Gracjan Mikitin krytyk
Atrakcyjny wizualnie, lecz przewidywalny i nielogiczny thriller, który marnuje potencjał obsady i scenerii.
"Alfa", czyli najnowszy film Baltasara Kormákura sprawia wrażenie solidnie zrealizowanego thrillera survivalowego, który jednak bardzo szybko traci wiarygodność i napięcie, grzęznąc w schematach oraz fabularnych uproszczeniach.
Punktem wyjścia jest historia Sashy, amerykańskiej alpinistki, która przyjeżdża do australijskiej dziczy, aby symbolicznie zamknąć pewien rozdział życia. Na miejscu trafia na Bena, lokalnego outsidera o wyraźnie zaburzonej osobowości. Spotkanie przeradza się w klasyczną rozgrywkę w kotka i myszkę, w której bohaterowie przemieszczają się przez bezlitosny krajobraz, próbując przechytrzyć przeciwnika. Konflikt opiera się na fizycznym przetrwaniu, ale scenariusz próbuje również dopisać do niego warstwę psychologiczną, co niestety robi w moim mniemaniu z niepowodzeniem.
Reżysersko Kormákur pozostaje wierny sprawdzonym rozwiązaniom kina survivalowego. Kamera często podkreśla izolację bohaterów, operując szerokimi planami australijskich pustkowi, które trzeba przyznać robią duże wrażenie. Problem w tym, że wizualna atrakcyjność nie idzie w parze z dramaturgią. Tempo narracji jest nierówne, przez co pierwsze kilkadziesiąt minut rozwleka się w mało znaczących sekwencjach (długie ujęcia spływu kajakowego czy marszu przez busz), podczas gdy kluczowe momenty konfrontacji są skracane lub rozładowywane przez nieprzekonujące decyzje postaci. Montaż nie buduje napięcia i raczej je rozprasza, często przerywając sceny w momentach, które powinny eskalować emocje.
Konstrukcja fabularna "Alfy" opiera się na schematach tak wyeksploatowanych, że kolejne zwroty akcji są łatwe do przewidzenia z dużym wyprzedzeniem. Co gorsza, logika wydarzeń często ustępuje wygodzie narracyjnej. Bohaterowie wielokrotnie podejmują decyzje sprzeczne z instynktem przetrwania i mają okazje zakończyć konflikt, ale z nich nie korzystają, wyłącznie po to, by historia mogła dotrwać do finałowej konfrontacji. Dialogi są oszczędne, co samo w sobie nie byłoby wadą, gdyby w zamian pojawiła się głębia psychologiczna. Tymczasem postaci pozostają szkicowe. Sasha, mimo potencjalnie interesującego tła, jest napisana w sposób, który utrudnia identyfikację. Jej motywacje bywają nieczytelne, a emocjonalna droga niespójna. Z kolei Ben, choć momentami sugestywny jako antagonista, funkcjonuje bardziej jako zestaw cech filmowego psychopaty niż pełnokrwista postać.
Film próbuje balansować między realistycznym survivalem a symboliczną opowieścią o traumie i konfrontacji z własnymi demonami, ale nie potrafi utrzymać spójnego tonu. Sceny, które powinny być surowe i wiarygodne, ocierają się o niezamierzoną umowność, bohaterowie wychodzą z obrażeń bez większych konsekwencji, a zagrożenia środowiskowe wydają się selektywnie ignorowane. W efekcie napięcie dramatyczne jest ograniczone, bo stawka przestaje być przekonująca. Nawet finał, budowany jako kulminacyjna sekwencja, sprawia wrażenie wymuszonego i pozbawionego emocjonalnego ciężaru.
Nie można jednak całkowicie odmówić filmowi atutów. Zdjęcia plenerowe są nie tylko piękne (chociaż to oczywiście też), co efektowne i konsekwentnie budują poczucie przestrzeni, a Taron Egerton wnosi do swojej roli pewną energię i niepokój, który na chwilę ożywia narrację. To jednak za mało, aby zrekompensować scenariuszowe skróty i brak pogłębienia relacji między bohaterami.
Dobry z punktu widzenia filmu akcji i walki o przetrwanie. Do tego bardzo ładne zdjęcia. Historia trzyma się kupy do momentu kiedy bohaterowie wchodzą do jaskini i poznajemy historię głównego antagonisty. Mocno polecieli z fantazją. Dobra zabawa gwarantowana. 6/10