Toto bohater 5.5

Dramat o pensjonariuszu domu starców, Thomasie, który ucieka z niego, żeby zrobić coś, czego wcześniej zrobić nie miał odwagi. Jednocześnie, w retrospekcjach rozpiętych na kilku planach czasowych oglądamy historię jego nieszczęśliwego życia.

Recenzje

Całkiem wzruszający dramat, odświeżająco korzystający z pierwszoosobowej narracji. Wątek melodramatyczny kuleje, ale i tak warto. 7
  • 2018-05-13
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Staruszek, który wybiegł przez drzwi i zniknął

Całkiem niezły i oryginalny dramat o pensjonariuszu domu starców, Thomasie, który ucieka z niego, żeby zrobić coś, czego wcześniej zrobić nie miał odwagi. Jednocześnie, w retrospekcjach rozpiętych na kilku planach czasowych oglądamy historię jego nieszczęśliwego życia.

Jeśli przyszedł wam teraz do głowy film Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął i myślicie, że pomyliły mi się filmy, to po pierwsze Toto... jest wcześniejszy o kilkanaście lat, a po drugie jest on pozbawiony głupkowatego nieśmiesznego humoru szwedzkiej czarnej komedii. Toto bohater to rasowy dramat, momentami całkiem wzruszający.

Film ten urzekł mnie przede wszystkim bardzo inteligentnym i świeżym wykorzystaniem pierwszoosobowej narracji. Całą historię poznajemy z punktu widzenia głównego bohatera, co ma zaskakująco daleko idące konsekwencje dla fabuły. W tym miejscu muszę przerwać, bo nie chcę zdradzać zbyt wiele. No dobrze, mogę podać jeden przykład, który niczego nie zdradzi. Niektóre sceny przedstawiają fantazje Thomasa i jest to bardzo umiejętnie i smakowicie wplecione i połączone z wydarzeniami ze świata realnego. Brawa dla reżysera/scenarzysty (w sumie chyba również dla pani montażystki). Ale prawdziwe mięcho tkwi gdzie indziej i tego już zdradzić absolutnie nie mogę.

Niestety to dobre wrażenie, wywołane przez dobrze napisanego głównego bohatera i interesująco skonstruowaną fabułę, poważnie psuje tragiczny wątek melodramatyczny. Sposobu ukazania miłości głównego bohatera nie powstydziliby się twórcy południowoamerykańskich oper mydlanych. Nie pomaga również okropna staroświecka rzewna muzyka, niczym z filmów z lat 40-tych, ale to już w sumie drobiazg, wobec bólu zębów podczas oglądania nieprzekonujących zalotów głównego bohatera. Pomimo tego, uważam że obraz ten jest wart zobaczenia a niektóre jego elementy bardzo świeże, nawet po prawie 30 latach. A jeśli jesteś jeszcze fanem melodramatów, powinieneś być wręcz zachwycony.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie