Pierwsza dystopia kina: Jak Fritz Lang wymyślił przyszłość. 8
Kiedy Fritz Lang wypuścił Metropolis na ekrany w 1927 roku, publiczność i krytycy byli oszołomieni, ale i skonsternowani. Dziś, patrząc na ten film z perspektywy 2026 roku, widzimy w nim nie tylko zabytek kina, ale przerażająco trafną analizę mechanizmów władzy i postępu technicznego.
To, co w Metropolis uderza najbardziej, to warstwa wizualna. Lang, będący z wykształcenia architektem, stworzył miasto, które do dziś definiuje naszą wyobraźnię o dystopii. Monumentalne wieżowce, podniebne autostrady i mroczne, geometryczne podziemia tworzą przestrzeń, która zapiera dech w piersiach. Scena z „Maszyną-Molechem”, która pożera robotników, to jeden z najpotężniejszych obrazów w historii kina, doskonale oddający lęk przed industrializacją.
Efekty specjalne, mimo braku CGI, są majstersztykiem. Zastosowanie luster (proces Schüfftana) i wielokrotnej ekspozycji pozwoliło stworzyć świat, który wydaje się namacalny. Kultowy robot – Maschinenmensch – do dziś pozostaje ikoną designu, będąc bezpośrednim pierwowzorem dla C-3PO z Gwiezdnych Wojen.
Fabuła filmu, oparta na scenariuszu Thei von Harbou, operuje prostymi, niemal biblijnymi symbolami. Mamy tu walkę klas, wieżę Babel i postać Marii, która pełni rolę świeckiej świętej. Choć niektórzy krytycy zarzucali filmowi naiwność polityczną, to przesłanie o „sercu jako mediatorze” między elitą (rozumem) a pracownikami (rękami) ma w sobie uniwersalną siłę.
Niezwykła jest również gra aktorska Brigitte Helm. Jej podwójna rola – eterycznej Marii i demonicznego, uwodzicielskiego robota – to pokaz aktorskiego kunsztu. Scena tańca robota w klubie dla elit do dziś epatuje niepokojącą energią i zmysłowością.
Metropolis to film-instytucja. Każdy kadr jest tu przemyślany, a każda scena niesie ładunek emocjonalny wzmocniony przez ekspresjonistyczną grę świateł i cieni. To nie tylko kino science-fiction; to filozoficzny traktat o dehumanizacji i potrzebie empatii w świecie zdominowanym przez technologię.
Film to pozycja obowiązkowa dla każdego kinofila. Choć tempo niemej produkcji może być dla współczesnego widza wyzwaniem, nagrodą jest obcowanie z czystym geniuszem wizualnym. To film, który nie tylko przewidział wygląd przyszłości, ale też zdiagnozował problemy, z którymi mierzymy się do dziś.
Wspaniałe efekty i niesamowita scenografia, ale to wszystko. Za dużo plot twistów na siłę i kombinowania z fabułą, za dużo komplikacji i wychodzi z tego papka.