba, ale po co od razu obrażać film argumentami, które są bardzo subiektywne?

Pozdrawiam :)

Anonimowy Adam_Siennica 2008-09-29

Wiekszośc filmów Camerona ma własnie w 100 % (no moze 95%) dopracowane efekty, co wiecej u Camerona efety specjalne słuza w celu opowidzenia fabuły,natomiast Lucas efektami zastepuje fabułe (zreszta nie tylko on tak robi w kinie)

Prawdopodobnie jestem bardziej obiektywny niz ty ;-), ale jak powiedził Filip w komentarzach wyrazamy subiektywne opinie i tak jest własnie u góry moja.

Proszę czekać…