Diabeł ubiera się u Prady 7.1

Praca asystentki Mirandy Priestly (Streep), szefowej najbardziej prestiżowego magazynu poświęconego modzie, to szeroko otwarte drzwi do świetlanej przyszłości, to praca, "dla której miliony dziewcząt dałyby się zabić". Czy tak jest w istocie? Młoda, ambitna Andrea Sachs (Hathaway) otrzymuje wymarzoną pracę, która spada jej jak z nieba... choć u szefowej z piekła rodem. Wielki sukces wymaga wielkiego poświęcenia... ale czy wart jest swojej ceny?

Recenzje

Każdy ma swego diabła 8
  • 2007-12-12
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Diabeł ubiera się u Prady - jak po raz pierwszy usłyszałam ten tytuł, to pomyślałam, że pewnie jest to kolejna głupia komedyjka, która niczym nie zaskoczy i nie sprawi, że podskoczę z wrażenia. Plakat i reklamy telewizyjne również utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Muszę powiedzieć, że grubo się myliłam. Po seansie byłam zaskoczona, bo spodziewałam się takiej komedii, która mnie bardzo rozbawi, coś zbliżonego humorem do Sposobu na teściową Roberta Luketica. Okazuje się, że Diabeł ubiera się u Prady bardziej podchodzi pod dramat. Humoru jest tutaj odpowiednia ilość, ale jednak nie dominuje.

Andy to dziewczyna nie posiadająca poczucia mody. Pomimo tego, szybko zostaje zatrudniona w prestiżowym nowojorskim magazynie o modzie - "Wybiegu". Wszystko wydaje się iść po jej myśli, jednak to tylko pozory, gdyż okazuje się, że jej szefowa to tytułowy diabeł wcielony. Miranda Priestly to, powiedzmy szczerze, całkowite przeciwieństwo Andrei. Ma ona świetne wyczucie stylu, dobiera szykowne stroje, a z charakteru jest arogancką, dążącą do sławy materialistką. Poza tym każdy z pracowników liczy się z nią bardziej niż z kimś innym. Ludzie są jej posłuszni i nie wchodzą jej w drogę, ponieważ wiedzą do czego może być zdolna.

Meryl Streep w roli szefowej z piekła rodem poradziła sobie bardzo przyzwoicie i ciekawie odzwierciedliła postać redaktor naczelnej, mającej wypisane na twarzy "jestem od was lepsza". Kupa śmiechu jest, gdy wytyka błędy podwładnym, a szczególnie Andy, patrząc na jej strój wzrokiem mówiącym, że nie pasuje do otoczenia "Wybiegu". Anne Hathaway (I) także poradziła sobie z rolą skromnej Andy przed przemianą i pochłoniętej pracą oraz rozbieganej po przemianie. Z reszty obsady warto wspomnieć o Emily Blunt, która jest na prawdę utalentowaną aktorką i ma duży potencjał. Pasowała do roli chłodnej, aczkolwiek posiadającej serce pierwszej asystentki Mirandy.

Jako że powieści Lauren Weisberger nie czytałam, to trudno mi ją porównać z ekranizacją. Uważam jednak, że jeśli przeczytałabym książkę, to moje zdanie nie uległo by większej zmianie. Mogę śmiało powiedzieć, że scenariusz zawiera zabawne i błyskotliwe dialogi. Zaraz po aktorstwie, w oko wpadają kostiumy. Wystarczy tylko spojrzeć na te gustownie dobrane kreacje i prześliczne suknie, to od razu wiadomo, że obraz dotyczy świata mody. Większość kostiumów jest bardzo nowoczesnych, które przyciągają fotografów. Zresztą nie tylko one, fryzury i charakteryzacja również. W każdym razie ekipa specjalizująca się w wyglądzie bohaterów włożyła sporo efektownej pracy.

Diabeł ubiera się u Prady to pozycja posiadająca również wady. Największe zastrzeżenie mam do tego, że nie pokazano jak potoczyły się sprawy Andy z przyjaciółmi, ani co stało się z niektórymi ważniejszymi postaci. To jest właśnie jedyną przyczyną mojego niedosytu po seansie.

Reasumując, Diabeł ubiera się u Prady posiada prostą fabułę, która jest przedstawiona przez Davida Frankel'a w ciekawy dla widza sposób. Niesie nawet przesłanie, które w sumie wiele razy pojawiało się w innych filmach, że praca to nie wszystko. Jeśli cię pochłonie, to zapomnisz o innych ważniejszych rzeczach i oprócz tego, że sam na tym ucierpisz, to twoi najbliżsi również. W każdym razie, jeśli chcesz obejrzeć lekki i niegłupi komediodramat z ładnymi kostiumami i pasującą do klimatu muzyką, to Diabeł ubiera się u Prady jest filmem dla ciebie.

3 z 9 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie