Blondynka

6,1
6,0
Śmiała interpretacja losów słynnego symbolu seksu - Marilyn Monroe. Film przedstawia fikcyjny portret modelki, aktorki i wokalistki w latach 50. i 60., nakreślony ze współczesnej perspektywy świata celebrytów.

Film „Blondynka” jest ciekawym wizualnie kolażem kadrów, w jakie zmieścić chcieliby Marilyn Monroe zapewne jej liczni apologeci. 7

„Kto ci powiedział, że moja sztuka przypomina ‘Trzy siostry’?” - dopytuje z niedowierzaniem Arthur Miller. Sam jest uznanym dramaturgiem. Przed nim siedzi aktorka, gwiazda kina - Marilyn Monroe, obiekt pożądań całego męskiego świata połowy XX wieku. Miller nie może uwierzyć, że właśnie poślubiona żona wie takie rzeczy. Nie ożenił się z nią więc jak widać raczej, by folgować swoim retorycznym potrzebom. Marilyn nie jest współtwórczynią jego sztuk. Może być ewentualnie ich bohaterką. Cóż z tego, skoro w obiektywach fotoreporterów najefektowniej wypada stojąc na wentylatorze metra, który podwiewa jej kusą sukienkę.

Blondynka (2022) - Ana de Armas

„Pamiętasz, kto sypiał w tej szufladzie?” - pyta matka. Marilyn pamięta. To ona, będąc dzieckiem, chowała się właśnie tutaj. Schizofrenicznie usposobiona mama nie ułatwi córce drogi życiowej. Starzejąc się wpędzi aktorkę w kompleks winy. Wiele lat potem, już będąc uznaną gwiazdą, mającą podobne do matki problemy psychiczne, w takiej samej szufladzie schowa telefon. Dzwonek mimo to nie ustanie. Może będzie telefonował impresario albo natrętny dziennikarz. To bez znaczenia. Marilyn zaczynała jako problematyczny kaprys skonfliktowanych ze sobą rodziców, z wiekiem stała się własnością świata, który oczekuje od niej spełnienia swoich zachcianek. „Mają cię za kawał mięcha” – krzyczy porywaczy ojciec i wali córkę na odlew. Mimo to Marilyn zadedykuje mu przebój „My heart belongs to daddy”.

„Blondynka” w reżyserii Andrew Dominika powstała na podstawie książki autorstwa Joyce Carol Oates. Mimo, że autorzy obu przedsięwzięć zapewne chcieliby wydobyć z biografii aktorki coś światu jeszcze nieznanego na samym wstępie tych prób utknęli w sidłach, jakie sami zastawili. Tytuł posiadający jednoznaczne konotacje skrócił bardzo istotnie pole do dywagacji. Każdy znający kawały o blondynkach widząc nieskalane głębszą refleksją oblicze Marilyn skojarzy, że to właśnie ona mogła być ich inspiracją. Późniejsze kunsztowne zabiegi reżysera z tej drogi nikogo raczej nie wyprowadzą. Dobroduszna, naiwna, ufna, łatwowierna, bezinteresowna Marilyn to jednak nie jest synonim głupoty. A może jej przypadek to zwykły brak szczęścia do ludzi? Otaczali ją najlepsi. Niewielu spośród nich czyniło to z pobudek altruistycznych.

Blondynka (2022) - Ana de Armas

Ana de Armas w roli Marilyn poradziła sobie z karkołomnym zadaniem nad wyraz sprawnie. Celujące podobieństwo do pierwowzoru skonfrontowała Kubanka z nieprzerysowanym, stonowanym aktorstwem. Arien Brody w roli Arthura Millera wypada bardziej wiarygodnie niż on sam. Prezydent John Kennedy (Caspar Phillipson) konferuje przez telefon zapewne z Nikitą Chruszczowem, puszczając jego pogróżki mimo uszu. Zbliża się kryzys kubański. Marilyn tymczasem obłapia prezydenta oralnie, myśląc wyłącznie o jednym: żeby tylko nie zwymiotować na jego łóżko.

Film „Blondynka” jest ciekawym wizualnie kolażem kadrów, w jakie zmieścić chcieliby Marilyn Monroe zapewne jej liczni apologeci. Trafiło na Andrew Dominika, który nakreślił długie, linearne, zmienne w barwach i formatach, naznaczone rozedrganą nutą Nicka Cave’a story. Nie zmienia to faktu, iż napotykamy w tej opowieści na tę samą postać, tylko inaczej ujętą. Nie jest już wyłącznie symbolem seksu czy ikoną z puszki Andy Warhola. Choć zaszufladkowano ją właśnie tak i z tej szuflady nie wyjęto do dziś.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
rodimus007 3

No cóż Merlin to podobno specjalny ewenement kina tamtych lat. Czasami silna, czasami roztropna, czasami krwiaka w Vegas, innym razem czuła… A jak określić ta ekranizacje i kogo winić czy aktorkę czy reżysera, wiadomo jest pierwsze ten Domnic to lamus od pornosów. A i inwestor no niestety nie szasta kasą w przypadku pełno metrażówek, jeszcze nie zrobili dobrego filmu na licencji i nic nie zapoczątkowali godnego wspomnienia. Ana de armas jak zaświeciła w Blade runner jako Joy byt wirtualny ale mający wpływ na "Antka" . zabłysnęła otwartością swego ciała. I w niewielu momentach ekspresyjnością twarzy i ciała. No i powtórzyła to samo wtym filmie tyle ze na większa skale (więcej cyców więcej golizny) wszak że to osoba urodzona i wykształcona w Kubie. Fakt ma śliczną buzie no i te szałowe oczy. Ale do aktorstwa trzeba jeszcze umiaru, cierpliwości. Oraz powinna się kumplować z Sharon Stoune, z modelki od ubrań do gwiazdy. Czyli to taka Cindy Crouford aby capnąc jakiegoś bogacza za kieszń a potem walić kino. To nie jest aktorka pełnej klasy..

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…