Akcja filmu toczy się 60 lat przed zdarzeniami z "Władcy pierścieni". Bilbo Baggins (Martin Freeman), wraz z czarodziejem Gandalfem (Ian McKellen) oraz kompanią krasnoludów pod wodzą Thorina Dębowej Tarczy (Richard Armitage) wyrusza na wyprawę do Samotnej Góry, której strzeże przerażający smok Smaug. Przemierzając ziemie zabójczych orków i goblinów, drużyna zmaga się ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami. opis dystrybutora
http://tinyurl.com/p6x6c2u N. Krasnale idą z buta przez pół Śródziemia, po czym zawracają, bo są zbyt leniwe, żeby znaleźć dziurkę od klucza. The End.
5.5/10 – Mniej więcej poziom pierwszej części, czyli po raz kolejny rozczarowanie. Masa niepotrzebnych wątków, w których praktycznie nie ma miejsca dla Bilbo. Nawet Gandalf znika, a nas mają obchodzić losy jakichś drugorzędnych postaci. Dużo za dużo CGI, którym Jackson się zachłysnął, zapominając o magii Tolkiena. Balansuje na granicy profanacji i boję się, że w trzeciej części została mocno przekroczona.
Gandalf i spółka – TREŚĆ MOŻE ZAWIERAĆ DELIKATNE SPOJLERY!!!
!!UWAGA SPOJLER!!!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!UWAGA SPOJLER!!!
A miał to być najlepszy film w 2013 roku dla mnie. Jednak nie znajdzie miejsca nawet w pierwszej dziesiątce. Szkoda bo oczekiwania miałem duże.
Film jest dobry, bardzo dobry, wszystko wygląda tak jak miało być, montaż jest wręcz wspaniały. Ale po za smokiem i pierwszą godziną seansu do zaoferowania nie ma za dużo. Strasznie denerwował mnie później nawet Thorin, który zmieniał swoje zachowanie niczym kobieta podczas trudnych dni :)
Nawet sceny miłości wyglądają jakby były domontowane na szybko w ostatnich etapach produkcji.
Wg mnie film cierpi na niską kategorię wiekową, krwi nie uświadczymy za dużo i choć odrąbanie głów orkom nie nadaję się dla 7-letniego widza to bardziej można to wziąć żartem niż się tym zachwycać.
Muzyka wypada blado, wiemy, że gdzieś tam występuje jednak mało widoczna i słyszalna po za jednym momentem praktycznie.
No cóż panie Jackson, dla mnie stała się taka sama rzecz, jak przy Władcy Pierścieni, druga część była najgorsza i mam nadzieje, że w trzeciej części będzie tak jak w Powrocie Króla, zwyżkowy poziom, na to czekam!
A tym czasem 7/10
Po zakończeniu seansu nie mogę powiedzieć, iż druga część zdecydowanie ciekawsza niż pierwsza. Jako całość początek sagi o wiele lepszy, ale za to druga część od momentu pojawienia się smoka znakomita.
Mój ulubiony fragment fragment obu części to zdecydowanie dialog między Bilbo a Smaugiem w Erebor – wymiata. Uśmiech nie schodził mi z ust.
Ta saga do tej pory raczej dla wiernych fanów Tolkiena co mi jakoś nie przeszkadza.
Zdarzam się druga część znacznie lepsza od pierwszej :)
Więcej się działo więcej akcji, nie nudziłem się tak jak na pierwszej części.
Smok wymiata po całości ; D szkoda że go tak mało było..
Końcówka z wielkim cliffem to mnie trochę spieniło.. widać że film nastawiony na maxymalne zyski.. szkoda bo przez to olewa się widzów którzy jednak generuje te $$$
Zdecydowanie 8.5/10
A jak dla mnie skończyło się w idealnym momencie. Porównanie do Dwóch Wież bardzo trafne, tyle, że nie pod kątem słabości a czystego nastawienia na akcję. Bawiłem się fajnie, Jackson mruga okiem do fana pamiętającego jego młodzieńcze czasy turlając głowami w najróżniejszych konfiguracjach, widać, że snuje przy tym przygodową anegdotę, a nie monumentalną opowieść fantasy. Świetne sceny w nawiedzonym lesie, wspaniały smok i w sumie chyba tyle. Mam niepokojące wrażenie, że ten Hobbit bardzo szybko ucieka z głowy.
Albo już całkiem przyzwyczaiłem się do 3D, albo było ono całkowicie niewidoczne. Mania tłumacza do "postarzania" dialogów jeszcze bardziej je usztywniała, szczególnie zapadło mi w pamięć "toilet" przetłumaczone jako "ustęp" w wiadomej scenie.
8/10
Używanie archaizmów przy tłumaczeniu mi nie przeszkadzało. Ustęp akurat był dobry. Ja na poszczególne "Hobbity" nie potrafię spojrzeć oddzielnie. Fanem Tolkiena nie jestem, dlatego nie przeszkadza mi rozbudowanie "Hobbita" do trzech części, dodając poboczne wątki. Takich epickich produkcji powstaje tak mało, że każda kolejna część to dar od losu. W drugiej, tak samo jak w pierwszej, widać wiele odnośników zapowiadających wydarzenia z "Władcy pierścieni", co jest super rozwiązaniem. Za dwa lata na pewno będzie już jakieś wspólne wydanie kolekcjonerskie Blu-Ray "Hobbita" i "Władcy". Wtedy Święta spędzę na maratonie ze Środziemiem, zaczynając od pierwszego "Hobbita". Oczywiście, "Hobbit" to nie ta sama półka co "LOTR", ale Jackson ze spółką i tak zrobili wiele, aby do ekranizacji książki dla dzieci dodać jak najwięcej sił zła. Szkoda, że do dwóch pierwszych części nie znaleźli miejsca dla większych bitew, co było wisienką u "Władcy". Ale m.in. scena ze skaczącym Legolasem po krasnoludach po trochu to wynagradza.
I nie wiem, czy mi się wydaje, ale przy "Hobbitach" przesadzają z muzyką. Niemal każda scena jest oprawiona ścieżką dźwiękową. No i piosenka na napisach końcowych jest całkiem spoko, ale kompletnie mi nie pasuje do klimatu tej sagi. Nie to, co utwór na przykład Enyi. No i szkoda, że nie udało się odmłodzić Gandalfa, bo w porównaniu do "Władcy" zmarszczek sporo mu przybyło.
Zgodzę się z Lamperem. Film widowiskowy, z wartką akcją, i kilkoma miłymi momentami, ale jakoś do mnie nie trafił. Dlatego 6/10 ode mnie.
Czy to momentami jednak sztucznie wyglądające efekty (mi stopione złoto wydawało się sztuczne, światło przy ucieczce/pogoni z miasta na jeziorze, czy czasami w czasie ganianego ze Smaugiem wydawało mi się jakby cięło – może to tylko wina kina). Ale i elfy które raz są wyżynane, a raz są niezniszczalne (wliczając Legolasa ścierającego krew z wargi Rambo-style) Może to puszczanie oka do widza, ale zbyt mi to nie paso. Pierwsza część mi się podobała właśnie go Krasnoludy to nie był człowiek-armia Aragorn, ale właśnie grupka czasami prawie potykających się o własne nogi kolesi. Przy nich teraz elfy to naprawdę – Chucki Norrisy Śródziemia. Może przeanalizowuje ale film mi na to pozwolił, więc to jego wina :P (a problemów tam zauważyłem dużo więcej – zdecydowanie kilku piw mi brakowało :) ).
Do tego brakowało mi też humoru z pierwszej części (pomijając "odwagę Bilba" to nie pamiętam nic), no i muzyka była dużo gorsza.
Dlatego przez proste porównanie – pierwszy 8, ten 6. Cieszę się że obejrzałem, ale ostudził trochę mój zapał do serii. Na trzecią część czekam trochę bardziej z rozpędu – wypadało by obejrzeć wszystkie.
P.S. Jestem niemal pewien, że w pierwszej scenie, w Bree – jeden hobbit który wychodzi z drzwi i przechodzi przez ulicę (chyba podgryzając marchewkę) to Peter Jackson (praktycznie pierwsza twarz którą widzimy). Ale ani tu ani na IMDB nie jest wymieniony.
Jak dla mnie to jest film z tej samej półki co "LOTR" Jacksona. Książki Tolkiena czytałem jeszcze w czasach licealnych przed ogólnym boomem na nie, ale podobały mi się o wiele bardziej niż filmy. Podstawowym zarzutem dla wszystkich mega produkcji Jacksona są jak zwykle zbytnie rozwleczenie całości, nudne dialogi generujące sporo dłużyzn oraz w przypadku Hobbita wplatanie wątków spoza powieści. Całość dobra, ale nie powala. Ode mnie 7/10.
Pozostałe
Tak jak w przypadku trylogii "WP", cz.2 jest najsłabsza.Piękna scenografia,b.dobre aktorstwo (leśne elfy mają inny charakter niż elfy znane nam wcześniej).Smok.