Często bywał niestety infantylny, a niektóre eksperymenty powtarzalne. Jednak w dobie dzisiejszych, sterylnych programów edukacyjnych, brakuje tej bezczelnej radości z wysadzenia czegoś w powietrze. 6
Początek XXI wieku w telewizji Discovery Channel to okres szczególny. Zanim kanał zdominowały programy o poszukiwaczach złota czy drwalach, królowała tam czysta, nieskrępowana ciekawość podana w formie teledysku. Brainiac: Science Abuse wszedł na ekrany z butem, wyważając drzwi do skostniałych gabinetów fizyków i chemików. To była seria, która mówiła: „Nauka jest nudna? To patrz na to!”. Richard Hammond, ze swoim zawadiackim uśmiechem i energią znaną z Top Gear, był idealnym gospodarzem tego chaosu. Dla wielu z nas, dzisiejszych dorosłych, był to pierwszy kontakt z fizyką, który nie kończył się ziewaniem, a raczej pytaniem: „Czy to naprawdę wybuchnie?”.
Ta produkcja to nie tylko prowadzący, to cała galeria osobliwości. Jon Tickle stał się gwiazdą programu – wysoki, flegmatyczny, z charakterystycznym głosem, zadawał pytania, które wydawały się głupie, a w rzeczywistości dotykały istoty fizyki, jak słynne chodzenie po budyniu. Z drugiej strony mieliśmy profesor Myang-Li, graną przez Rachel Grant. Twórcy zastosowali tu odważną kartę – Rachel łączyła wizerunek „seksownej pani naukowiec” z absolutnie kamienną twarzą podczas najbardziej absurdalnych testów. Jej segmenty, często ociekające subtelnym sarkazmem i wspomnianym seksapilem, były puszczeniem oka do starszej części widowni. Jednocześnie pokazując, że nauka może mieć bardzo atrakcyjną twarz.
Mimo zabawowego charakteru Brainiac przemycał potężną dawkę wiedzy. Eksperymenty z ciekłym azotem uczyły o stanach skupienia i wpływie ekstremalnie niskich temperatur na materię lepiej niż jakikolwiek podręcznik. Kiedy pokazywano, że azot nie jest w stanie ugasić termitu, widz dowiadywał się o reakcjach egzotermicznych. O tym, że niektóre procesy chemiczne dostarczają sobie tlenu same, będąc nie do zatrzymania. Program edukował w dziedzinie przedmiotów przyrodniczych, pokazując siłę niszczącą kwasów, zasad czy prądu elektrycznego. A wszystko to pod płaszczykiem detonowania przyczep kempingowych.
Szczególne miejsce w historii produkcji zajmują odcinki tematyczne. Prezentacja narzędzi tortur, takich jak zgniatacze palców, nie była tylko epatowaniem sadyzmem. To była lekcja historii inżynierii i anatomii. Pokazanie, jak mechanizmy z tamtej epoki wpływały na ludzkie ciało, było brutalnie skuteczne. Analiza diety chłopskiej czy testowanie, co dzieje się z jedzeniem poddanym ekstremalnym przeciążeniom, to biochemia od kuchnicCzy bardzo przyjemny segment „Babcia Brainiac”, kontrast starszej pani z technologią. Produkcja brała na warsztat to, co przyziemne, i nadawała temu rangę problemu naukowego.
Często bywał niestety infantylny, a niektóre eksperymenty powtarzalne. Jednak w dobie dzisiejszych, sterylnych programów edukacyjnych, brakuje tej bezczelnej radości z wysadzenia czegoś w powietrze. Nie aspirował do bycia Noblowskim wykładem, ale był dobrym korepetytorem. To sentymentalna podróż do czasów, gdy nauka pachniała paloną gumą, smakowała średniowieczną zupą i miała twarz Richarda Hammonda uciekającego przed wybuchem. Warto sobie przypomnieć lub się zapoznać.
