Jestem Bogiem 7.5

Eddie Morra to pisarz cierpiący na depresję. Pewnego dnia, w wyniku eksperymentu, po zażyciu narkotyku staje się geniuszem.

Recenzje

Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki 8
  • 2011-07-26
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Wyobraź sobie, że jesteś pisarzem. Do tego niespełnionym w swoim zawodzie. Dodatkowymi kopniakami są problemy w życiu prywatnym. Siedzisz trzymając ręce na klawiaturze komputera, myśląc jak ubrać swoje pomysły w słowa oraz czekając na nagłe olśnienie. Spędzasz tak dnie, tygodnie, miesiące. Do czasu jak odnajdziesz coś co uwolni i wyostrzy umysł, coś co sprawi, że będziesz nieograniczony.

Eddie jest właśnie takim pisarzem. Nie dość, że nie posiada weny twórczej, to jego dziewczyna postanawia go opuścić. Idąc ulicą przypadkiem spotyka swojego byłego szwagra, który mówi mu o nowym wynalazku. Malutkiej, niepozornej pigułce, która potrafi zdziałać cuda. Eddie staje się szczęśliwym posiadaczem jednej z nich. Nie mając nic do stracenia, połyka ją i w zamian otrzymuje niesamowitą dawkę geniuszu. Niestety, nie dość, że bycie doskonałym uzależnia, to ciągłe zażywanie tabletek niesie za sobą efekty uboczne.

Neil Burger wyreżyserował wciągający i nietuzinkowy obraz, który pozwala nam oderwać się od świata rzeczywistego. Fabuła nie jest pospolita, ani też przesadnie mądra. Zrozumienie jej nie powinno być trudne dla przeciętnego zjadacza kina. Akcja jest prowadzona bardzo sprawnie. Nie ma czasu na bycie znużonym. Podczas seansu zastanawiamy się jak będzie wyglądało zakończenie tej historii, skoro początek jest taki optymistyczny. Jestem Bogiem posiada także nagłe zwroty akcji. Jednak im bliżej końca, tym bardziej twórcy próbują trzymać nas w napięciu, serwując ich coraz więcej. Skutecznie szukają rozwiązania jak przedłużyć fabułę o kolejne minuty.

Nie ma co narzekać na grę aktorską, gdyż ta funkcjonuje prawidłowo. Niemniej jednak, Bradley Cooper o wiele bardziej sprawdza się jako błyskotliwy przystojniak, niż przeciętny pisarz bez polotu. Zdecydowanie lepiej się na niego patrzy gdy w jego oczach gości "wielki błękit", gdyż właśnie w tych momentach akcja nabiera tempa. Na pochwałę zasługuje również montaż. Głównie w scenach gdy bohater odczuwa efekty uboczne albo przy pierwszym zażyciu specyfiku. Największym minusem jest jakże wyczekiwane zakończenie. Po wielkiej burzy i gonitwie ciągnącej się przez większość fabuły, otrzymujemy typowo efekciarskie zakończenie dla ludzi o małych wymaganiach.

Trzeba przyznać, że Burger przyzwoicie wywiązał się ze swojego zadania. Prowadzi akcję w sposób wciągający i potrafi zatrzymać wzrok widza na ekranie. Jestem Bogiem to nietuzinkowa i efektowna rozrywka na dobry poziomie. Czasem obraża inteligencję widza, ale robi to z umiarem, przez co jest to mało odczuwalne. Dla tych co nie chcą poprzestawać jedynie na filmie, radzę zapoznać się z książką, która otrzymała wiele pochlebnych opinii. Mówi się, że obraz Burgera nie umywa się do "Dawki geniuszu" Alana Glynna. Zdziwieni? Bo ja jakoś nie.

3 z 5 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie