Ted 6.7

Debiut reżyserski twórcy serialu Głowa rodziny. W dzieciństwie John (Mark Wahlberg) marzył o tym aby jego ulubiony pluszowy miś ożył. Nieoczekiwanie, po wielu latach jego marzenie się spełnia, ale staje się to początkiem kłopotów, bo jego przyjaciel z dzieciństwa nie jest taki grzeczny na jakiego wygląda...

Recenzje

Czasem zabawna, czasem nudna a czasem żenująca, banalna komedyjka o dwóch głupich i antypatycznych trzydziestoparolatkach – tylko że jeden jest pluszowym misiem. 5
  • 2019-01-03
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Głupi i głupszy

Dawno nie miałem tak mieszanych uczuć po obejrzeniu filmu (no dobra, niedawno miałem na Papryku Vegecie, ale podoba mi się ten tekst, więc cicho sza). Z jednej strony absurdalny pomysł z alternatywnym światem, w którym istnieje ożywiony pluszowy miś, jest rewelacyjny i obiecuje bardzo dużo. Fakt, że obecność żywego pluszaka – po początkowym szoku i zainteresowaniu społeczeństwa, gdy miś staje się na krótko celebrytą – wszyscy traktują jako coś normalnego, wzmaga tę absurdalność, ale też daje jeszcze więcej pola do popisu scenarzyście. Miś robi zakupy, chodzi na rozmowy o pracę, podrywa panienki i początkowo oglądanie ogrywania tego absurdu daje widzowi rzeczywiście dużo frajdy.

Z drugiej strony twórcy wpadają tu jednak w pułapkę, bo wystarczy w myślach zastąpić pluszowego misia całkiem ludzkim nieodpowiedzialnym kumplem sprowadzającym głównego bohatera, Johna (całkiem nieźle zagranego przez Marka Wahlberga), na złą drogę i co otrzymamy? Schematyczny i banalny „bromance” o dwóch kumplach-przegrywach, których życie sprowadza się do żłopania piwska i palenia zioła przed telewizorem, w którym oglądają filmy klasy G, oraz o bezbarwnej panience, która chce rozbić ich toksyczny związek. Gdy człowiek sobie to uświadomi, to jakoś trudno z powrotem wkręcić się w tę – tak naprawdę płaską jak powierzchnia mózgu Johna – historię.

Sytuacji nie ratuje też główna postać kobieca, grana przez Milę Kunis. Denerwująca jest już sama bohaterka, której scenarzysta każe prowadzać się z nieodpowiedzialnym dwunastolatkiem zamkniętym w ciele dorosłego mężczyzny. Twórcom nie udało się, niestety, przekonująco pokazać przyczyn trwania przez tę kobietę w toksycznym trójkącie z Johnem i jego kumplem-misiem. Niestety, nie pomaga tu też gra pani Kunis, która przez cały film prezentuje nam jedną minę i patrzy na wszystko wzrokiem zbolałej żaby.

No ale przecież to jest komedia, więc trudno chyba wymagać, że opowiadana historia będzie miała głębię szekspirowskich dramatów. To prawda, ale jeśli skupić się tylko na humorze, to niestety, znowu jest on bardzo nierówny. Są dowcipy całkiem udane, ale jest też kilka scen, w których poziom żenady wzrasta tak bardzo, że aż wylewa się falami z telewizora na podłogę; z „żenua magnum” w postaci żałosnej sceny z Azjatą i kaczką (nie pytajcie). Sporo humoru opartego jest też na powtarzanym do znudzenia koncepcie, że Ted ma niewyparzoną gębę i klnie jak szewc, waląc co i rusz – często, niestety, boleśnie nieśmiesznymi – „one-linerami”.

Ta bardziej prymitywna część żartów na pewno przypadnie do gustu miłośnikom kloacznego humoru prezentowanego zwykle w produkcjach z Jimem Carreyem, Adamem Sandlerem czy „dziełach” braci Farrelly. Ale ta część widowni raczej nie będzie z kolei zachwycona absurdalnością całej historii czy bardziej inteligentnymi fragmentami filmu, które będą pewnie – dla fanów żartów o strzykaniu sobie na twarz majonezem mającym udawać spermę – po prostu nudne. Trudno więc powiedzieć, do kogo właściwie skierowany jest ten film; chociaż, jak wiadomo, odniósł on sukces i zebrał przyzwoite recenzje od większości krytyków, czego ja nie za bardzo rozumiem.

Z zalet tej produkcji można na pewno wymienić jakość wykonania, gdyż spece od efektów specjalnych odwalili tu niesamowitą robotę. Miś jest niewiarygodnie wprost realistyczny i niemalże da się uwierzyć, że do tej roli zatrudniono prawdziwego żywego pluszaka. W ogóle nie ma się wrażenia sztuczności ani tego, że wygenerowany w komputerze obraz został wklejony w obraz filmowy. Ted tam po prostu jest – jak żywy.

W ostatecznym rozrachunku nie żałuję, że ten film obejrzałem, chociaż poziom mojego rozczarowania jest olbrzymi, gdyż zachęcony recenzjami oczekiwałem bardzo oryginalnej, bardzo śmiesznej, bardzo ostrej i inteligentnej satyry. Otrzymałem natomiast momentami zabawną, momentami nudną, a momentami żenującą, banalną komedyjkę o dwóch głupich i antypatycznych trzydziestoparolatkach – tylko tak się akurat składa, że jeden z nich jest fajnie animowanym pluszowym misiem.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie