Anakonda

5,0
Doug (Jack Black) i Griff (Paul Rudd) są najlepszymi przyjaciółmi od dzieciństwa i zawsze marzyli o nakręceniu remake'u swojego ulubionego filmu wszech czasów: kinowego klasyka - "Anakonda". Kiedy kryzys wieku średniego popycha ich do podjęcia tego wyzwania, wyruszają w głąb Amazonii, aby rozpocząć zdjęcia. Jednak sytuacja staje się poważna, gdy pojawia się prawdziwa gigantyczna anakonda, zamieniając ich komicznie chaotyczny plan filmowy w śmiertelnie niebezpieczne miejsce. Film, który tak bardzo chcą nakręcić? Może właśnie doprowadzić ich do śmierci...
Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)

Bardzo chce być sprytny i samoświadomy, a kończy jako produkt bez tożsamości. Nie jest wystarczająco zabawny, aby działać jako komedia, i jest zbyt zachowawczy, aby satysfakcjonować fanów horroru. 3

"Anakonda" z 1997 roku nie była filmem dobrym w klasycznym sensie. Była za to idealnym produktem swoich czasów - kiczowatym monster movie, z Jonem Voightem grającym jakby jutra miało nie być i z wężem, który dzięki animatronice faktycznie istniał w kadrze. To był ten rodzaj filmu, który oglądało się w niedzielne popołudnie z wypiekami na twarzy, a potem śmiało z jego głupoty, ale jednak z pewną czułością. I właśnie tę czułość nowa "Anaconda" próbuje przywołać. Próbuje, bo tak naprawdę na tym właściwie kończą się dobre wieści.

Anakonda (2025) - Thandiwe Newton, Steve Zahn (I), Paul Rudd (I)

Reboot będący meta-komedią w reżyserii Toma Gormicana bierze na warsztat mitologię oryginału i filtruje ją przez ironię, autoświadomość oraz modną w Hollywood potrzebę opowiadania historii o niespełnionych ambicjach. Ronald Griffin Jr. (Paul Rudd) to aktor, który nigdy nie przebił się poza telewizyjne epizody. Doug McCallister (Jack Black) marzył o reżyserii, ale dziś kręci filmy ślubne. Kiedyś razem bawili się w kino, więc Ronald wpada na pomysł, aby nakręcić nową wersję klasyka z lat 90. Amazonia, niski budżet, paczka dawnych znajomych. Brzmi jak materiał na lekką i autoironiczną przygodę. Problem w tym, że film nigdy nie potrafi zdecydować, czym właściwie chce być.

Gormican i współscenarzyści wrzucają do jednego worka parodię, meta-humor i klasyczną komedię sytuacyjną. Efekt jest taki, że na ekranie mamy totalny chaos. Bohaterowie żonglują odniesieniami do "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną", mówią o "Anakondzie" z 1997 roku jak kinofile na forum dyskusyjnym, a jednocześnie film oczekuje, że w pewnym momencie zaczniemy się przejmować realnym zagrożeniem. Tyle że nie zaczynamy, bo każda próba budowania napięcia jest natychmiast rozbrajana żartem. Horror jest tu traktowany jak niepotrzebny balast, a nie fundament opowieści. W efekcie ani strachu, ani satysfakcji.

Anakonda (2025) - Jack Black (I), Paul Rudd (I)

Komedia również zawodzi. Jack Black robi dokładnie to, co robi od lat, czyli gra Jacka Blacka. Paul Rudd pozostaje sympatyczny, ale jego gadatliwy Ronald jest bardziej męczący niż zabawny. Steve Zahn wypada najlepiej, bo jako jedyny wydaje się świadomy, że mniej znaczy więcej. Thandiwe Newton dostaje rolę, która istnieje głównie po to, aby przesuwać fabułę z punktu A do punktu B, a Daniela Melchior jest poprawna, ale niewyróżniająca się. Występy gościnne gwiazd oryginału mają chyba działać jak nostalgiczny strzał dopaminy, ale działają raczej jak przypomnienie, że kiedyś to wszystko było prostsze.

Największym grzechem filmu jest jednak struktura. "Anaconda" rozpędza się niemiłosiernie długo, niemal połowę seansu zajmuje ustawianie pionków na planszy. Kiedy wreszcie pojawia się prawdziwy wąż, jest już za późno, aby komukolwiek zależało. Komputorowa anakonda wygląda zresztą gorzej niż animatroniczny potwór sprzed blisko 30 lat, co jest osiągnięciem raczej wstydliwym niż imponującym. Film zdaje się wręcz unikać pokazywania swojego tytułowego zagrożenia, jakby sam nie wierzył w jego ekranową siłę.

Anakonda (2025) - Jack Black (I), Paul Rudd (I)

Od strony technicznej trudno się do czegoś poważnie przyczepić. Zdjęcia Nigela Blucka są poprawne, montaż utrzymuje tempo, przez co 100 minut metrażu nie ciąży. Niestety to wszystko są sprawy drugorzędne, ponieważ scenariusz drażni dialogami, a reżyseria sprawia wrażenie niezdecydowanej. Film próbuje nawet przemycić motyw straconych szans i życiowych rozczarowań, tylko że ginie on w gąszczu gagów, które rzadko trafiają w punkt.

Najuczciwiej byłoby napisać, że "Anaconda" to film, który bardzo chce być sprytny i samoświadomy, a kończy jako produkt bez tożsamości. Nie jest wystarczająco zabawny, aby działać jako komedia, i jest zbyt zachowawczy, aby satysfakcjonować fanów horroru. W przeciwieństwie do "Jaj w tropikach", z którym można go spokojnie porównywać, nie potrafi przekuć idiotyzmu bohaterów w inteligentną satyrę. Zostaje więc coś w rodzaju meta-pastiszu filmu, który sam w sobie był niezamierzenie zabawny.

Anakonda (2025) - Jack Black (I)

Są takie tytuły, które żyją dzięki swojej niedoskonałości. Stara "Anakonda" była jednym z nich. Nowa próbuje tę niedoskonałość skopiować, rozebrać na czynniki pierwsze i obrócić w żart. I właśnie wtedy traci to, co najważniejsze, czyli elementarną frajdę. Wąż połknął własny ogon, a widz zostaje z poczuciem, że niektóre kultowe głupotki naprawdę lepiej zostawić w spokoju.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Fabuła

Multimedia

Proszę czekać…