Tomasz Misiewicz krytyk
„Breaking” to niemal kameralne studium beznadziei, która szuka gruntu pod z góry skazany na fiasko skok ponad powierzchnię
Brian sprawia wrażenie człowieka potulnego. Czarnoskóry eksmarines wchodzi do banku, by podjąć swoje pieniądze. Suma nie powala jednak na kolana. „Chciałbym wybrać 25 dolarów” - komunikuje mężczyzna kasjerce. Ta powstrzymuje się przed ironicznym komentarzem. Tu przychodzą klienci gotowi operować poważnymi sumami, na tle których transakcja Briana należy do detalicznych. „Mam w kieszeni bombę”- kartkę z taką informacją wręcza mężczyzna kasjerce. Po chwili nikomu w tym gmachu do śmiechu nie będzie. „Odebrano mi świadczenia o niepełnosprawności” - usprawiedliwia swoje najście Brian, żądając kontaktu z negocjatorem. Zwykle to ten drugi nalega na połączenie z napastnikiem. Tu sytuacja jest inna. Terrorysta nie wykazuje cech obłąkańczych, nie epatuje przemocą, nie eskaluje żądań. „Są mi winni 892 dolary” - wylicza skrupulatnie Brian. „Jesteś wart więcej” - nie gryzie się w język negocjator, który znalazł wreszcie czas na wysłuchanie oczekiwań desperata.
„To twój pierwszy napad?” - upewnia się u pracownicy banku Brian. Okazuje się, że miała miejsce wcześniejsza akcja terrorystyczna. „Jak się skończyło?” - drąży ciemnoskóry Brian. „Aresztowali go” - wyjaśnia pracownica banku. „Pewnie był biały” - skwituje Brian, sugerując, że czarnych zamachowców policja zazwyczaj zabija na miejscu. Mężczyzna próbuje skontaktować się nie tylko z negocjatorem. Chciałby także porozmawiać z małą córką i jej matką. Automatyczna sekretarka każe bezdusznym głosem nagrać wiadomość w poczcie adresatów. A przecież Brian ma ważny komunikat dla dziecka. Gdy już napastnik odzyska swoje 892 dolary, chciałby sprawić córce wymarzonego szczeniaczka. „Odstawiłeś leki?” - usłyszy Brian od byłej partnerki, gdy ta z niedowierzaniem przyjmie informację o decyzjach mężczyzny. Posiadacz semteksu jest na tyle zdesperowany, że postanowił rzucić wyzwanie obojętnemu państwu, gdzie nawet negocjatorzy nie kwapią się do podjęcia swych rutynowych obowiązków.
Breaking (znany też jako „892”) to dość beznamiętna ilustracja autentycznych zdarzeń sprzed lat. Reżyserka filmu, Abi Damaris Corbin, skupiła się na ukazaniu wewnętrznej szamotaniny zagubionego desperata, który chciałby odzyskać literalnie to, co mu zabrano. Brian narażał się jako żołnierz w Iraku nie zważając na zdrowie. Teraz to samo państwo oferuje mu broszurkę pod tytułem „E-program walki z bezdomnością”. Wyszkolona na okoliczność spławiania natrętów podobnych Brianowi pracownica wskazuje mu długą kolejkę takich sam jak on outsiderów. Abi Damaris Corbin nie nakręciła filmu akcji, która zmierza do finału w hałasie serii karabinowych i detonacji. Breaking to niemal kameralne studium beznadziei, która szuka gruntu pod z góry skazany na fiasko skok ponad powierzchnię.
„Co mam zrobić, żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę?” - miota się w emocjach rozdygotany Brian, widząc lekceważenie ze strony zblazowanej opinii publicznej. Mężczyzna chciałby choć nadać rezonans swojemu stłumionemu krzykowi rozpaczy. Media są jednak pochłonięte rozmaitymi tematami i ten może sobie grzecznie poczekać w kolejce. Publika też ma dosyć podobnych ekscesów, wolałaby usłyszeć o innych, bardziej spektakularnych newsach. Rutynowany snajper bierze Briana na celownik swojej broni długiej. Strzelać będzie wszak jednak do kolegi z poniekąd pokrewnej służby. Oko snajpera chwilowo zajdzie łzą wzruszenia. Dlatego egzekucję można na chwilę odwlec. Wątpliwe jednak, by bank na tej zwłoce zarobił. Kurs waluty może osłabnąć. Ale brakujące 892 dolary da się przeksięgować na inne konto.