Krystian Małecki użytkownik
Prehistoryczne potwory, słabe efekty i jeszcze gorszy scenariusz. „Pterodaktyl” to typowe kino klasy B, które bardziej bawi swoją nieporadnością niż trzyma w napięciu.
Filmy o prehistorycznych bestiach potrafią dostarczyć solidnej rozrywki, ale równie często stają się pokazem niewykorzystanego potencjału. Niestety Pterodaktyl w reżyserii Marka L. Lestera zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Pterodaktyl to połączenie filmu science fiction z elementami horroru i kina katastroficznego. Opowiada o grupie studentów, którzy wraz ze swoim profesorem wyruszają na zagraniczną ekspedycję naukową. Podczas wyprawy natrafiają na działającą nieoficjalnie amerykańską jednostkę antyterrorystyczną. Obie grupy zmuszone są połączyć siły, aby przetrwać starcie z prehistorycznymi pterodaktylami.
Choć sam pomysł może wydawać się interesujący, cała reszta wypada dość miernie. Nieporozumieniem jest już nawet sam tytuł filmu. Sugeruje on, że „bohaterem” będzie pojedyncze zwierzę, podczas gdy na ekranie pojawia się całe stado tych bestii. Początkowo można odnieść wrażenie, że to błąd polskiego tłumaczenia, jednak oryginalny tytuł brzmi identycznie, więc odpowiedzialność za tę nieścisłość spoczywa na samych twórcach.
Niestety scenariusz również nie zachwyca. Co więcej — trudno nawet nazwać go przyzwoitym. Momentami sprawia wrażenie mniej dopracowanego niż fabuły przeciętnych telenowel. Historia jest wyjątkowo przewidywalna, a jedyną rzeczą, której naprawdę nie da się przewidzieć, pozostaje moment emisji reklam w telewizji. Można by pomyśleć, że produkcję uratują aktorzy, ale niestety również oni zawodzą. Ich kreacje są mało przekonujące, a poziom gry aktorskiej momentami przypomina paradokumenty pokroju Trudnych spraw czy Pamiętników z wakacji.
Jeśli chodzi o efekty specjalne, wypadają one bardzo przeciętnie. Pterodaktyle stworzone komputerowo często sprawiają wrażenie źle wkomponowanych w filmowane sceny, co dodatkowo podkreśla niski poziom wykonania całej produkcji. Równie nieprzekonująco prezentują się dźwięki wydawane przez te stworzenia — momentami przypominają odgłosy ścierwojadów z gry „Gothic”, co z kolei przywołuje skojarzenia z nieco lepszym filmem Sidła śmierci.
Cóż, Pterodaktyl można postawić obok takich produkcji jak Mordercze mrówki czy Atak szarańczy — teoretycznie da się to obejrzeć, tylko pozostaje pytanie: po co?
NAJGORSZY – film jaki w życiu widziałem